Strona główna Recenzje Piękna narracja o niepięknych czasach. Piotr M. Majewski: „Niech sobie nie myślą,...

Piękna narracja o niepięknych czasach. Piotr M. Majewski: „Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw, 1939–1945” [recenzja]

Niedługo po głośnej „Kiedy wybuchnie wojna? 1938: Studium kryzysu”, Piotr M. Majewski daje czytelnikom kolejną książkę poświęconą dziejom Czechosłowacji. Przechodząc z europejskiej skali makro do lokalnej mikro, oferuje rozbudowane postscriptum do wydarzeń monachijskich. Warszawski historyk opisuje powstanie Protektoratu Czech i Moraw oraz jego funkcjonowanie w okresie II wojny światowej.

Tytuł: Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw, 1939–1945

Autor: Piotr M. Majewski

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Rok wydania: 2021

Liczba stron: 542

Już pierwsza część tej dylogii wywołała duże poruszenie. Chwalono nie tylko merytoryczną stronę pracy, ale przede wszystkim język oraz sposób prowadzenia narracji. Krytycy nominowali książkę Majewskiego do literackiej nagrody Nike. W „Niech sobie nie myślą…” Autor pozostaje konsekwentny w swych założeniach stylistycznych. Czyni bardzo dużo, aby – dbając o stronę merytoryczną – nie zapominać o utrzymaniu uwagi Czytelnika. Nie jest to zadanie łatwe. Problematyka konferencji monachijskiej była samograjem. Kontrowersyjne wydarzenie międzynarodowe, w które zaangażowanych było kilka stron, ułatwiały snucie opowieści. Synteza historii państwa, czy też terytorium zależnego, wymaga jednakowoż więcej wysiłku; nawet od osoby o tak sprawnym piórze jak Majewski.

Trudności, jakie stoją przed Autorem mierzącym się z takim wyzwaniem, wynikają przede wszystkim ze złożoności instytucji państwa oraz jego wielowymiarowej aktywności. Tym samym łatwo przytłoczyć Czytelnika nadmiarem informacji. Uciec w administracyjny, suchy żargon, który ułatwia pisanie, ale już nie odbiór takiego dzieła, a często sprowadza człowieka do liczby w tabeli. Zadanie podjęte przez Majewskiego polegało zatem nie tylko na tym, by odpowiedzieć sobie na pytanie: „O czym chcę opowiedzieć?”, ale przede wszystkim: „Jak chcę to opowiedzieć?”. Tytuł sugeruje, że przedmiotem narracji jest państwo, wspomniane jest jednak dopiero na drugim miejscu. W poprzedzającej je parafrazie cytatu odwołano się natomiast do zbiorowego „my”. Na kartach książki Autor doprecyzował, że jego intencją było oddanie dylematów Czechów pod niemieckim panowaniem. Mamy zatem do czynienia z bohaterem zbiorowym, za którego pośrednictwem poznajemy ówczesne realia.

Przyjęcie takiej optyki pozwoliło Majewskiemu na zastosowanie konstrukcji mozaikowej, tj. prezentacji obrazu całościowego poprzez odwoływanie się do jego mniejszych fragmentów. Nie mamy jednocześnie do czynienia ze strumieniem świadomości czy też luźno ze sobą powiązanymi opowieściami. Warszawski historyk stworzył dla swojej narracji linearny szkielet polityczny, do którego przymocował kolejne omawiane na zasadzie problemowej zagadnienia mogące stanowić samodzielną opowieść. Jednocześnie na ogół to te fragmenty są tymi, które podbijają atrakcyjność opowieści. Pozwalają wybić się Czytelnikowi ze sprawnej, ale nie zawsze porywającej narracji politycznej, aby na zasadzie side-questu znaleźć się w rozdziale o filmie, kolaborujących dziennikarzach czy satyrze. Czytelnik mógłby pominąć te partie tekstu, skupiając się na głównej osi narracyjnej, jeśli jednak zdecyduje się iść wszędzie tam, gdzie prowadzi go Autor, pozna szerszy kontekst omawianych problemów. W dodatku niektóre z wątków pobocznych opisano naprawdę porywająco. Miniatura o czechosłowackim ruchu oporu została przedstawiona wręcz filmowo.

Samochód Reinharda Heydricha po zamachu na jego życie dokonanym przez czeski ruch oporu (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1972-039-44, CC BY-SA 3.0)

Moje wątpliwości budzi natomiast nazewnictwo rozdziałów. Brzmią one intrygująco i z pewnością przyciągają uwagę, niekoniecznie natomiast dają pojęcie o ich temacie. Zagubiony może się czuć przede wszystkim ktoś, kto nie miał do tej pory do czynienia z dziejami drugowojennej Czechosłowacji; zwłaszcza że – jak zauważa sam Autor – stosunkowo niewiele jest w Polsce publikacji na ten temat.

Poświęcam tyle uwagi stronie literackiej, gdyż polscy historycy bardzo rzadko piszą książki z tak dużym wyczuciem oraz dbałością o to, aby forma przekazu była atrakcyjna dla Czytelnika. Być może obawiają się, że zostaną posądzeni o popularyzację, a tym samym zarzuci się im „nienaukowość”. Piotr M. Majewski jest na szczęście zdania, że o naukowości książki historycznej decydują odwołania do źródeł oraz warsztat badacza, a nie styl. Nie boi się zatem korzystać ze swego literackiego talentu, aby docierać do szerszego grona odbiorców. Tę dużą samoświadomość Autora widać m.in. w sposobie, jaki konstruuje on poszczególne rozdziały. Kończy je często zdaniem mającym odgrywać rolę cliffhangera [nagłe zawieszenie akcji w sytuacji pełnej napięcia – red.], aby zachęcić do dalszego czytania, i to mu się udaje.

Na pochwałę zasługuje empatia Autora. Analizując poszczególne problemy, np. kwestię żydowską, wskazuje on na motywacje Czechów, stara się ich zrozumieć. Umiejętność postawienia się w sytuacji bohaterów omawianych wydarzeń nie powoduje jednak, że Majewski ich usprawiedliwia – wręcz odwrotnie. Potrafi mocno podkreślić, że obrana strategia okazała się nieskuteczna albo była wątpliwa etycznie. Historycy mają tendencję do chowania się za pozornie obiektywnym tonem narracji, obawiając się oskarżeń o nierzetelność i stronniczość. Niektórzy, jak Andrzej Nowak, powiedzą natomiast wprost, że należy skończyć z tą fikcją, gdyż historyk zawsze ma swoje sympatie. Opowiadanie o przeszłości w zgodzie z własną wrażliwością i sumieniem nie musi oznaczać nierzetelności, a książka Majewskiego bardzo dobrze to udowadnia. Jeżeli miałbym cokolwiek zarzucić Autorowi, to zbyt częste jak na mój gust używanie przymiotników, w dodatku dosyć mocnych. Myślę, że nie zawsze jest to wskazane, a Czytelnik sam jest w stanie dokonać etycznej czy jakościowej interpretacji omawianych problemów.

Protektorat Czech i Moraw, podział administracyjny (il. XrysD, CC BY-SA 3.0)

„Niech sobie nie myślą, …” oparto na bogatej bazie źródłowej. Wykorzystano archiwalia czeskie oraz, w mniejszym zakresie, niemieckie. Czytelnik znajdzie również odniesienia do publikowanych zbiorów dokumentów czeskich, niemieckich i brytyjskich, czeskiej literatury wspomnieniowej, a także licznych publikacji naukowych. Ogrom wykorzystanej bazy źródłowej pozwolił na zrekonstruowanie zróżnicowanego obrazu kolaborującego społeczeństwa. Autor zadbał o to, aby narracja zawierała przypisy, zdecydował się jednak na ograniczenie ich liczby, aby nie wprowadzać konsternacji Czytelnika i nie wybijać go z lektury. Słusznie przyjęto zatem zasadę „jeden akapit, jeden przypis” – jest to bardzo popularny zabieg stosowany w wydawnictwach anglojęzycznych. Ponieważ jednak takie przypisy często są rozbudowane, konieczne jest dodanie informacji, do których zagadnień z przypisu odnosi się konkretna przywoływana pozycja. Tak postąpiono i w tym przypadku, jeśli tego wymagała sytuacja.

Od strony merytorycznej nie można Majewskiemu niczego zarzucić. Od wielu lat zajmuje się problematyką Czechosłowacką i to znawstwo przebija z kart książki. Szkoda jedynie, że bardzo często postrzegamy omawiane wydarzenia głównie z perspektywy Pragi. Jakkolwiek jest to kluczowe miasto w tym kraju, to oczywiście nie jedyne, a więcej informacji z regionu, np. z Moraw, na pewno dopełniłoby i tak ciekawego obrazu.

Adolf Hitler w Zamku na Hradczanach, 15 marca 1939 r. (fot. Bundesarchiv, Bild_183-2004-1202-505, CC BY-SA 3.0)

Książka Majewskiego jest ważnym wydarzeniem na polskim rynku. Jak podkreśla Autor, niewiele jest u nas publikacji poświęconych kolaborującej Czechosłowacji. Dostajemy też pracę, która była pisana z myślą o wyjściu poza wąski krąg akademicki, a być może także zburzenia spokoju czytelników. Wiele z mechanizmów, o których pisze Majewski, można bowiem z powodzeniem odnieść do Polski, jak np. teoretycznie wypleniony antysemityzm, który w sprzyjających okolicznościach wychodzi na światło dzienne, dając ujście frustracji jednych oraz nie budząc aktywnego sprzeciwu innych. Historyk zadaje też niełatwe pytania o to jak daleko można się posunąć, chcąc ocalić naród przed zniszczeniem, ale opóźniając jedynie ten proces i biorąc aktywny udział a unicestwieniu innego? Tym samym „Niech sobie nie myślą …” nie jest jedynie opowieścią o kolaboracji Protektoratu Czech i Moraw, ale o kolaboracji w ogóle. Mamy to szczęście, że kilka lat temu nakładem wydawnictwa Bukowy Las ukazała się w Polsce „Francja Vichy” Roberta Paxtona, możemy zatem porównać obie książki i wnioski autorów.

Cmentarz w Terezinie z pomnikiem czeskich Żydów zamordowanych w Holokauście (fot. Pavel Kinšt, CC BY-SA 3.0)

Podsumowując, należy stwierdzić, że „Niech sobie nie myślą…”, to książka bardzo dobra merytorycznie, a jednocześnie napisana ze swadą, której nie powstydziłaby się Barbara Tuchman. Czytelnik otrzymuje kompleksowy obraz kolaborującego społeczeństwa doby II wojny światowej. Choć jest to druga część dylogii, może być traktowana jako samodzielna opowieść, a do jej zrozumienia wystarczy podstawowa wiedza okresie, którego dotyczy.

Historyk dyplomacji i stosunków międzynarodowych XIX i XX wieku, specjalista w zakresie stosunków brytyjsko-amerykańskich. Prowadził badania w Wielkiej Brytanii, Holandii i Niemczech. Członek British International History Group oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego (Oddział w Łodzi). Kierownik Programu Stosunki Międzynarodowe w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. Autor bloga „Migawki z przeszłości”, na którego prowadzenie ma coraz mniej czasu, pochłonięty przychylaniem nieba swojej rodzinie.

BRAK KOMENTARZY

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii! Cancel reply

Exit mobile version