Strona główna Artykuły Czy NATO okłamało Rosję?

Czy NATO okłamało Rosję?

Stałym elementem dyskusji skupiających się wokół agresji Rosji na Ukrainę jest kwestia domniemanych gwarancji NATO dotyczących nierozszerzania Sojuszu na Wschód. Czy rzeczywiście udzielono takich zapewnień? Czy Putin ma rację, twierdząc, że Rosja została oszukana?

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, rozmawiając 1 lutego 2022 roku z premierem Węgier Wiktorem Orbanem, stwierdził m.in.: „Powszechnie wiadomo, że obiecano nam, iż infrastruktura NATO nie zostanie rozszerzona na wschód ani o cal. Wszyscy to wiedzą”. Zapis rozmów szybko trafił do sieci, a rzesze medialnych rusofilów ruszyły do ponownego roztrząsania kwestii oszukania Rosji przez NATO. Czy jednak taka teza znajduje oparcie w rzeczywistości?

Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba cofnąć się aż do samych początków Paktu Północnoatlantyckiego.

Prezydent USA Harry S. Truman podpisuje Traktat Północnoatlantycki, 24 sierpnia 1949 r. (fot. Abbie Rowe, National Archives and Records Administration, id: 200163)

Drzwi do NATO są zawsze otwarte

4 kwietnia 1949 roku podpisano w Waszyngtonie Traktat Północnoatlantycki, będący formalnoprawną podstawą funkcjonowania NATO. Celem owego sojuszu, utworzonego przez 12 państw, była obrona ich terytorium przed agresją ze strony ZSRS i jego wasali.

Kiedy wspomniany dokument pojawia się w różnego rodzaju dyskusjach i debatach, zazwyczaj uwagę komentujących przyciąga artykuł 5, traktujący o sposobach reagowania na zewnętrzną agresję skierowaną przeciwko któremuś z państw Sojuszu. Z punktu widzenia niniejszego artykułu, znacznie bardziej istotny jest jednak art. 10. Zacytujmy go w całości:

Strony mogą, za jednomyślną zgodą, zaprosić do przystąpienia do niniejszego traktatu każde inne państwo europejskie, które jest w stanie realizować zasady niniejszego traktatu i wnosić wkład do bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego. Każde państwo zaproszone w ten sposób może stać się stroną traktatu, składając Rządowi Stanów Zjednoczonych Ameryki dokument przystąpienia. Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki powiadomi każdą ze stron o złożeniu każdego takiego dokumentu przystąpienia.

Jak wyraźnie wynika z treści wspomnianego artykułu, NATO od samego początku swojego istnienia dopuszczało możliwość ekspansji terytorialnej na określonych zasadach. Niebawem zresztą teorię przekuto w praktykę. W 1952 roku do NATO dołączają Grecja i Turcja, w 1955 RFN, a następnie Hiszpania w 1982 roku. Artykuł 10 był więc od samego początku istnienia Sojuszu dość aktywnie wykorzystywanym elementem Traktatu Północnoatlantyckiego, a wyrażoną w nim wolę otwartości na przyjmowanie nowych państw nie raz przetestowano w praktyce przed nadejściem dosyć skomplikowanych lat 90. XX wieku.

Szczyt NATO w Paryżu, w którego trakcie przyjęto do sojuszu RFN, maj 1955 r. (fot. Bundesarchiv, B 145 Bild-P098967, CC BY-SA 3.0 DE)

Traktat 2+4, czyli czas na sklejenie Niemiec

9 listopada 1989 roku nastąpił symboliczny upadek Muru Berlińskiego. Dla wszystkich zainteresowanych stało się jasne, że nie da się już dłużej utrzymać podziału Niemiec na RFN i NRD, a jedynym logicznym kierunkiem dalszych działań w odniesieniu do tych państw będzie ich unifikacja i ponowne narodziny zjednoczonego państwa niemieckiego.

Aby tego dokonać, niezbędne było jednak osiągnięcie porozumienia między państwami zajmującymi strefy okupacyjne utworzone w 1945 roku na terenie pokonanej III Rzeszy: USA, Wielką Brytanią, Francją i ZSRS. W tym celu zorganizowano serię spotkań, w których uczestniczyli przede wszystkim przedstawiciele „dwójki”, czyli RFN i NRD, oraz „czwórki”, czyli czterech państw „okupacyjnych”. Stąd też wypracowane w czasie tych rozmów układ stał się znany jako „Traktat 2+4”, a nie pod jego oficjalną nazwą: Traktat o ostatecznym uregulowaniu w odniesieniu do Niemiec. Podpisano go 12 września 1990 roku w Moskwie.

Podpisy złożone pod Traktatem o ostatecznym uregulowaniu w odniesieniu do Niemiec. Jak widać, wśród sygnatariuszy nie ma ani jednego przedstawiciela NATO

Nie jest to miejsce na omówienie całej treści tego porozumienia, jak również jego szerszych konsekwencji, także tych w przedmiocie granicy polsko-niemieckiej. Trzymając się jednak maksymalnie jak najściślej tematu niniejszego artykułu, wypada wspomnieć o kilku kwestiach mających bezpośredni związek z narodzinami opowieści o okłamaniu Rosji w kwestii rozszerzenia NATO.

Przede wszystkim, NATO nie jest i nigdy nie było stroną wspomnianego układu. Wbrew pozorom, NATO posiada własne władze (Rada Północnoatlantycka) i własnego Sekretarza Generalnego. W imieniu NATO może wypowiadać się wyłącznie przedstawiciel NATO, a nie którykolwiek z przedstawicieli państw członkowskich nieposiadający uprawnień do występowania w tej roli.

Idąc dalej, warto spojrzeć na sytuację geopolityczną ówczesnej Europy. Kiedy podpisywano omawiany dokument, istniał jeszcze ZSRS, jak również funkcjonowały (lepiej lub gorzej) struktury Układu Warszawskiego, rozwiązanego formalnie dopiero 1 lipca 1991 roku. Traktat 2+4 podpisano więc jeszcze w czysto zimnowojennej sytuacji politycznej, zakładającej istnienie dwóch silnych bloków polityczno-ekonomiczno-wojskowych stojących naprzeciwko siebie. Ten układ sił przestał istnieć w grudniu 1991 roku wraz z upadkiem ZSRS.

Patrząc na powyższe, może Was, Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy, lekko zdziwić fakt, że to właśnie od owego dokumentu zaczyna się historia o zachodnim „oszustwie”, o którym – wg. Putina – wszyscy przecież wiemy. Czy rzeczywiście?

Diabeł tkwi w szczegółach

Zanim napiszę choćby jedno dalsze słowo, winien jestem Wam jedno małe zastrzeżenie, czy też ostrzeżenie. Nie znajdziecie Państwo w tej pracy szczegółowych opisów negocjacji, rozmów i deliberacji między przedstawicielami stron tworzących porozumienie 2+4. Na ich analizę rzesze autorów, badaczy i propagandystów poświęciły tysiące godzin, zużywając przy tym niezmierzone ilości tuszu, papieru, prądu i kawy. Nikomu nie chcę rzecz jasna mówić, co powinien robić ze swoim czasem, co to to nie. Problem w tym, że owe dywagacje są zupełnie bez znaczenia.

Jednym z podstawowych faktów, które powinien mieć w głowie każdy badacz czy entuzjasta historii dyplomacji, jest to, że wiążący prawnie jest wyłącznie uzgodniony zapis zawarty w danym dokumencie, a nie jego interpretacja pasująca akurat w danym momencie którejś ze stron. O tej bolesnej prawdzie przekonali się zarówno Polacy w 1939 roku, jak i np. Ukraińcy usiłujący powoływać się na Memorandum Budapesztańskie w momencie rosyjskiej agresji w 2014 roku.

NATO podchodzi bardzo poważnie to kwestii bezpieczeństwa państw członkowskich. Na zdjęciu rosyjski myśliwiec SU-27 w towarzystwie należącego do RAF-u samolotu Eurofighter Typhoon strzegącego nieba nad państwami bałtyckimi, 17 czerwca 2014 (fot. RAF, OGL v1.0)

Mając w głowie powyższe zastrzeżenia, warto przyjrzeć się artykułowi 5 wspomnianego dokumentu. Znajdziemy w nim pewne regulacje dotyczące rozmieszczenia sił militarnych umawiających się stron na czas wycofywania z terenu Niemiec sił sowieckich, jak również (najbardziej istotny) zapis o zakazie stacjonowania zagranicznych sił zbrojnych, jak również broni atomowej i jej nośników, na obszarze byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Tylko tyle i aż tyle. Tekst traktatu jest powszechnie dostępny w sieci, więc każdy może samodzielnie zapoznać się z jego postanowieniami.

Patrząc na treść wspomnianego artykułu, trudno znaleźć w nim jakąkolwiek obietnicę czy gwarancję nierozszerzania NATO na wschód. Dokument ten dotyczy wyłącznie konkretnego procesu rozgrywającego się na zdefiniowanym terytorium w ściśle określonej przestrzeni czasowej – i niczego poza tym. To samo dotyczy przytaczanych dziś niekiedy ówczesnych wypowiedzi, czy to Sekretarza Generalnego NATO Manfreda Wörnera, czy też amerykańskiego Sekretarza Stanu Jamesa Bakera. Co więcej, sam Michaił Gorbaczow w wywiadzie udzielonym w 2014 roku stwierdził, że tematu rozszerzenia NATO nawet nie poruszano w rzeczonym okresie.

Dlaczego więc niektórzy usiłują przekonać świat, że w tym dokumencie jest coś, czego tam nie ma?

Minister Spraw Zagranicznych RFN Hans-Dietrich Genscher (po lewej), kanclerz RFN Helmut Kohl (w środku) oraz minister spraw zagranicznych ZSRS Eduard Szewardnadze 10 lutego 1990 r. w Moskwie (fot. Wiktor Jurczenko, AP Photo, CC BY 4.0)

Rosyjska elastyczność pamięci historycznej

15 września 1993 ówczesny prezydent Rosji Boris Jelcyn napisał list do ówczesnego prezydenta USA Billa Clintona. Jego motywem przewodnim była kwestia rozszerzenia NATO po rozpadzie Układu Warszawskiego. Jeden z fragmentów owego listu zasługuje na specjalną uwagę. Cytując: „Chciałbym także zwrócić Twoją uwagę na fakt, że Traktat o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy Niemiec podpisany w sierpniu [wrześniu – dop. Ł.M.] 1990 roku, a szczególnie jego postanowienia zabraniające stacjonowania obcych wojsk we wschodnich landach Republiki Federalnej Niemiec, wykluczają w swej istocie możliwość rozszerzenia strefy NATO na wschód”.

Boris Jelcyn (1991–1994) (fot. Kremlin.ru, CC BY 4.0)

Przytoczone stwierdzenie Jelcyna nie miało żadnego pokrycia w faktach. Takiego zapisu po prostu nie ma we wspomnianym dokumencie, a pisanie o jakimkolwiek „wykluczeniu” możliwości rozszerzenia NATO w oparciu o ten traktat jest co najmniej horrendalną nadinterpretacją, jeśli nie zwyczajnym kłamstwem. Co skłoniło zatem Jelcyna do przyjęcia tak karkołomnej linii argumentacyjnej?

Odpowiedź jest banalnie prosta – powodem był strach. Lata 90. przyniosły krach całego sowieckiego porządku świata. Układ Warszawski pękł jak bańka mydlana, a ZSRS zamienił się w gruzy, spod których ochoczo wydostawały się byłe republiki, jedna po drugiej ogłaszając niepodległość. Z perspektywy Moskwy, utrata swoistego politycznego pasa buforowego, jakim były państwa podporządkowane władzy komunistycznej, stanowiła olbrzymie niebezpieczeństwo, które trzeba było zwalczać wszelkimi dostępnymi środkami.

Warto w tym momencie zacytować fragment rosyjskiego dokumentu zatytułowanego „Tezy Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej (SVOP)” z czerwca 1995 roku: „Nie należy zapominać, że NATO to organizacja zbiorowa działająca na zasadzie konsensusu. Taki charakter Sojuszu daje znaczne możliwości wpływu na jego rozwój […]. Zdecydowanie sprzyjają temu debaty w kręgach politycznych i akademickich państw NATO […]. Mogą one uczynić niemożliwym podjęcie pospiesznej decyzji o rozszerzeniu”. Cel działania był więc jasno określony – nie dopuścić do rozszerzenia NATO. Środki? Wszystkie dostępne, łącznie z kłamstwem, przekupstwem, manipulacją, finansowaniem prorosyjskich organizacji i polityków, jak również innymi formami wpływu i nacisku na zachodnie społeczeństwa. Kłamstwo musi mieć jednak pewną podstawę, czy też rdzeń, na którym można by opierać całą narrację.

W tym konkretnym przypadku sięgnięto po rzekome gwarancje czy też zapewnienia dotyczące nierozszerzania NATO poczynione w czasie negocjacji zakończonych podpisaniem traktatu 2+4. Patrząc na przytoczone wyżej przemówienie, Putina bardzo łatwo dostrzec, że w Rosji mimo upływu lat nie zmieniło się w tym zakresie dosłownie nic.

Na tym można byłoby zakończyć niniejszy artykuł, spisać wnioski i postawić ostatnią kropkę. Niestety, jeszcze nie czas na to. Szukając odpowiedzi na pytania postawione na samym początku tego artykułu, trzeba zajrzeć do jeszcze jednego dokumentu, będącego podstawą relacji między NATO a Rosją.

Boris Jelcyn i Bill Clinton, 23 października 1995 (fot. FDR Presidential Library & Museum, CC BY 2.0)

NATO i Rosja w końcu się dogadują

27 maja 1997 roku podpisano „Akt stanowiący o stosunkach dwustronnych, współpracy i bezpieczeństwie między NATO i Federacją Rosyjską”. Dokument ten, jak chyba każdy akt prawny tej wagi, wypełniają liczne ogólniki niewnoszące nic konkretnego do sedna sprawy, niemniej jest w nim kilka fragmentów zasługujących na szczególną uwagę, jak choćby „Postanowienia tego dokumentu nie dają NATO ani Rosji w żadnym razie prawa weta w stosunku do posunięć drugiej strony, nie naruszają też ani nie ograniczają uprawnień NATO i Rosji do podejmowania niezależnych decyzji i działań”. Porozumienie to nijak nie ogranicza zatem znaczenia czy stosowania artykułu 10 Traktatu Północnoatlantyckiego. Drzwi do NATO nadal pozostają szeroko otwarte.

Patrząc na dzisiejsze dyskusje dot. rozbudowy Sojuszu i dyslokacji jego sił militarnych, warto przytoczyć jeszcze jeden fragment wspomnianego dokumentu:

NATO potwierdza, że w obecnych i dających się przewidzieć warunkach bezpieczeństwa Sojusz będzie realizował swe zadania w dziedzinie zbiorowej obrony oraz inne zadania przez zapewnianie niezbędnej interoperacyjności, integracji i zdolności do wsparcia, a nie poprzez dodatkowe stałe stacjonowanie znaczących sił bojowych. Zgodnie z tym będzie musiał polegać na odpowiedniej infrastrukturze, współmiernej do powyższych zadań. Wobec tego wsparcie może nastąpić, jeśli to konieczne, w przypadku obrony przed groźbą agresji […] misji pokojowych […] jak również w wypadku ćwiczeń.

Utrzymanie zdolności do szybkiego przerzutu sił z jednego rejonu NATO w drugi jest jedną z postawowych reguł działania Sojuszu. Na zdjęciu amerykańscy spadochroniarze w czasie natowskich ćwiczeń Swift Response w 2016 r. (fot. Andy Reddy RLC, OGL v1.0)

Odpowiednia infrastruktura to właśnie bazy sił NATO (także te morskie czy lotnicze) na terenie państw NATO. Sojusz ma więc pełne prawo do budowy i utrzymywania takich obiektów na terenie państw członkowskich, co zostało ujęte w dokumencie zaakceptowanym i podpisanym przez Rosję. W razie pojawienia się takiej potrzeby (np. rosnącego zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej), wspomniana infrastruktura umożliwia szybkie przerzucanie sił i środków z jednego krańca NATO na drugi.

Czas więc na odpowiedź

Przytoczone powyżej przykłady i cytaty wystarczają – moim zdaniem – do udzielenia wyczerpującej odpowiedzi na cztery pytania postawione w tytule i na samym początku niniejszego artykułu. Oto one: nie, nie, nie i nie. W skrócie – nie.

Patrząc na wszystkie obecnie dostępne dokumenty, można stanowczo stwierdzić, że nigdy nie istniały i nie istnieją żadne formalne zobowiązania ograniczające zdolność NATO do rozszerzenia Sojuszu i obrony terytorium jego państw członkowskich. Twierdzenia padające ze strony Putina, administracji Federacji Rosyjskiej czy różnej maści rusofilów sugerujące istnienie takowych obietnic lub też wspominające o rzekomych „gwarancjach”, trzeba – w świetle dostępnego materiału źródłowego – określić jako daleko idącą manipulację mającą na celu zaciemnienie obrazu i wywołanie podziałów wśród zachodniej opinii publicznej.

NATO pozostaje w aktywnych kontaktach także z państwami sąsiadującymi z Sojuszem, jak również z potencjalnymi członkami NATO. Na zdjęciu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg, Bruksela, 16 grudnia 2021 (fot. president.gov.ua, CC BY 4.0)

Pisząc tego typu artykuł w takim, a nie innym czasie, nie sposób uciec od bardziej osobistej refleksji. W mojej ocenie państwo dokonujące brutalnej i niczym nieusprawiedliwionej agresji na swojego sąsiada i wykorzystujące amunicję kasetową do atakowania ludności cywilnej nie ma prawa do powoływania się na jakiekolwiek przepisy czy ustalenia mające powstrzymywać jego oponentów przed zapewnieniem bezpieczeństwa swoim obywatelom czy postawieniem sprawców zbrodni wojennych przed sądem. W tej kwestii nie wolno być bezstronnym.

Bibliografia

2 KOMENTARZE

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii! Cancel reply

Exit mobile version