Strona główna Artykuły Internetowy biały wywiad i broń dla Ukrainy

Internetowy biały wywiad i broń dla Ukrainy

Od samego początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę Zachód deklaruje szeroko zakrojone wsparcie militarne dla narodu walczącego o przetrwanie. Co zatem naprawdę dociera na linię frontu?

24 lutego 2022 roku Rosja napadła (po raz kolejny) na swojego ukraińskiego sąsiada. Prawie cały świat ruszył napadniętemu państwu z pomocą, udzielając pieniężnego i materialnego wsparcia zarówno w kwestiach humanitarnych, jak i militarnych. Jak jednak przekładają się podawane w mediach sumy czy deklaracje na sytuację na polu walki?

Doskonałym źródłem informacji pomagającym w odnalezieniu odpowiedzi na powyższe pytania są fotografie publikowane w serwisach społecznościowych. Przeglądając gigabajty danych, warto jednak mieć na uwadze pewne ograniczenia dotyczące samych zdjęć, jak i zamieszczających je osób.

Belgijska broń strzelecka w rękach zagranicznych ochotników

Ciemne strony smartfonów

Jedną z kwestii przewijających się przez media społecznościowe, szczególnie na początku konfliktu, było rozczarowanie niewielką liczbą nagrań i zdjęć trafiających do sieci. W XXI wieku prawie każdy ma przecież przy sobie telefon komórkowy z kamerą i mikrofonem, więc – przynajmniej teoretycznie – sieć powinna być zalana falą materiałów niemal z pierwszej linii frontu. Tak się jednak nie stało, co zaskoczyło i rozczarowało wielu internautów.

Mało który z narzekających rozumiał (i być może jeszcze nie rozumie), jak wielkim zagrożeniem dla posiadacza może być jego własny smartfon. To niewielkie urządzenie, od którego uzależniona jest znaczna część naszego społeczeństwa, jest świetnym narzędziem śledzącym i podsłuchowym. Nie jest tajemnicą, że dzięki namierzaniu telefonów komórkowych można lokalizować nie tylko pojedyncze oddziały w terenie, ale i całe bazy wojskowe, narażając je na zniszczenie przez nieprzyjaciela.

Stałą praktyką stało się również wysyłanie na telefony należące do nieprzyjaciela wiadomości mających podkopać jego morale i zachęcić do poddania się. Samo urządzenie może także posłużyć do wykradania danych ze skrzynek mailowych, kont społecznościowych etc. Ujmując sprawę dosyć zwięźle – noszenie smartfonu na linii frontu jest bardzo złym pomysłem.

Ostrzeżenie o zakazie publikowania pewnych treści w mediach społecznościowych opublikowane 30 marca 2022 roku.

Zdjęcie może zabić

Mając powyższe na uwadze, załóżmy, że ktoś świadomy niebezpieczeństw związanych z posiadaniem urządzeń multimedialnych zabiera się za wykonywanie zdjęć w pobliżu linii frontu za pomocą zwykłego aparatu. Niestety, także i to niesie ze sobą potężne zagrożenie – geolokacja.

Co bardziej doświadczeni Czytelnicy i Czytelniczki, spędzający w Internecie zbyt wiele czasu, pamiętają może sprawę z 2017 roku, kiedy to internauci byli w stanie namierzyć lokalizację proporca wbitego pośrodku pola, mając do dyspozycji jedynie obraz z kamery internetowej transmitowany w sieci na żywo. Jak to zrobili? Wykorzystali m.in. ślady kondensacyjne samolotów pasażerskich, zestawiając je z trasami lotów rejsowych. Warto sobie w tym momencie zadać dosyć istotne pytanie – jeśli udało się ustalić lokalizację obiektu, bazując na tak skąpych danych, to co mogą osiągnąć wyszkoleni analitycy, mając do dyspozycji fotografie z elementami zabudowy czy rzeźby terenu?

Rosyjska propaganda nie mogła przegapić tak świetnej okazji, jak rozładunek sprzętu w zdobytym ukraińskim porcie. W odpowiedzi 24 marca na zacumowane okręty spadła ukraińska rakieta balistyczna, niszcząc jeden z nich.

Śledząc przebieg wojny, możemy częściowo odpowiedzieć na to pytanie. Rosjanie słono zapłacili za publikowanie nagrań swoich okrętów w Berdiańsku. Z kwestią ujawniania materiałów wizualnych w Internecie wiąże się również sprawy ataków rakietowych na kijowską galerię Retroville i ośrodek szkoleniowy w Jaworowie. Pisząc w skrócie – wrzucając do sieci zdjęcia wykonane na linii frontu, można znakomicie ułatwić nieprzyjacielowi pracę. Wróg nie tylko podsłuchuje, ale i scrolluje.

Kto, co, kiedy i po co?

Patrząc na fotografie zamieszczane – mimo wszystko – w mediach społecznościowych, trzeba mieć na uwadze kilka kolejnych czynników wpływających na to, co widzimy w na naszych ekranach i monitorach.

Bardzo ładnie opisane zdjęcie Gruzinów walczących po stronie Ukrainy

Przede wszystkim instytucja czy osoba wrzucająca treści do sieci robi to zazwyczaj w celach propagandowych, stąd też w Internecie można zobaczyć relatywnie dużo fotografii sprzętu zdobytego przez daną stronę konfliktu, lecz stosunkowo mniej ujęć prezentujących własne oddziały, wyposażenie czy broń. Wyjątkiem są tu zdjęcia wykonane z potrzeby pokazywania własnej „cudowności”, np. wysokiej klasy ekwipunku.

Idąc dalej, w sieci zobaczymy więcej nagrań prezentujących udane akcje militarne (trafienie, zdobycie, zniszczenie) niż tych zakończonych mniejszą czy większą klapą. Przeglądając więc dostępne w sieci materiały wizualne, trzeba mieć na uwadze to, że zostały tam umieszczone nie jako obiektywne źródło dokumentujące pewne procesy czy zjawiska, lecz jako wirtualne samochwałki, stanowiące część wojny informacyjnej.

Zniszczona galeria w Kijowie i zdjęcie krążące wcześniej po sieci, które miało przyczynić się do przeprowadzenia ataku na ten obiekt.

W niektórych przypadkach fotografie zamieszczane jako ilustracja danego materiału dobierane są bardzo swobodnie, czasem wręcz bez żadnego związku nie tylko z opisywanym wydarzeniem, ale i konkretnym konfliktem jako takim. Swego rodzaju skrajnością było opublikowanie filmu mającego przedstawiać jedną z walk powietrznych „Ducha Kijowa”, będącego w rzeczywistości… przerobionym nagraniem z gry komputerowej. Warto więc zachowywać przy przeglądaniu Internetu dalece posuniętą czujność i ostrożność, tak by nie stać się nieświadomą ofiarą czyjegoś błędu, niewiedzy lub manipulacji.

Niezastąpiony OSINT

Obowiązkowym elementem każdej dyskusji związanej z fotografiami i nagraniami nie tylko z wojny rosyjsko-ukraińskiej, ale też innych współczesnych konfliktów zbrojnych, jest kwestia narodzin i rozwoju OSINT. Pod tym obco brzmiącym skrótem kryje się open-source intelligence, czyli tzw. biały wywiad w swej wirtualnej odsłonie. Do niedawna osoby czerpiące wiadomości z sieci były postrzegane jako ustępujące wiedzą i umiejętnościami zawodowym analitykom z renomowanych ośrodków akademickich, politologicznych i militarnych. Obecna wojna zmieniła jednak diametralnie sposób postrzegania tej gałęzi zbierania i analizowania wirtualnych danych.

Screen z 25 marca, obrazujący ruch samolotów transportowych w rejonie Rzeszowa, odgrywającego rolę głównego punktu przeładunkowego pomocy płynącej do Ukrainy. Takie dane są publicznie dostępne dla każdego

Już pierwszych kilka dni trwania konfliktu pokazało, że zespoły i profile OSINT-owe dalece przeganiają media (te tradycyjne i wirtualne) w gromadzeniu informacji, jak i w szybkości analizy prezentowanych danych. Niebawem okazało się, że poważne redakcje nie mają zasadniczo innego wyjścia jak tylko czerpać wiedzę właśnie z tych „amatorskich” portali. Co więcej, ludzie zajmujący się OSINT-em wykazali się o wiele większą elastycznością i efektywnością nie tylko w dziedzinie zbierania i opisywania danych, ale także ich interpretowania i wykorzystywania.

To z tych środowisk wyszły pierwsze analizy na temat stanu technicznego sprzętu armii rosyjskiej, ubóstwa jej wyposażenia czy też niedościgniona witryna zajmująca się zbieraniem potwierdzonych wizualnie strat poniesionych przez obydwie strony. Zdolności tych osób okazały się także nieocenione przy weryfikacji twierdzeń walczących stron dotyczących ich sukcesów czy porażek, jak również przy dokumentowaniu zbrodni wojennych popełnianych na terytorium Ukrainy.

Biorąc pod uwagę powyższe, łatwo stwierdzić, że jakakolwiek praca dotycząca (choćby po części) fotografii wykonanych podczas obecnego konfliktu musi opierać się w dużej mierze na wysiłku grup zajmujących się białym wywiadem w sieci. Wirtualny OSNIT stał się już stałym elementem budowania obrazu wojny, zarówno na poziomie amatorskim, jak i profesjonalnym.

Dwa wpisy ilustrujące działalność lotnictwa rozpoznawczego państw zachodnich, „podglądających” wydarzenia rozgrywające się na obszarze Białorusi i Ukrainy

Mając za sobą dosyć długie omówienie problematyki związanej z wykonywaniem i publikowaniem zdjęć podczas konfliktu zbrojnego, możemy przejść do kolejnego zagadnienia. Jak prezentuje się kwestia zachodnich dostaw w świetle materiałów udostępnianych w mediach społecznościowych?

Matka Boska Javelińska

Początki międzynarodowego wsparcia dla Ukrainy sięgają 2014 roku, kiedy to wojska rosyjskie zajęły Krym, jak również część dwóch wschodnich obwodów: ługańskiego i donieckiego. Trudno porównywać zakres udzielanej wówczas pomocy z obecnym, niemniej to właśnie wtedy ruszył proces zacieśniania więzi między Ukrainą a NATO.

Koniec najgorętszego okresu walk ukraińskich sił zbrojnych z „separatystami” nie oznaczał, na szczęście, zakończenia współpracy z zachodnimi partnerami Kijowa. Państwa NATO aktywnie wspierały transformację armii ukraińskiej poprzez szkolenia i dostawy coraz bardziej zaawansowanego uzbrojenia – choćby słynnych już wyrzutni przeciwpancernych Javelin (2018). To właśnie w tym okresie położono fundamenty pod dzisiejsze sukcesy Ukrainy w walce z rosyjską agresją.

Pamiątka po brytyjskich dostawach z 2015 roku

Przełom 2021 i 2022 roku oraz zwiększenie napięcia na linii Moskwa-Kijów przyczyniły się do zwiększenia dostaw, jak również poszerzenia bazy ofiarodawców. Rosyjskie uderzenie z 24 lutego wywołało błyskawiczną reakcję Zachodu, skutkującą m.in. skokowym wzrostem ilości i różnorodności wysyłanej broni i wyposażenia.

Pierwsze tygodnie walk przyniosły ze sobą (w kwestii pomocy zagranicznej) przede wszystkim wysyłkę broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej. Taki sprzęt znakomicie nadaje się do szybkiego przerzutu drogą powietrzną czy lądową (także przy wykorzystaniu pojazdów cywilnych), jak również do skrytego rozdysponowania pomiędzy walczące jednostki już na terytorium Ukrainy. Wkrótce do obrońców zaczęły docierać wyrzutnie z USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Hiszpanii, a nawet z tak nieprawdopodobnego źródła, jak Luksemburg.

Nagranie doskonale ilustrujące nasycenie ukraińskich jednostek piechoty bronią przeciwpancerną, niezbędne w starciu z przeciwnikiem dysponującym licznymi pojazdami opancerzonymi

Dysponując tak znaczną ilością nowoczesnej broni przeciwpancernej, ukraińscy żołnierze zdołali zatrzymać, a następnie zmusić do odwrotu (przynajmniej na północ od Kijowa) rosyjskie jednostki pancerne i zmechanizowane. Nie oznacza to jednak, że wojna została wygrana, a dalsze transporty można odwołać. Wprost przeciwnie.

7 kwietnia 2022 roku Jen Psaki, rzeczniczka Białego Domu, stwierdziła: „Na każdy rosyjski czołg obecny na terytorium Ukrainy USA zapewnią lub zapewniły dostawę 10 systemów przeciwpancernych. Doliczając do tego wkład ze strony sojuszników, osiągamy prawie dziewięćdziesiąt do jednego. To oznacza, że na jeden czołg, rosyjski czołg, przypada dziesięć systemów przeciwpancernych do jego zwalczania. Na każdy rosyjski pojazd opancerzony obecny na terytorium Ukrainy USA zapewnią około trzech systemów przeciwpancernych. Wliczając wkład sojuszniczy, proporcja wynosi około dwadzieścia pięć do jednego”. Szanując pracę pani Psaki, wypada jednak zauważyć, że chyba nie do końca orientowała się w poruszanym przez siebie zagadnieniu.

Dostawa broni przeciwpancernej z początku marca 2022

RPG-76 „Komar”

Zacznijmy od tego, że Ukraińcy nie odkładają tych wyrzutni do magazynów. Broń z zagranicznych dostaw trafia bardzo szybko na linię frontu, gdzie jest po prostu zużywana. Wspomniane „systemy” są w większości jednorazowe. Idąc dalej, czasem do zniszczenia jednego pojazdu trzeba kilku trafień, a między efektywnością NLAW-a i RPG-76 „Komar” istnieje spora różnica. A skoro już o celach mowa; Ukraińcy wykorzystują broń przeciwpancerną również do zwalczania jednostek pływających i latających. Doliczmy do tego nieuniknioną w warunkach frontowych utratę części broni na skutek działania wroga czy awarii sprzętu, a obraz prezentowany przez panią Psaki zaczyna prezentować się ciut inaczej, niż pani rzecznik by tego chciała.

Ujmując sprawę wprost – strumień broni z Zachodu nie może ustać ani na chwilę. W innym wypadku przyszłość Ukrainy i Europy może stać się o wiele mroczniejsza.

Nagranie doskonale ilustrujące konieczność wyposażania piechoty w liczne wyrzutnie przeciwpancerne. Ten czołg został zniszczony dopiero po czterech trafieniach

Wysyłka broni z Holandii, 27 luty 2022

Szczęśliwy użytkownik nowiutkiego szwedzkiego granatnika przeciwpancernego

Kwestia broni ciężkiej

Kwestia dostarczania broni lekkiej, wyposażenia i amunicji dla walczącej Ukrainy nie budzi już zasadniczo większych sporów czy kontrowersji. Inaczej jest – niestety – z ewentualnymi wysyłkami bardziej skomplikowanych systemów uzbrojenia, takich jak artyleria samobieżna, transportery opancerzone czy czołgi. Wbrew pozorom, nie chodzi tu wyłącznie o kwestie polityczne.

Dla łatwiejszego zrozumienia problemu wróćmy na chwilę do Javelinów. Do zrozumienia podstaw funkcjonowania tej wyrzutni wystarczy kilkuminutowy filmik zamieszczony w Internecie, a po kilkunastu minutach treningu „na sucho” można przygotować się do bojowego użycia tej broni. Podobne nagrania przygotowano zresztą dla kilku innych rodzajów broni przeciwpancernej wysyłanych do Ukrainy, dzięki czemu można wysyłać np. hiszpańskie granatniki przeciwpancerne do żołnierzy niemających wcześniej kontaktu z tego rodzaju bronią. Ot, wygooglają sobie instrukcję obsługi i tyle.

Gdyby ktoś zastanawiał się, jak obsługiwać Javelina. Pełna wersja nagrania znajduje się pod podanym linkiem prowadzącym na Facebooka

Kolejny film instruktażowy

Nauka prawidłowej obsługi i wykorzystania bojowego czołgu czy działa samobieżnego zaprojektowanego i wyprodukowanego za granicą w państwach starego NATO, nie jest już taka prosta. Problemem jest nie tylko język instrukcji, ale stopień złożoności konstrukcji i stosowanie rozwiązań technicznych nieznanych w dużej mierze ukraińskim żołnierzom i technikom. Co oczywiste, po odpowiednim szkoleniu daliby sobie radę z wykorzystaniem nawet najnowocześniejszego zachodniego sprzętu bojowego, niemniej wymaga to znacznej ilości najcenniejszego zasobu na wojnie – czasu. Armia ukraińska potrzebuje sprzętu, który może dostać i wykorzystać dziś, a nie jutro.

Zderzenie dwóch epok: karabiny maszynowe Maxim i wyrzutnie przeciwpancerne NLAW

Dostarczone przez USA wozy terenowe „Humvee” w walce

Biorąc powyższe pod uwagę, najbardziej praktyczną i najszybciej dostępną alternatywą jest wysyłanie postsowieckiego sprzętu wyprodukowanego jeszcze w czasach zimnej wojny lub też zakupionego w Rosji przed eskalacją konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Problem w tym, że takie podejście znacząco zawęża grono potencjalnych ofiarodawców, a sam zasób sprzętu nadającego się do pozyskania w ten sposób jest dosyć ograniczony. Co więcej, państwa dysponujące takimi możliwościami mogą zażądać w zamian zwiększonej ochrony NATO lub też dostaw czy sprzedaży preferencyjnej nowoczesnego sprzętu wojskowego mającego zastąpić ten wysyłany do Ukrainy.

Czy przekazywanie sprzętu w ten sposób jest możliwe? Tak, pokazała to choćby Słowacja, wysyłając na wschód własne zestawy przeciwlotnicze S-300. Czy jest to łatwe i proste, także z politycznego punktu widzenia? Nie, co mogliśmy zaobserwować na przykładzie zamieszania wokół kwestii przekazania Ukrainie polskich myśliwców MiG-29. Czy uda się wypracować odpowiednie rozwiązania pozwalające na regularniejsze wysyłanie partii broni ciężkiej dla Ukrainy? Czas pokaże.

Słowackie S-300 w drodze do Ukrainy

Podsumowanie

Mam świadomość, że pewne elementy tego tekstu mogą się zdezaktualizować jeszcze w czasie między jego powstaniem a publikacją. Cóż, jest to ryzyko podejmowane przez wielu zajmujących się sprawami bieżącymi. Mam jednak nadzieję, że w swej zasadniczej części materiał ten prawidłowo opisuje to, co mieliśmy okazję obserwować w kwestii dostaw z Zachodu widzianych przez pryzmat mediów społecznościowych.

Patrząc na obraz rysujący się na naszych oczach i szukając odpowiedzi na postawione uprzednio pytania, trzeba stwierdzić, że militarne wsparcie ze strony Zachodu nie ogranicza się wyłącznie do słownych deklaracji. Wprost przeciwnie. Ukraińskie jednostki wojskowe uzyskują olbrzymią, być może nawet decydującą, pomoc w dziedzinie broni przeciwpancernej, przeciwlotniczej, wyposażenia i amunicji. Nie wolno też zapominać o współpracy wywiadowczej, której opisanie musi poczekać – co zrozumiałe – na spokojniejsze, powojenne czasy. Jakiekolwiek twierdzenia o wystawieniu, porzuceniu czy zdradzie Ukrainy przez Zachód są, patrząc na publikowany materiał wizualny, całkowicie pozbawione podstaw.

Broń maszynowa przysłana z Włoch

Polski przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy „Piorun” na Ukrainie

Na wyposażenie ukraińskich sił zbrojnych trafia także wiele sprzętu pochodzącego z prywatnych zakupów lub ofiarodawców

Zestawy EDM4S-UA służące do zwalczania dronów

Załadunek australijskich Bushmasterów (kołowych transporterów piechoty typu MRAP)

Ukraińska „lista zakupów”

Nie wolno jednak spocząć na laurach. Ukraina cały czas potrzebuje broni i wyposażenia. Pozostaje mieć nadzieję, że strumień dostaw z Zachodu nie ustanie przynajmniej do ostatecznego sukcesu Ukrainy w walce z rosyjską agresją.

Jak nazywa się rosyjska brygada pancerna powracająca z Ukrainy? Pluton piechoty

Wyjątkowo piękny złom

Bibliografia

BRAK KOMENTARZY

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii! Cancel reply

Exit mobile version