Strona główna Recenzje Cegła obowiązkowa. „Rozkazy dowództwa Powstania Warszawskiego”

Cegła obowiązkowa. „Rozkazy dowództwa Powstania Warszawskiego” [recenzja]

Każdy historyk napotyka na swej drodze nieprzebrane pokłady publikacji. Niektóre książki nadają się wyłącznie do poziomowania stołu, inne wnoszą w nasze życie wiele dobra i wiedzy. Są też takie pozycje, które po prostu trzeba mieć.

Nikt nie lubi „cegieł” – grubych książek liczących sobie po kilkaset stron. Czasem jednak ta objętość ma swoje uzasadnienie, a wnętrze książki wypełnione jest wiedzą wprost niezbędną dla każdej osoby interesującej się choćby powierzchownie danym zagadnieniem. W moim odczuciu taką publikacją są „Rozkazy dowództwa Powstania Warszawskiego”, a raczej ich pierwsza część.

Tytuł: Rozkazy dowództw Powstania Warszawskiego, cz. 1, 10 czerwca – 2 września 1944 r.
Seria: Źródła polskie do Powstania Warszawskiego, t. 1
Redakcja: Grzegorz Jasiński, Katarzyna Utracka, Rafał Brodacki, Andrzej Chmielarz
Wydawnictwo: Muzeum Powstania Warszawskiego
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 511

Cegła numer jeden: „Kto wydał wyrok na miasto?”

Każdą opowieść wypada zacząć od początku. W tym przypadku oznacza to cofnięcie się do 2016 roku i wydania jednej z najważniejszych, jeśli nie najważniejszej, polskiej książki traktującej o Powstaniu Warszawskim.

Biorąc pod uwagę utrzymujące się zainteresowanie Polek i Polaków niektórymi tematami, ważne jest, by na rynku wydawniczym ukazywały się (i utrzymywały) pozycje napisane wystarczająco przystępnie dla historyka-amatora, nierezygnujące jednak z odpowiedniego poziomu merytorycznego. W odniesieniu do tematyki Powstania Warszawskiego taką publikacją jest „Kto wydał wyrok na miasto” Andrzeja Leona Sowy. Dlaczego jest ona tak istotna, i co ma wspólnego z „Rozkazami”?

Każdy, kto siedzi od kilku lat w polskim Internecie, wie, że są pewne tematy, o które historycy i entuzjaści będą się spierać już zawsze, co trafnie obrazuje grafika autorstwa Sigillum Authenticum. Niektóre tematy historyczne zawsze generują gorące spory: tak było, jest i będzie.

Przywołana praca to książka wagi ciężkiej, zarówno w przenośni, jak i dosłownie. 824 strony, drodzy Państwo. Jeśli taki tom spadłby Wam na stopę, pamiętalibyście o tym długo. Tak znaczna objętość jest jednak całkowicie uzasadniona, jako że „Kto wydał wyrok…” omawia zasadniczo każdy rozważany przez polskie podziemie wariant powstania. Dzięki temu czytelnik może bez problemu ocenić realność założeń AK, jak również wyrobić sobie opinię na temat sposobu, w jaki usiłowano je zrealizować.

Gdyby próbować wskazać na jedną rzecz, której brakowało we wspomnianej pracy, byłyby to dokumenty źródłowe. Narracja autora jest oczywiście ciekawa i wciągająca, niemniej zawsze może znaleźć się ktoś, kto zarzuci mu podążanie za z góry założoną tezą i wykrzywianie faktów. Rzecz jasna, absolutnie nie wysuwam takich zarzutów pod adresem profesora Sowy, chodzi tu jedynie o zilustrowanie pewnego problemu.

I tu właśnie wchodzą „Rozkazy”.

Rozkaz dot. utworzenia Wojskowej Służby Ochrony Powstania (Dokumenty Archiwum AK Rejonu „Zakręt” zachowane przez Stanisława oraz Adama Skowrona, CC BY-SA 3.0)

Cegła numer dwa: „Rozkazy…”

29 lipca 2021 roku Muzeum Powstania Warszawskiego opublikowało na swej stronie internetowej wiadomość o wydaniu tomu „Rozkazy dowództwa Powstania Warszawskiego” – pracy mającej stanowić początek kilku serii wydawnictw źródłowych zawierających dokumenty dotyczące powstania wytworzone przez wszystkie strony uczestniczące mniej lub bardziej bezpośrednio w związanych z nich wydarzeniach. Sama książka spotkała się z pozytywnym przyjęciem, jednak dosyć szybko – w moim odczuciu zbyt szybko – zrobiło się o niej cicho. Ot, potraktowano ją jako kolejną „cegłę” wyłącznie dla specjalistów, której docelowym miejscem są półki biblioteczne. Nic bardziej mylnego.

W wymiarze fizycznym omawiana praca liczy sobie 512 niezbyt grubych stron. Jej najistotniejszą częścią jest 128 rozkazów wspartych przez 9 aneksów, z których 7 to również materiały wytworzone przez AK. Daje nam to łącznie 135 archiwalnych dokumentów, z czego 60 z nich opublikowano po raz pierwszy. Całość obudowano przy tym bardzo dobrze dobranym aparatem naukowym, pozwalającym nawet kompletnemu laikowi na pełne zrozumienie treści dokumentów, ustalenie lokalizacji, nazwisk etc. To naprawdę bardzo solidny kawał historycznej i wydawniczej roboty.

Pierwszy ze wspomnianych rozkazów nosi datę 10 czerwca 1944 roku, ostatni z kolei wydano 2 września 1944 roku, co zresztą zaznaczono już na okładce książki. Twórcy serii zdecydowali się zredukować wykorzystywanie obrazu do niezbędnego minimum, zasadniczo ograniczając się do garści ilustracji pokazujących, w jak opłakanym stanie dotrwały wspomniane dokumenty do czasów współczesnych i jak wielkie trudności może przynieść ze sobą próba odczytania wypłowiałej karki pokrytej tekstem zapisanym ołówkiem, nieuchronnie rozmazanym z powodu tarcia kartek o siebie. O tym, jak źle mogą wyglądać dokumenty, wie każdy historyk przesiadujący w archiwach, lecz mało który entuzjasta czy też rozpalony internauta.

Przepustka wystawiona przez dowódcę batalionu „Iwo” Przepustka z powstania warszawskiego 24 sierpnia 1944 r. (il. ze zbiorów Bartosza Murawskiego, udostępniona na licencji CC BY-SA 3.0)

Co ciekawe i godne pochwały, w omawianym tomie bardzo stanowczo rozdzielono same dokumenty od narracji pochodzącej od zespołu redakcyjnego. W ten sposób czytelnik może się zapoznać niejako „sam na sam” z treścią rozkazów, które mogą przemówić dzięki temu z pełną mocą. A mają o czym opowiadać.

Rozkaz operacyjny cz. I

Chcąc przekonać Państwa do tejże publikacji, pozwolę sobie na wyrywkowe przytoczenie fragmentów kilku znajdujących się w niej rozkazów. Proszę nie traktować ich jako „spojlerów”, a jedynie niewielkie uchylenie rąbka tajemnicy.

Na stronie 78 książki znajdziemy „Rozkaz operacyjny cz. I”, określający najważniejsze cele Powstania. Jeden z jego zapisów dotyczy najbardziej chyba pomijanego aspektu tego – jakże tragicznego – zbrojnego wystąpienia Armii Krajowej. Cytując:

Po opanowaniu Warszawy pozostawić w niej niezbędną ilość sił do obrony i utrzymania porządku, pozostałymi siłami być gotowym do działania poza Warszawą.

Dyskutując o Powstaniu, najczęściej wysuwa się na pierwsze miejsce aspekt bohaterskiej obrony powstańczych pozycji przed nacierającymi Niemcami i ich jednostkami kolaboracyjnymi. Bez żadnego wytłumaczenia czy uzasadnienia pomija się prawdę, która powinna być oczywistością – to Armia Krajowa była stroną nacierającą w pierwszych dniach Powstania, i to jej dowództwo dało sygnał do walki w momencie uznanym za dający największe szanse powodzenia, zakładając nie tylko zdobycie miasta, ale też działania poza nim. Niestety, powstańcze natarcia zbyt często kończyły się kompletnym fiaskiem (jak choćby w wypadku Pragi czy tzw. domu Schichta), by całość operacji miała jakiekolwiek szanse powodzenia.

Przerzucając karty książki, na stronie 140 natrafimy na rozkaz z 2 sierpnia wydany o godzinie 13.00. Powstanie oficjalnie trwało od zaledwie 20 godzin, ale pułkownik Chruściel („Adam”, „Monter”), komendant warszawskiego okręgu AK, pisał już:

Mapa pokazująca najdalszy zasięg terenów opanowanych przez Powstańców – stan z 4 sierpnia 1944 r. (il. Halibutt, CC BY-SA 3.0)

nasze natarcie przeradza się z konieczności w obronę zaczepną […] Walka nie może słabnąć; są okazje do zdobycia broni i am[unicji], więc je wykorzystać. Posyłam resztki – na więcej nie liczyć – lecz zdobyć na nplu!

Treść rozkazu każe zadać przynajmniej kilka ważkich pytań związanych z przygotowaniem się Armii Krajowej do wybuchu powstania, mającego być przecież nie tylko walną bitwą o kontrolę nad dużym miastem, ale też politycznym manifestem przeciwko ZSRS.

Kolejny rozkaz, wydany 8 sierpnia, pokazuje, że pan pułkownik wcale nie przesadzał, pisząc kilka dni wcześniej o resztkach broni i amunicji. Na stronie 159 czytamy:

Żołnierze nieuzbrojeni – noszą butelki zapalające, granaty lub po prostu kamienie o kształcie i wadze granatów ręcznych. Rozbiją one twarz żołnierza niemieckiego lub obezwładnią jego ręce całkiem skutecznie na bliską odległość. A tej amunicji nam nie brakuje.

Szkoda, że nie zamieszczono pod spodem reakcji powstańców zaznajamiających się po tygodniu walki z rozkazem sugerującym im rzucanie kamieniami w przeciwnika dysponującego miażdżącą przewagą w każdej kategorii broni i wyposażenia.

Amicus Plato, sed magis amica veritas, czyli połączmy cegły

„Rozkazy dowództwa Powstania Warszawskiego” obfitują w dokumenty prowokujące do dyskusji na temat Armii Krajowej czy funkcjonowania państwa podziemnego jako takiego. Sprzyja temu całkiem słuszne i zasadne podejście wydawcy, zmierzającego do przekrojowego ukazania całości problematyki Powstania i prezentacji dokumentów tak, jak je zastano w archiwach, bez próby eksponowania tych bardziej pochlebnych dla AK i ukrywania reszty. Dzięki temu dano Czytelnikom i Czytelniczkom niesamowitą okazję do zapoznania się z obrazem Powstania wytworzonym przez samych powstańców, przekazanym nam bez żadnego retuszu. Warto przy tym pamiętać, że większość z owych dokumentów tworzono na potrzeby bieżące, nie z myślą o tym, co powiedzą o tej czy innej sprawie kolejne pokolenia.

Rozkaz Nr 21 komendy Okręgu Warszawskiego AK z 22 sierpnia 1944 r. (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. 412966 III)

Równie istotnym elementem publikacji są zawarte w niej aneksy, choćby te dotyczące czasu otrzymania rozkazu o wyznaczeniu godziny „W” na 1 sierpnia o 17.00, a wydanego 31 lipca o godzinie 19.00. Znacząca większość odbiorców dowiedziała się o nim dopiero rano w dniu wybuchu walk, co bardzo ograniczyło ilość czasu na koncentrację i wyposażenie oddziałów.

Omawiany zbiór dokumentów jest fascynującą i wciągającą lekturą sam w sobie, niemniej najlepszym – moim zdaniem – sposobem wykorzystania zawartych w nim informacji jest połączenie lektury „Rozkazów…” z książką prof. Sowy. W ten sposób łatwo połączyć to, co najlepsze z obydwu prac: wyjaśnienie całości sytuacji zawarte w „Kto wydał wyrok na miasto?” z suchymi dokumentami „Rozkazów…”, obrazującymi przebieg wydarzeń zarówno w okresie bezpośrednio poprzedzających wybuch walk, jak i pewien czas po nim. Można też trzymać się wątku „ceglanego” i rzec: jedna cegła to tylko cegła, dwie to już niewielki mur, gotowy do dalszej rozbudowy zarówno wszerz, jak i wzwyż. Mur wiedzy, o który powinny rozbijać się różne niezbyt merytoryczne wypowiedzi dotyczące przyczyn i przebiegu Powstania Warszawskiego.

Podsumowanie

Pierwsza część pierwszego tomu „Rozkazów dowództwa Powstania Warszawskiego” to bardzo ważna i wprost obowiązkowa publikacja, o której powinno wspominać się jak najczęściej. To praca, która powinna zmienić kształt polskich dyskusji o Powstaniu, choć czy tak rzeczywiście będzie, zależy od chęci rozmówców do poszerzania swego zasobu wiedzy, a z tym bywa różnie. Zostawiając jednak tę kwestię na boku, trzeba powiedzieć, że „Rozkazy…” to świetny przykład dobrze przygotowanej edycji źródeł, mogącej być wzorem dla innych tego typu wydawnictw. Pozostaje więc z niecierpliwością czekać na kolejne części i tomy.

BRAK KOMENTARZY

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii! Cancel reply

Exit mobile version