Internetowe czasopismo „The Public Domain Review” ma być niewielką przestrzenią ekspozycji wybranych artefaktów domeny publicznej, kierującą naszą uwagę na bogate zbiory bibliotek, muzeów i archiwów.

Twórczość o statusie domeny publicznej może być swobodnie kopiowana, upowszechniana i przetwarzana, także w celach komercyjnych. Obiekty tego typu stanowią istotną część zbiorów bibliotek, archiwów i muzeów. Instytucje te korzystają z braku ograniczeń prawnoautorskich, publikując wizerunki takich obiektów na swoich witrynach. Na początku każdego roku obchodzony jest Dzień Domeny Publicznej, podczas którego prezentuje się twórczość, która – zgodnie z przepisami prawa autorskiego – po 70 latach od śmierci twórcy staje się prawdziwie wolna. Przykładowo, w 2025 roku do domeny publicznej przeszła twórczość Zofii Nałkowskiej, a w 2026 roku już bez ograniczeń korzystać można z twórczości Tomasza Manna (pamiętajmy jednak, że prawa do tłumaczeń mogą wciąż jeszcze obowiązywać).

Wydaje mi się, że mamy dwa problemy z domeną publiczną. Pierwszy to niezrozumienie, na czym w ogóle ona polega, co oznacza jej status i jakie prawa nam daje. Prawo autorskie bywa często pomijane w codziennym korzystaniu z internetu, a edukacja szkolna czy akademicka korzysta z dodatkowych uprawnień, pozwalających używać nawet chronionej twórczości. Społecznie nie bardzo wiemy, czym jest domena publiczna i jakie ma dla nas znaczenie.

Drugim problemem jest jej… abstrakcyjność. Jeśli dyskusję o domenie publicznej ograniczymy tylko do wymiaru praw autorskich i słynnych dzieł (takich jak te Nałkowskiej czy Manna), trudno będzie ją promować. A przecież domena publiczna to również ogromne zdigitalizowane zasoby instytucji dziedzictwa, do których trafiają przede wszystkim badaczki i eksperci, osoby zainteresowane specyficznymi tematami i obiektami.

Strona główna „The Public Domain Review”

Próbą pokazania bogactwa i potencjału domeny publicznej jest powstałe w 2011 roku czasopismo internetowe „The Public Domain Review”. Wydawane jest przez brytyjską firmę działającą na rzecz dobra publicznego (Community Interest Company), przy finansowym wsparciu czytelników. Źródłem finansowania tego projektu jest też dostępny na stronie sklep internetowy, w którym kupić można reprodukcje obiektów z domeny publicznej, gadżety z ich wizerunkami czy zbiory esejów na ich temat.

Metoda działania Public Domain Review wobec zbiorów archiwów, muzeów i bibliotek zasługuje na uwagę. Po pierwsze, przy każdej okazji akcentuje się tam możliwości, jakie wynikają ze statusu prezentowanych zasobów – można je przeglądać także na stronach instytucji i pobierać na dysk. Po drugie, wybrane obiekty czy kolekcje są tam publikowane z odpowiednimi opisami, pozwalającymi poznać ich historię i znaczenie. Czasopismo zamieszcza też na swoich łamach eseje łączące wizerunki obiektów z domeny publicznej z wybranymi problemami z zakresu historii kultury, nauki czy historii społecznej.

Dziś zasoby domeny publicznej upowszechniane są głównie w mediach społecznościowych jako ciekawostki lub nawet zaskakujące czy niepokojące wizerunki (czy tak nie jest ze średniowiecznymi marginaliami?). Na TikToku czy na Instagramie nie ma miejsca na opis, link do źródła wizerunku, pokazanie obiektu w jakimś historycznym kontekście. Zbiory muzeów, bibliotek i archiwów funkcjonują tam jak każde inne treści i służą głównie przyciągnięciu uwagi lub wywołaniu określonego wrażenia. Nie mam nic przeciwko takiej działalności, ale warto pamiętać, że może to odrywać te obiekty od oryginalnego znaczenia. Dziś, kiedy coraz trudniej zrozumieć odbiorcom klasyczne tropy kulturowe (np. rozpoznać motywy mitologiczne lub historie biblijne), kontekstualizacja jest kluczowym zadaniem dla instytucji upowszechniającej swoje zbiory.

Być może wszystko to brzmi bardzo poważnie i niepokojąco, ale upowszechnianie zbiorów domeny publicznej nie musi przybierać formy nudnego wykładu. Czasem chodzi o pokazanie podstawowego kontekstu, tak jak w przypadku tego XV-wiecznego zielnika, powielającego średniowieczne konwencje w przedstawianiu roślin, czy alegorycznych przedstawień z księgi autorstwa Wilhelma Dilicha upamiętniającej chrzest Elżbiety Heskiej z końca XVI wieku.

Ilustracja z dzieła Wilhelma Dilicha Historische Beschreibung der Kindtauf des Fräuleins Elisabeth zu Hessen, przedstawiająca rycerzy w strojach paradnych przedstawiających alegorie Słońca i Księżyca

Dla czytelników bardziej zainteresowanych eksploracją tropów, gatunków i sposobów myślenia, które ujawniają się w dziełach z domeny publicznej, „Public Domain Review” udostępnia eseje oraz cykl „Przypuszczenia”, który stanowi „przestrzeń dla eksperymentów z historyczną formą i metodą – od biblioteki zniszczonych okładek książek po głos odległego potomka Roombas. Czytelnik proszony jest o uważne śledzenie tych tekstów, które splatają przeszłość z teraźniejszością, wyobraźnię z archiwum, marzenia z danymi”.

„Public Domain Review” pokazuje dostępność i bogactwo zbiorów bibliotek, muzeów i archiwów oraz podkreśla ich aktualność, starając się przy tym wychodzić poza kulturę Zachodu.

W polskiej Federacji Bibliotek Cyfrowych indeksowanych jest ponad siedem milionów obiektów, w tym wiele z domeny publicznej. Niestety, mimo wielkiego wysiłku polskich instytucji, widoczność medialna domeny publicznej jest w Polsce słaba, a samo pojęcie raczej specjalistyczne i nieco abstrakcyjne. Być może powołanie portalu podobnego do „Public Domain Review”, koncentrującego się na polskich artefaktach i polskim kontekście historycznym, pozwoliłoby zwiększyć widoczność zbiorów udostępnianych przez nasze instytucje, pokazać, jak ważną rolę społeczną pełnią i zachęcać skutecznie do ponownego wykorzystania zdigitalizowanych obiektów w pracy artystycznej, edukacji czy nawet projektowaniu gier.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

siedemnaście − dziewięć =