Ponieważ w większości nauczeni jesteśmy szanować wagę ludzkiego życia, walka o jego zachowanie działa na naszą wyobraźnię. Nie dziwi więc zarówno popularność dramatu medycznego w popkulturze, jak i obfitość różnego rodzaju literatury z historii medycyny – zarówno syntez czy monografii, jak i literatury pamiętnikarskiej. „Chirurg na wojnie” Hansa Killiana należy do tego drugiego rodzaju.
Podtytuł pozycji brzmi „Zapiski z piekła frontu wschodniego” i jest on szalenie precyzyjny. Zaczynając od struktury, jest to faktycznie zbiór notatek, nierzadko liczących raptem dwie strony, pozbawionych dat czy jakiegokolwiek powiązania ze sobą. Uszeregowano je chronologicznie, jednak wynika to bardziej z okoliczności powstawania całości niż próby uporządkowania swoich przeżyć przez autora. Możemy sobie łatwo wyobrazić, jak Killian poświęca cudem wyszarpane dziesięć minut wolnego czasu na szybkie spisanie w brulionie kilku myśli lub doświadczeń, nim zmęczenie weźmie górę nad kronikarskim obowiązkiem.
Surowość tych fragmentów dodaje poczucia autentyczności. Oznacza to jednak również, że sięgając po lekturę, musimy być gotowi raczej na zbiór impresji autora niż jednolitą narrację. Czy to źle, czy to dobrze, pozostawiam do indywidualnej oceny, osobiście styl ten do mnie przemawiał i czytałem tak powstałą książkę z przyjemnością.
Język wspomnień jest zasługą tłumacza, Władysława Jeżewskiego, wydaje mi się jednak, że dobrze oddał on styl pisarski zmęczonego lekarza. Jest to, oczywiście, tylko moje wrażenie – nie czytałem oryginału. Widać jednak suchość pewnych opisów, brak ozdobników, mechaniczne zapiski człowieka, który nie tworzy literatury pięknej, lecz stara się utrwalić swoje doświadczenie. Gdyby tłumacz silił się na wyszukaną stylistykę czy kwiecistość opisów, brzmiałoby to fałszywie, tymczasem efekt jest naturalny i dobrze wpływa na odbiór całości.
Zapiski obejmują okres od czerwca 1941 roku do maja 1943 roku. W tym czasie Killian był chirurgiem konsultantem w dowodzonej przez generała Buscha 16 Armii, walczącej w ramach Grupy Armii „Północ”. Jego rolą było podróżowanie od szpitala do szpitala i doradztwo w odniesieniu do wyjątkowo trudnych przypadków, a ponadto zbieranie informacji na temat problemów medycznych, z którymi borykano się najczęściej, i opracowywanie procedur i wskazówek mających pomóc innym lekarzom. Dawało mu to unikalny wgląd w dwa światy: suchy, wygodny świat sztabów i tyłowych instytutów, gdzie szykowano plany, oraz świat frontu, gdzie owe plany rozbijały się o twardy mur rzeczywistości.
Lista wrogów Killiana jest bardzo długa. Oczywiście, Armia Czerwona zajmuje wśród nich prominentną pozycję, jednak podczas lektury schodzi ona na plan dalszy i można odnieść wrażenie, że autor walczył głównie z absurdami biurokracji, brakiem doświadczenia lekarzy frontowych, arogancją lekarzy tyłowych, niedoborami zaopatrzenia, chronicznym brakiem szacunku Wehrmachtu wobec własnych żołnierzy oraz nieubłaganym mrozem. Owszem, jego pacjenci to ranni żołnierze, rany zaś nie pojawiają się w sposób spontaniczny, doskonale wiemy, że są efektem walk z Sowietami. Killian jednak, a my za nim, przyjmuje to jako stan naturalny: jest wojna, atakujemy Sowietów, ci się bronią, więc żołnierze giną. W kilku miejscach autor daje upust emocjom i pisze, co osobiście sądzi o tej wojnie, lub ironizuje, nazywając Hitlera „największym wodzem wszech czasów”. Jednak walka jest traktowana bardziej jako tragiczna konieczność.
To, co naprawdę oburza chirurga, to właśnie pozostali wymienieni przeze mnie wrogowie. Bardzo symptomatyczny jest fragment spisany, gdy autor odkrył, że cała rzesza rannych opuszczająca szpitale polowe ma źle złożone złamania rąk. Cały ten passus dotyczy wściekłości Killiana na to, że potężna niemiecka armia nie zaopatrzyła swoich szpitali w drut Kirschnera, skazując setki i tysiące swoich rannych na kalectwo. Gdy lekarz wraz ze swoim kierowcą buszuje po zdobycznych sowieckich magazynach wojskowych, usiłując znaleźć sprzęt potrzebny do ratowania rąk niemieckich żołnierzy, frustracja autora udziela nam się błyskawicznie.
Nawiasem mówiąc, ironia Killiana trochę straciła swe ostrze w tłumaczeniu. Otóż „największym wodzem wszech czasów” często nazywano Hitlera wśród co bardziej sceptycznie nastawionych żołnierzy. Z zasady używano wtedy, by podkreślić sarkazm, akronimu „Gröfaz” od „Größter Feldherr aller Zeiten”, czyli właśnie „największy wódz/dowódca wszech czasów”. Jako pierwszy użył tego terminu feldmarszałek Wilhelm Keitel, zupełnie nieironicznie pisząc do Hitlera list pełen zachwytów nad jego rolą w błyskawicznej kampanii francuskiej. Nie bez powodu nazywano go za jego plecami „Lakeitel” (niem. der Lakai – lokaj).
„Barbarzyństwo frontu wschodniego”, o którym czytamy na okładce książki, to właśnie ten brak szacunku dla życia własnych żołnierzy i arogancja dowództwa. O barbarzyństwie sowieckim nie ma tu prawie nic, a nieliczne wzmianki na ten temat dotyczą tego, jak druga strona traktuje z kolei swoich ludzi. Przejmujący jest zwłaszcza opis sytuacji, zgodnie z moją wiedzą bardzo prawdopodobnej, gdy wycofujący się z pewnej wsi niemiecki oddział musiał także ewakuować mieszkańców, ci bowiem bali się, że wkraczające oddziały NKWD dokonają masakry. Znowu więc w zapiskach autora pojawia się kwestia braku szacunku do życia własnych ludzi, który Kilian uznaje za niemożliwy do przyjęcia.
Wspomnienia czyta się znakomicie, osobiście wręcz je połknąłem w czasie paru godzin spędzonych w pociągu. Sama waga opisywanych wydarzeń z naddatkiem wystarczy, by przykuć uwagę. Zaznaczyć jednak trzeba, że potrzebna jest pewna ostrożność. „Chirurg na wojnie” wydany został bowiem bez żadnego komentarza i w związku z tym czytelnikowi może brakować pewnego kontekstu. Chociażby przewijająca się często kwestia kotła demiańskiego, którego odbicie jest przedstawione jako zwycięstwo, gdy w rzeczywistości było ono w najlepszym wypadku zwycięstwem pyrrusowym. Generał Ernst Busch, którym zachwyca się Killian, był w istocie oficerem raczej bez wyobraźni i cierpiącym na kliniczną wręcz lojalność wobec decyzji i rozkazów Hitlera. No i wreszcie pozostaje kwestia samego autora…
Hans Killian w swoich wspomnieniach kreuje się na przeciwnika nazizmu i człowieka, którego naczelnym celem było zadbanie o dobro niemieckiego żołnierza. O ile to drugie nie ulega wątpliwości, o tyle to pierwsze jest już mocno wątpliwe. Równie mocno, co metody osiągania drugiego celu.
Warto mieć w pamięci, że Killian był członkiem Stahlhelmu a później SA, w 1933 roku zaś dołączył do NSDAP. Był też członkiem NSDBB, Nationalsozialistischer Deutscher Dozentenbund, Narodowosocjalistycznego Niemieckiego Związku Docentów, którego celem było utrwalanie doktryny nazistowskiej na uczelniach. Można by nawet założyć, że były to błędy młodości i że potem przyszło opamiętanie, jednak z braku biografii Kiliana nie sposób tego potwierdzić. Nie można też mieć pewności, czy krytyczne uwagi wobec nazizmu, włącznie z opisanym przez autora sporem ideologicznym z pewnym kapitanem Waffen SS, były faktycznie wygłaszane już w czasie wojny, czy dopisane później.
Prawdziwie niepokojące jest jednak co innego. Otóż sporo miejsca poświęca Killian swojej walce ze zgorzelą gazową i nieskutecznością surowicy, jaką armia niemiecka miała na wyposażeniu. Dyskretnie pomija jednak kulisy tej walki. Wiadomo, że badał skuteczność surowicy na więźniach obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, współpracując w tym celu z koncernem chemicznym IG Farben. Podczas lektury dowiadujemy się, że jednym z powodów nieskuteczności surowicy było użycie w jej produkcji fenolu i że Killian protestował przeciwko zastosowaniu tego środka, argumentując, że przy przetaczaniu większych dawek dochodzi do niebezpiecznego wzrostu stężenia fenolu w organizmie.
Brak dat we wspomnieniach chirurga powoduje, że nie wiemy, czy do tego wniosku doszedł jeszcze przed naradą, na której Erwin Ding-Schuller (lekarz obozowy w Buchenwaldzie) otrzymał polecenie badania działania śmiercionośności fenolu na więźniach, czy też działał już na skutek raportu z eksperymentów. Wiadomo jednak, że Killian był na tej naradzie obecny.
Podczas tzw. „procesu lekarzy” przed trybunałem norymberskim, kiedy badano eksperymenty medyczne i pseudomedyczne na więźniach, Killian został powołany na świadka w dwóch sprawach. W jednej bronił zasadności własnych eksperymentów nad zgorzelą gazową, w drugiej zaś bronił SS-Oberführera Joachima Mrugowsky’ego, odpowiedzialnego za większość eksperymentów medycznych przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych – zarówno dotyczących badań nad lekami i procedurami medycznymi, jak i bronią medyczną. Za popełnione zbrodnie został skazany na śmierć i powieszony, do winy nigdy się nie przyznał.
Killian znany jest bardziej jako „nestor niemieckiej anestezjologii” i w Internecie łatwiej jest znaleźć artykuły pochwalne na jego temat niż te wyjaśniające jego działania podczas wojny. Brak porządnej biografii lekarza powoduje, że trudno odpowiedzieć na pytania o faktyczny zakres jego odpowiedzialności za wojenne zbrodnie. Przykładowo to, że był obecny na naradzie w sprawie badania fenolu na więźniach, nie oznacza jeszcze, że podjął w tej materii jakąkolwiek decyzję. Ba, mógł być przeciwny. Niemniej pominięcie tych mrocznych wydarzeń w jego książce kładzie się cieniem na jego uczciwości i deklarowanym antynazizmie.
Czy jednak przekreśla to wagę „Chirurga na wojnie”? W mojej opinii nie. To dalej znakomita lektura, która potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Opisywane w niej barbarzyństwo nie przestaje być koszmarem tylko przez to, kto je opisuje. Do tego podkreślam, że wobec szczupłości wiedzy o samym Killianie, wysuwanie zbyt ciężkich oskarżeń byłoby nieuczciwością. Równie nieuczciwe byłoby jednak pominięcie wspomnianych niejasności i warto jest mieć je z tyłu głowy, gdy będziemy czytać o jego walce o życie i zdrowie ludzi będących pod jego opieką.
| Tytuł: Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego
Autor: Hans Killian Wydawnictwo: Znak Horyzont Rok wydania: 2026 Liczba stron: 432 |
![Lekarz w piekle. Hans Killian, „Chirurg na wojnie” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2026/03/chirurg-na-wojnie-mini-218x150.jpg)









![Symbolika roślinna w kulturze ludowej. Sara Orzechowska, „Kobiety i rośliny w folklorze polskim” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/12/kobiety-i-rosliny-w-folklorze-polskim-mini-218x150.jpg)
![Historia Azteków przez nich samych napisana. Camilla Townsend, „Piąte Słońce. Nowa historia Azteków” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/11/piate-slonce-mini-218x150.jpg)
![„1864” – wiek XIX w ogniu, krwi, śniegu i blasku słońca. Serial o wojnie, która na zawsze zmieniła Danię [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/07/1864-plakat-mini-218x150.png)
![Przepraszam, którędy na plażę? Anna Dobrowolska, „Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/06/nie-tylko-chalupy-okladka-mini-218x150.jpg)




