Kiedy w Polsce dogasało powstanie styczniowe, w Danii zaczynała się wojna, która stała się punktem zwrotnym historii kraju. Wojna niemiecko-duńska o Szlezwik trwała od lutego do grudnia 1864, a jej decydującym momentem była bitwa pod Dybbøl 18 kwietnia 1864 roku. Historia Danii dzieli się na okres do Dybbøl i okres po Dybbøl. Z przegranej wyłoniła się Dania, którą znamy dziś: kraj hygge, rowerów i klocków Lego. Straciwszy status mocarstwa regionalnego, kraj ten postanowił zbudować szczęście i dobrobyt, bazując na tym, co wewnątrz.
W 2014 roku, na 150. rocznicę wojny, w Danii zrealizowano ośmioodcinkowy serial „1864”, najdroższą produkcję w dziejach duńskiej kinematografii. Budżet jest tu jednak jedyną hollywoodzką analogią. W 2010 roku parlament Danii zdecydował o przyznaniu 100 milionów koron publicznej telewizji na serial, który pokaże, jak uformowała się współczesna tożsamość zbiorowa Duńczyków. Pojawiło się kilka propozycji tematycznych, ale idea, że ma to być serial o roku 1864, była w zasadzie nie do odparcia. Wybrano ofertę wytwórni Miso Film i Ole Bornedala jako reżysera i autora scenariusza. Bornedal z kolei inspirował się bestsellerowymi książkami historycznymi Toma Buka-Swienty’ego, „Slagtebænk Dybbøl” („Rzeźnia Dybbøl”, 2008) i „Dommedag Als” („Sądny dzień pod Als”, 2010).
Warunkiem postawionym przez parlament był czytelny dla widza związek historii ze współczesnością. I rzeczywiście, akcja filmu zaczyna się współcześnie. Grupa zblazowanych licealistów zwiedza pod kierunkiem nauczyciela historyczne pole bitwy. Claudia, nastolatka z problemami, jest zainteresowana głównie popalaniem marihuany. Urząd pracy kieruje ją do opieki nad zniedołężniałym starcem, baronem dożywającym ostatnich dni w opustoszałym pałacu, kiedyś siedzibie znanego rodu i bogatego majątku. Myszkując u niego z myślą o kradzieży, Claudia znajduje stary pamiętnik. Baron prosi Claudię o czytanie na głos – w ten sposób otwiera się przejmująca historia.
W pierwszej połowie XIX wieku król Danii pełnił jednocześnie funkcję księcia Szlezwiku i Holsztynu, od średniowiecza związanych z koroną duńską. Holsztyn był etnicznie niemiecki, Szlezwik był zaś mieszany – na południu mieszkali Niemcy, na północy Duńczycy. Holsztyn stanowił część Związku Niemieckiego, ale Szlezwik nie. W 1849 roku w Danii wprowadzono nowoczesną konstytucję, która znosiła przywileje szlacheckie, wprowadzała powszechną edukację i rządy parlamentu. Nie objęła ona jednak Szlezwiku i Holsztynu, gdzie nadal panował absolutyzm i system stanowy. Dynastia Oldenburgów panująca w Danii, Szlezwiku i Holsztynie była niemieckiego pochodzenia i była rozdarta między chęcią zachowania swych praw dynastycznych do księstw a lojalnością wobec tworzącego się państwa narodowego i demokratycznego.
W dobie romantycznego nacjonalizmu tworzyło to ładunek wybuchowy. Z jednej strony Duńczycy pragnęli zjednoczyć wszystkich rodaków w jednym organizmie państwowym z jedną konstytucją. Etnicznie duńską część Szlezwiku zaczęto coraz częściej nazywać starym terminem Południowa Jutlandia – Sønderjylland. Z drugiej strony w siłę rósł nacjonalizm niemiecki, Niemcy miały być „Über alles… von der Maas bis an die Memel, von der Etsch bis an den Belt” – od Mozy po Niemen, od Adygi po cieśniny duńskie. Za tymi słowami skrywała się potęga armii pruskiej oraz cynizm i sprawczość dyplomacji Bismarcka. W latach 1848–1851 armia duńska zdołała stłumić niemiecką rebelię w Szlezwiku i Holsztynie. Serial zaczyna się w momencie, gdy zwycięska armia duńska wraca z tej wojny.
Oś warstwy fabularnej tworzy historia dwóch braci: Petera i Lausta Jensenów, którzy dorastają w ubogiej, ale szczęśliwiej rodzinie. Mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie majątku ziemskiego, gdzie pracują ich rodzice. Od dzieciństwa rozwija się ich przyjaźń z córką zarządcy majątku – błyskotliwą i nieszablonową Inge. Ojciec chłopców po powrocie z pierwszej wojny o Szlezwik nigdy nie odzyskuje pełnej sprawności fizycznej i wkrótce potem umiera. Niewątpliwie jest to najtrudniejszy moment relatywnie beztroskiego dzieciństwa Petera i Lausta, jednak otoczeni miłością matki płynnie przechodzą w wiek nastoletni. Ich młodzieńczej energii i życiowego optymizmu nie zaburza nawet powołanie do wojska. Więcej, jest ono nawet szansą na zaspokojenie ciekawości świata, który rozciąga się poza granicami majątku u wybrzeża Morza Bałtyckiego. W tym czasie zaczyna też rozwijać się głęboka i nietuzinkowa relacja obu braci z Inge: coś w rodzaju niezdefiniowanego, platonicznego trójkąta miłosnego.

Drugi wątek rozgrywa się w Kopenhadze – w teatrze politycznym i prawdziwym teatrze szekspirowskim. Rządzący narodowi liberałowie chcą za wszelką cenę połączyć Szlezwik w jednym organizmie państwowym z Danią. Znakomity mówca, ewangelicki duchowny Ditlev Gotthard Monrad zostaje premierem. Jego mentorką staje się wielka aktorka teatralna Johanne Heiberg, która najlepiej spełnia się w roli lady Makbet. Rozciągnięcie konstytucji na Szlezwik jednak jest tym, na co Bismarck czekał – pruska machina wojenna rusza, by zmiażdżyć Danię. Duńczycy święcie wierzą, że ich armia jest niezwyciężona, a ponadto chroni ich boska opieka, przychylność wielkich mocarstw oraz niepokonane fortyfikacje Dannevirke – średniowieczne jeszcze wały, oddzielające przez tysiąc lat Danów od Teutonów.
Początkowo wojna jawi się jako wyzwanie, a nawet romantyczna przygoda, dla braci Jensenów być może nawet okazja do zemsty za przedwczesną śmierć ojca. Jednak im bliżej punktu kulminacyjnego, którym jest bitwa pod Dybbøl, tym bardziej rozwiewa się triumfalistyczna wizja szybkiego powrotu do domów. W kolejnych odcinkach widz znajdzie cały przekrój postaw, jakie przyjmują ludzie wobec wojny: odwagę i tchórzostwo, męstwo i kunktatorstwo, strach i brawurę, upór i zwątpienie. Znajdzie też różne oblicza tęsknoty, rozczarowania i bólu, szczególnie wtedy, kiedy okaże się – co niespecjalnie nas zaskoczy – że wielką miłość trudno utrzymać w ramie słów. Zakończenie jest dalekie od happy endu, żadna z postaci nie doświadcza też spektakularnej przemiany z czarnego charakteru w bohatera. W warstwie fabularnej „1864” jest uniwersalną, niezależną od kontekstu historycznego opowieścią o człowieku i tworzonych przez niego relacjach, o wojnie, miłości, stracie i o tym, co czasem udaje się odzyskać.
Z postaci pierwszoplanowych na uwagę widza zasługuje córka zarządcy majątku – Inge. W zamyśle reżyserskim zdaje się ona ucieleśnieniem XIX-wiecznych kobiecych tendencji emancypacyjnych. To trochę taka wygadana chłopczyca, która przełamuje zarówno klasowe, jak i genderowe porządki społeczne i nie waha się interweniować w obronie słabszych. W kryzysowych momentach życia wykazuje godną podziwu dzielność. Ostatecznie jednak, przeorana trudem doświadczeń, ulega presji otoczenia i wchodzi w rolę, w której odtwarzają się schematy patriarchalnych i majątkowych zależności. To właśnie na Inge nakłada reżyser ciężar zawodu, z jakim widz kończy oglądać serial. Piękna, wrażliwa i odważna kobieta nie pozostanie bez skazy, choć tak trudno się z tym pogodzić.
Siłą serialu jest też aktorstwo. Występują w nim wielkie nazwiska duńskiej sceny filmowej i teatralnej: Bent Mejding, Lars Mikkelsen, Søren Malling, Pilou Asbæk, Nicolas Bro. Główną rolę kobiecą zagrała Marie Tourell Søderberg, aktorka i pasjonatka hygge, autorka poradnika lifestylowego „Hygge – duńska sztuka szczęścia” (wyd. polskie 2016, tłum. Olga Siara). Porywająca jest kreacja Lausta Jensena w wykonaniu Jakoba Oftebro. Oftebro w momencie kręcenia serialu miał już na swoim koncie udział w nominowanym do Oscara filmie „Kon-Tiki” (reż. Joachim Rønning, Espen Sandberg), a także główną rolę męską w adaptacji powieści Knuta Hamsuna „Victoria” w reżyserii Torun Lian. Z późniejszego bogatego dorobku Oftebro na pewno warto wymienić „Zbrodnię ostateczną” z 2020 roku w reżyserii Eirika Svenssona – ważne rozliczeniowe dzieło o Zagładzie norweskich Żydów.
Fenomenalne są też postacie drugoplanowe. Jest ich wiele, ale najbardziej poruszają dwie, które – mimo że pojawiają się tylko epizodycznie i nie we wszystkich odcinkach – odgrywają ogromną rolę. Johann Larsen – stary żołnierz o zdolnościach paranormalnych – epatuje niesamowitością, ale jest przepełniony ogromnym człowieczeństwem. Wprowadzenie wątków ponadnaturalnych wywołało spore kontrowersje – część krytyków zarzucała, że to postać rodem z „Archiwum X” lub z „Gwiezdnych wojen”. W istocie postać Larsena bardzo wpisuje się w historię ludową i perspektywę długiego trwania. To on zbiera z pobojowiska listy poległych żołnierzy i roznosi je rodzinom – epizod ten uwidacznia rolę oddolnej pamięci o wojnie, której wielką wagę podkreśla Buk-Swienty. Ponadto Larsen zdaje się uosabiać coś starszego i głębszego niż XIX-wieczne państwo z parlamentem, konstytucją, mundurami i teatrem.
Druga poruszająca postać to młody porucznik nazywany „bestią” i „nieśmiertelnym”. Na YouTube własnym życiem żyje kilkuminutowa sekwencja pochodząca z filmu: pruscy huzarzy doganiają w lesie kilku duńskich piechurów, ci ostatni unoszą ręce do góry. Huzarzy jednak, zamiast wziąć ich do niewoli, zaczynają z zimną krwią rozstrzeliwać jeńców. Jeden z Prusaków odciąga kurek rewolweru, kiedy nagle jego ręka pada odcięta na ziemię. Za plecami żołnierzy pojawia się młody mężczyzna walczący dwoma szablami naraz, którymi rozsiekuje Niemców. Przywodzi to na myśl sceny z ekranizacji powieści Tolkiena: Aragorn ratujący hobbitów przed Nazgulami lub orkami (kapitan huzarów był nawet porównywany do „Białego Orka” Azoga z „Hobbita”).
W komentarzach pisanych przez międzynarodową publikę na YouTube pojawiają się frazy: „To niemożliwe, jeden Duńczyk nie mógł pokonać kilku Huzarów Śmierci” czy ironiczne „Nie wiedziałem, że Duńczycy mieli samurajów”. Duńczycy odpowiadają: to postać autentyczna – Wilhelm Dinesen. Walczył z szaleńczą odwagą w trzech wojnach i nigdy nie drasnęła go kula. Był ojcem Karen Blixen – autorki „Pożegnania z Afryką”. Notabene, epizod z huzarami zawiera pewne faktograficzne nieścisłości. W istocie po ewakuacji Dannevirke cofających się duńskich żołnierzy ścigali huzarzy austriaccy, nie zaś pruscy Totenkopfhusaren w czarnych mundurach z trupimi główkami na czapkach. Wprowadzenie tych ostatnich do scenariusza to prawdopodobnie aluzja do nazistowskiej SS i niemieckiej okupacji Danii w latach 1940–1945, niewątpliwie wzmacniająca dramatyzm sceny.
W wyjaśnianiu źródeł wojny 1864 roku, przede wszystkim w rozkładaniu na czynniki pierwsze prowadzącego do niej mechanizmu politycznego, serial jest dość jednostronny i wzbudził w Danii ogromne kontrowersje, także wśród historyków akademickich. Tradycyjnie istniały dwie szkoły interpretacji – jedna widziała w Danii tylko mały kraj zaatakowany przez potężniejszego, agresywnego sąsiada. Druga przypisywała odpowiedzialność za wojnę i klęskę przynajmniej częściowo duńskim elitom politycznym. Bornedal zajął to drugie stanowisko, podążając za interpretacjami Buka-Swienty’ego, a nawet je wyjaskrawiając. W serialu dużą częścią winy za wojnę obarczono duński nacjonalizm, a właściwie jego bliżej nieokreślone abstrakcyjne idee i ogólnego ducha. Nie zostaje poruszona kwestia tego, że w Szlezwiku mieszkali także Duńczycy, pod władzą tego samego władcy, ale nie mogący korzystać z praw nowoczesnej konstytucji, poddawani germanizacji i opresji. Wybrzmiewa tylko niechętny pomruk żołnierzy, że „chodziło o Szlezwik”. Nie ma też odniesienia do ówczesnego lęku Duńczyków przed zniknięciem ich państwa z mapy. W 1658 roku Dania straciła Skanię, a w 1814 – Norwegię. Utrata Szlezwiku i Holsztynu oznaczała definitywny spadek do rangi małego państwa, a wydawało się wówczas, że dla małych państw nie ma miejsca w Europie. Skądinąd, polskiemu odbiorcy teza, że to Dania wywołała wojnę z Prusami (mniejszy kraj nieroztropnie sprowokował większy), może niepokojąco kojarzyć się z twierdzeniami typu „Józef Beck wywołał wojnę z Trzecią Rzeszą” albo „to Gruzja sprowokowała Rosję w 2008 roku”, w końcu zaś: „Ukraina ponosi co najmniej częściową winę za obecną wojnę z Rosją”.
Sceny batalistyczne w serialu są spektakularne, przejmujące i wierne historii, choć specjaliści od wojskowości wytykali, że prawdziwie realistyczne byłyby, gdyby wszystko zasnuwał dym. Gdyby to jednak zastosowano, widz nie otrzymałby panoramicznego obrazu. Filmowy obraz wojny jest bardzo daleki od kiczu „męstwa dwóch stron” czy afirmacji mistrzostwa sztuki wojennej. Mimo zniuansowanego przedstawienia strony duńskiej zdecydowanie to ona wzbudza sympatię u widza. Generałowie pruscy są zimnymi demiurgami wojny, skutecznymi i eleganckimi. Pewne współczucie można odczuwać ewentualnie wobec szeregowych żołnierzy pruskich, ale nikogo powyżej stopnia szeregowca. Skądinąd wśród szturmujących Dybbøl było sporo Polaków z Poznańskiego. Polskiemu widzowi serial przypomni też, że nie my jedni byliśmy ofiarami pruskiego militaryzmu.
Monrad ukazany został jako uosobienie zbiorowego szaleństwa elit. Jest mieszaniną obłąkanego manipulatora i dziecka, dającego się manipulować szekspirowskiej bogini teatralnej. W istocie na czyny i słowa serialowego premiera składa się kilku polityków. Sam Monrad chciał uniknąć wojny, w trakcie kampanii był znacznie rozsądniejszy niż jego filmowa karykatura, a winę za ostateczną katastrofę w negocjacjach pokojowych ponosił w decydującym stopniu król. Johanne Heiberg była rzeczywiście znajomą kilku polityków narodowo-liberalnych, ale nie samego Monrada, z którym nawet nigdy się nie zetknęła. Monrad był jednym z współtwórców nowoczesnej demokratycznej Danii. Pojawia się tu pytanie, do jakiego stopnia w dziele kultury można aż tak jednostronnie ukazać postać polityka mimo wszystko pozytywnie zapisanego w historii kraju.

Atak na serial przypuściła także skrajnie prawicowa, antyimigrancka Duńska Partia Ludowa w osobie jej byłej przewodniczącej Pii Kjærsgaard. Oprócz zarzutów o nieprawdziwy obraz duńskiego nacjonalizmu wytoczyła trzy inne: oskarżyła twórców serialu o promowanie multikulturalizmu poprzez wprowadzenie wątku Romów, o negatywny stosunek do zwalczania terroryzmu islamskiego (współczesny wątek serialu zawiera odniesienie do interwencji NATO w Afganistanie) oraz o nadmierne wyeksponowanie scen seksualnych.
Serial w wielu wymiarach odwołuje się do różnych dzieł kultury. Są wizualne odwołania do duńskiego malarstwa i grafiki z drugiej połowy XIX wieku, które zbudowały w Danii ikoniczny obraz tej wojny. Dzieła te są zresztą wykorzystane bezpośrednio w czołówce. Liczne są nawiązania do klasycznego europejskiego kina artystycznego lat 50. i 60., w tym do rodzimych filmów duńskich, a także brytyjskich i włoskich. Jedna z ostatnich scen, w której bohater przechodzi między rzędami prześcieradeł suszących się na sznurach na wolnym powietrzu, być może jest nawiązaniem do „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy.
„1864” to w założeniu produkcja o Duńczykach dla Duńczyków i jednocześnie opowieść o Duńczykach dla świata. Miała ona być patriotyczna, ale nie bezkrytyczna. Pozostają wątpliwości, czy można było tak daleko posunąć się w jednostronności obciążenia rządu duńskiego winą za wybuch wojny i aż tak karykaturalnie przedstawić postać Monrada. Jednak założenie zrobienia spektakularnego i jednocześnie niehollywoodzkiego serialu historycznego na pewno zostało zrealizowane. Chyba nikt przed Bornedalem i jego zespołem aktorskim tak przejmująco nie pokazał na ekranie wieku XIX.

![Historia Azteków przez nich samych napisana. Camilla Townsend, „Piąte Słońce. Nowa historia Azteków” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/11/piate-slonce-mini-218x150.jpg)
![Przepraszam, którędy na plażę? Anna Dobrowolska, „Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/06/nie-tylko-chalupy-okladka-mini-218x150.jpg)
![„Odbudowa miasta Poznania. Wybór źródeł” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2024/10/IMG_0842-1024x683-1-218x150.webp)
![Budowla solidna jak port. „Frontem do morza” Anny Orchowskiej [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2024/10/Frontem-do-morza-mini-218x150.webp)
![Gdzie ten obiektywizm? Nigel Cawthorne, „Wiedźmy i czarownice” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2024/09/wiedzmy-i-czarownice-mini-218x150.webp)




