W epoce nowożytnej na mapie Rzeczypospolitej znajdowało się wiele miejsc tajemnych, magicznych i budzących grozę. Niektóre z nich związane były z konkretną legendą albo opowieścią, inne zaś należały wyłącznie do tworów wyobraźni czy literackich toposów.

Staropolskie powiedzenie: „tam, gdzie diabeł mówi dobranoc” oznacza miejsce odległe, a jednocześnie obce lub zapomniane. Diabeł, najważniejsza postać tej frazy, kojarzony jest z wyobrażeniem budzącego strach piekła – przestrzeni, do której nikt nie chciał trafić. Na odległość geograficzną nakłada się tu także pora dnia – czart wypowiada życzenie dobrej nocy. A zatem obszar ten związany jest także z ciemnością, czymś nieznanym i z tego powodu budzącym lęk.

Nowożytna Rzeczpospolita, jedno z najbardziej rozległych państw europejskich, rozbudzała wyobraźnię jej mieszkańców. Z czasem krążące wśród nich opowieści i wierzenia przekształciły się w literackie motywy. Z tych oto elementów natury i kultury można stworzyć dziś mapę miejsc niezwykłych, magicznych, a czasem i niebezpiecznych (kojarzonych niekiedy ze wspomnianym diabłem), związanych z dawną Polską i Litwą. Lokalizację wielu z nich łatwo określić, przy innych trudno stwierdzić, gdzie miałyby się znajdować albo czy w ogóle istniały. Do tej ostatniej kategorii można zaliczyć Źródło Witolda.

Jan Kochanowski, „Iezda do Moskwy”, strona tytułowa (ze zbiorów The New York Public Library, ID: b14349381)

Tajemnicze źródło

Źródło Witolda opisywane jest przez kilka poematów epoki renesansu, m.in. „Iezdę do Moskwy” (Kraków 1583) autorstwa największego twórcy ówczesnej literatury polskiej – Jana Kochanowskiego. Tekst ten opowiada o dokonaniach wojennych hetmana polnego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła zwanego „Piorunem” podczas walk toczonych z Moskwą w latach 1580–1581. Oto jego fragment:

Tamże przywiódł do ciebie; przy tem stanowisku,
Na brzegu prędkiej Dźwiny, cerkiew była blisku,
Witułtowych rąk pamięć; w gaju zaś sosnowym
Zdrój możny bije, który także Witułtowym
Kluczem po dziś dzień zową.

Opis działań Radziwiłła i pochwała jego osoby była dla Kochanowskiego także pretekstem do opisania przyrody, którą widział wokół. Poetę zachwyciło tajemnicze źródło, które biło w sercu sosnowego lasu. Według niego wypływało ono niedaleko zamku w Toropcu znajdującego się na ziemi smoleńskiej, od XIV wieku stanowiącej własność litewską, a od 1503 roku – moskiewską. W 1580 roku pod Toropcem rozegrała się bitwa, w której zwycięstwo nad siłami rosyjskimi odniósł właśnie Krzysztof Radziwiłł.

Dalekie rubieże Wielkiego Księstwa Litewskiego postrzegane były przez Polaków jako miejsca dziewicze, w których wciąż rządziła nieokiełznana jeszcze ręką człowieka przyroda. Jej siła związana była także z pierwiastkiem sakralnym, dlatego w tekście Kochanowskiego pojawia się nawiązanie do innego ważnego elementu opowieści – cerkwi. Sam książę Witold zbudował ponoć świątynię nieopodal Dźwiny, a na pamiątkę bijące nieopodal źródło nazwane zostało „Witułtowym Kluczem” (klucz w języku staropolskim oznaczał również „źródło”). Tam właśnie zatrzymać się miał hetman Krzysztof Radziwiłł.

Witold Kiejstutowicz w rękopisie „Klejnotów” Długosza, ok. 1555 r. (ze zbiorów Biblioteki Arsenału w Paryżu, Ms-X, fol. Y. Ms-1114)

O tym tajemniczym miejscu wspomina również poeta Franciszek Gradowski (ok. 1545 – po 1599). Według niego tamtejsza cerkiew była obszerna, a wody ze znajdującego się obok źródła bardzo zimne. On także wiązał siłę tego strumienia ze sferą świętości. Jego aura skłoniła litewskiego hetmana do złożenia ofiary. Zapalił kadzidło, aby uczcić niezwykłość tego miejsca. Z kolei pisarz Andrzej Rymsza (ok. 1550 – po 1595) twierdził, że tamtejsze źródło wskazywało dawniej na granicę między Wielkim Księstwem Litewskim a Wielkim Księstwem Moskiewskim. Po zdobyciu tamtych terenów przez Rosjan cerkiew została podporządkowana metropolii moskiewskiej.

Jednakże istnienie tego miejsca już pod koniec XVI wieku budziło kontrowersje i podawano w wątpliwość łączenie go z osobą Witolda. Rymsza uważał, że mało prawdopodobne jest, aby litewski książę wzniósł w tym miejscu cerkiew, ponieważ był wtedy jeszcze wyznawcą rodzimej wiary przedchrześcijańskiej. Jego silny związek z tymi przekonaniami mogła podsycać w nim także matka, kapłanka Biruta, która strzegła świętego ognia w litewskiej Połądze znajdującej się nad Morzem Bałtyckim. Według legendy ze znajdującego się na tamtejszej świętej górze sanktuarium bogini Praurimė porwał ją Kiejstut – przyszły ojciec Witolda – i uczynił litewską księżną. Dziś nie wiadomo, w którym z sosnowych gajów nad Dźwiną miałby znajdować się „Witułtowy Klucz”.

Magiczne jeziora

Inne miejsca o niezwykłych właściwościach związane z żywiołem wody i znajdujące się na obszarze dawnej Rzeczypospolitej opisał w swej książce „The History of Poland” (Londyn 1698) Bernard O’Connor (1665/1666–1698). Przez niecały rok (1694) przebywał on na królewskim dworze jako lekarz Jana III Sobieskiego. W swym dziele Irlandczyk zapisał wiele zasłyszanych opowieści i informacji, ale nie wszystkie z nich był w stanie zweryfikować. Przykładem jednej z nich jest poniższy cytat:

Na Rusi, wzdłuż całej rzeki San, znajduje się wiele martwych drzew, które nie mają korzeni i są czarne jak heban. Miejscowi ludzie powiadają, że leżą one tam od potopu, ale prawdopodobnie zostały po prostu podmyte dawno temu przez nurt rzeki, a piasek zapobiegł ich zbutwieniu. Zarówno w Polsce, jak i na Litwie jest mnóstwo miejsc, gdzie można znaleźć skamieniałe drzewo, jak również wielkie pokłady ziemi, której materia przypomina nieco róg jednorożca. Występuje tu także argentum capillare, czyli vegetans, a więc srebro, które zwisa ze skał niby włosy.

Bernard O’Connor, „The History of Poland”, t. 1, Londyn 1698, strona tytułowa (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. SD XVII.3.4040 I)

Irlandczyk pisał najprawdopodobniej o czarnym dębie kopalnym zwanym też polskim hebanem. Jego wyjątkowe cechy wynikają z tego, że przebywał on w wodzie co najmniej kilkaset lat. Garbniki, które znajdują się w dębinie, zmieniają jej kolor na znacznie ciemniejszy. Przekształca się także struktura drewna i następuje w nim krystalizacja substancji mineralnych. Do dziś najwięcej czarnego dębu można znaleźć w rzekach Europy Środkowej i Południowej.

O’Connor zestawił także pokłady tego niezwykłego drzewa z cudownym zwierzęciem – jednorożcem. Jego róg, do którego porównał specyfikę materii ziemi, był najbardziej poszukiwanym środkiem leczniczym i magicznym, o czym irlandzki medyk doskonale wiedział. To mityczne stworzenie było upostaciowaniem cech związanych z czystością i niewinnością, dlatego łatwo motyw ten został zaadaptowany przez chrześcijaństwo jako symbol tych cnót.

Inne zjawiska przyrodnicze, jakie opisał Irlandczyk, dotyczyły także wody:

Jezioro Białe, nazwane tak przez antyfrazę, w kwietniu i maju barwi pływające w nim ryby na brązowo, które wszak później wracają do naturalnych kolorów. Nie mogę również pominąć tego, co [kronikarz Marcin – przyp. aut.] Kromer mówi o jeziorze Krynica w województwie bełskim na Rusi Czerwonej, a mianowicie, że co drugi lub trzeci rok ulega cudownemu wzburzeniu i w bardzo krótkim czasie opróżnia się z całej wody, która wycieka przez nieznane pieczary, i to do tego stopnia, że miejsca, które uprzednio znajdowały się bardzo głęboko pod wodą, nagle stają się niemal płyciznami, przy czym niedługo po tym cała woda powraca, czemu towarzyszy taki sam huk, jak podczas odpływu.

Wspomniane przez O’Connora Jezioro Białe prawdopodobnie kwitnie w okresie wiosennym. Jego rośliny zmieniają zabarwienie wody i przez to ryby wydają się także mieć inny kolor. Trudno natomiast na podstawie powyższego opisu wytłumaczyć opróżnianie się i ponowne napełnianie drugiego ze zbiorników. Niezależnie od tego książka irlandzkiego lekarza prezentuje pejzaż kulturowy mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej, wśród których utrwaliły się różne wierzenia związane z otaczającą ich naturą.

(Nie)święte góry

Góry od niepamiętnych czasów otaczano czcią, co spowodowane było najczęściej ich majestatycznością, niedostępnością i tajemniczością – zwłaszcza jeśli ich szczyty bywały zamglone, tonęły w chmurach. Jeżeli wzrok nie był w stanie odgadnąć, co dzieje się na wierzchołku, wierzono, że mieszkają tam bogowie, złowrogie moce lub dusze zmarłych. Wzbudzały więc one podziw, ale i strach. Wiele kultur konstruowało swój porządek rzeczywistości wokół wyróżniających się w krajobrazie gór. Były one dla nich nie tylko miejscem świętym, gdzie organizowano ceremonie i rytuały, ale także osią świata (axis mundi) – pionowym łącznikiem pomiędzy poszczególnymi sferami – podziemiem, ziemią i niebem.

Do najsłynniejszych świętych gór należały m.in. Olimp, Syjon i Ślęża. Jednak również na obszarze nowożytnej Rzeczypospolitej znajdowały się podobne wzniesienia. Jedną z nich była chociażby Łysa Góra w Górach Świętokrzyskich. Jej szczyt pokrywa nagie, skalne rumowisko (stąd nazwa), a zbocza porasta las mieszany. Już w okresie wczesnego średniowiecza stanowiła ona prawdopodobnie święty ośrodek związany z wierzeniami Słowian.

Opactwo pobenedyktyńskie na Łysej Górze, 2006 r. (fot. Paweł Cieśla, CC BY-SA 4.0)

Pozostałością tych dawnych praktyk religijnych jest usypany ok. IX–X wieku wał kultowy otaczający partię szczytową wzniesienia. Składa się on z dwóch części mających kształt podkowy. Ich łączna długość wynosi ok. 1,5 km, a wysokość dochodzi do 2 m. Jego budowę przerwano wraz z pojawieniem się na tamtych ziemiach chrześcijaństwa. Nawet późniejsi polscy autorzy wymieniają kilku bogów, którym oddawano cześć na Łysej Górze. Informacje na ten temat znajdujemy chociażby w utworze „Powieść rzeczy istey” wydanym w Krakowie ok. 1538 roku:

Na tym też miejscu był kościół trzech bałwanów [bożków – przyp. aut.], które zwano Łada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia maja, modły im czynić i ofiarować. Tedy Dąbrówka [żona Mieszka I – przyp. aut.] przerzeczona pokaziwszy ich bóżnice, kazała zbudować kościół i poświęcić ku czci i ku chwale wielebnej Świętej Trójce.

W dalszej części opowieści dowiadujemy się także, że również Bolesław Chrobry, jako jedyny syn Dąbrówki, przekazał część majątku na tę świątynię i wzniósł tam wieżę. W rzeczywistości pierwszy kościół w stylu romańskim na tej górze ufundował dla benedyktynów między 1102 a 1138 rokiem Bolesław Krzywousty. Już w XIV wieku powiązano tamtejszą świątynię także ze Świętym Krzyżem, którego relikwie, według wyżej wspomnianego dzieła, podarował mnichom Władysław Łokietek. Sam miał je otrzymać od królewicza Węgier – Emeryka. Obecnie znajduje się tam późnobarokowa bazylika, która zachowała dawne połączone wezwanie.

„Powieść Rzecży istey”, Kraków ok. 1562/1564, strona tytułowa (ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, sygn. XVI.O.556)

Mimo to przez wiele stuleci Łysą Górę, zwaną również Górą Świętego Krzyża, wiązano z czarownicami, które przybywać tam miały (często na miotłach) z okolicznych miejscowości, by w każdy czwartek po nowiu księżyca odbywać w nocy swe zebrania, czyli sabaty. Etnograf i historyk Zygmunt Gloger napisał w swej „Encyklopedii Staropolskiej” (tom 1, Warszawa 1900), że wzywały tam diabły zaklęciem. Według innej wersji był to czar przenoszący je wprost na szczyt wzgórza – może więc zaklęcie to łączyło oba elementy:

Płot nie płot,
wieś nie wieś,
ty biesie nieś!

Czarownice wiązano nie tylko z samymi diabłami, ale i różnymi demonami, które swe korzenie miały jeszcze w czasach przedchrześcijańskich, np. latawcami. Udział w sabatach, w tym również w tych na Łysej Górze, był bardzo częstym argumentem podczas procesów kobiet o czary. Odbywały się one najczęściej w epoce nowożytnej. Aby wydobyć od oskarżonych przyznanie się do zarzucanego im czynu stosowano tortury – przypalanie ogniem, rozciąganie lub łamanie kołem. Domniemane czarownice, chcąc przerwać swą mękę, potwierdzały wmawiane im winy. Często palono je później na stosie.

Po różnych częściach Polski i Litwy rozsiane były inne szczyty, pełniące podobne do Łysej Góry magiczne funkcje. Nosiły niekiedy to samo miano, choć były mniej słynne. Jedno z tych wzgórz, na którym podtrzymywany miał być wieczny ogień, znajdowało się przy rzece Niewiaża (dopływ Niemna na Litwie). Dziś po tych wydarzeniach i związanych z nimi wierzeniach pozostały nazwy miejsc, których one dotyczą, a także różne opowiadania i legendy.

Nawiedzone zamki

Portret Teofilii z Działyńskich Szołdrskiej-Potulickiej, który stał się podstawą legendy o Białej Damie, ok. 1754 r. (ze zbiorów PAN Biblioteki Kórnickiej, nr inw. MK 03295)

Nie tylko przyroda tworzyła miejsca niezwykłe i magiczne. Porośnięte, zrujnowane zamki były przestrzenią spotkania natury i kultury – obszarem niezwykłym, w którym człowiek próbował zaprowadzić swój porządek, jednak przyroda i tak przejmowała nad nim kontrolę. W takich zamkach niepodzielne rządy sprawowały duchy lub zjawy, widmowi rycerze lub błąkające się upiory. Pierwsze legendy z nimi związane na ziemiach polskich narodziły się jeszcze w średniowieczu, jednak wiele z nich powstało już w epoce nowożytnej.

Najczęściej zamki takie nawiedzały dusze zmarłych w tragicznych okolicznościach kobiet. Częstym motywem, budującym ich historie, była nieszczęśliwa miłość, zdrada lub oszustwo. Pod postacią potępionych dam błąkały się po zamkowych murach. W Kórniku, w Wielkopolsce, pojawiała się czasem Teofila z Działyńskich Szołdrska-Potulicka (1714–1790).

Zamożna szlachcianka była prawdziwą dobrodziejką tych włości i za jej czasów przeżywały one swój rozkwit. Jej portret w śnieżnej sukni, namalowany najprawdopodobniej przez Antoine’a Pesne’a, stał się źródłem najsłynniejszej legendy – o Białej Damie. Zaczęto opowiadać, że tuż przed północą jej postać schodzi z portretu i przechodzi na taras zamkowy. Stamtąd odbierał ją rycerz na czarnym koniu i razem ruszali przez park. Ta wieczna tułaczka po ziemi jest podobno konsekwencją jej decyzji o rozebraniu zameczku myśliwskiego rodu Górków nad jeziorem Kórnickim. To tam diabły strzegły skarbów tego rodu.

Innym znanym polskim zamkiem, z którym wiąże się wiele szlacheckich opowieści, jest Krzyżtopór, położony w Ujeździe niedaleko Sandomierza i Opatowa. Do dziś zachowały się jedynie mury, które są świadectwem jego dawnej świetności. Zrujnowane ściany obrosły legendami o bogactwie rodziny Ossolińskich i ich niezwykłych zainteresowaniach astronomicznych. Zbudowany we włoskim stylu zachwycał dekoracyjnymi ornamentami, marmurową okładziną i przepyszną salą balową, u sufitu której, jak głosi legenda, znajdować się miało akwarium.

Dawny właściciel zamku, Krzysztof Ossoliński, pojawia się w nim rzekomo jako opiekuńczy duch pod postacią husarza, który objeżdża w zbroi swoją posiadłość i znika. Jednakże ruiny nawiedza także zły duch – dama bez głowy. Za życia ufała jedynie swojemu psu i uważała, że potrafił rozpoznać dobrego człowieka. Tych, na których szczekał, wrzucała do lochu i skazywała na okrutną śmierć. Wreszcie znalazł się szlachcic, który zabił ją i nieszczęsne zwierzę, uwalniając w ten sposób Krzyżtopór od ciągłego terroru. Ale duch kobiety wciąż chodzi po zamkowych murach i straszy tych, którzy tam zbłądzą.

Zamek Krzyżtopór, wybudowany przez wojewodę Krzysztofa Ossolińskiego był jedną z największych budowli pałacowych nowożytnej Europy i nawet jako ruina pozostaje symbolem bogactwa i przepychu (fot. Ccchudyyy, CC BY-SA 3.0 PL)

Innym legendarnym stworem związanym z polskim zamkiem jest diabeł Boruta. Według legend zamieszkiwał podziemia twierdzy w Łęczycy, gdzie pilnował skarbów. Posiadał rogi i ogon, jednak skrywał je pod czapką i szlacheckim kontuszem. Miał charakteryzować się przebiegłością i nadludzką siłą. Jego postać nie była postrzegana w pełni negatywnie. Często i chętnie pomagał podobno ubogim.

Istnieją różne wersje historii Boruty. Generalnie są one zgodne co do faktu, że pierwotnie, w XIV wieku, był on zwykłym człowiekiem, który, z powodu złego uczynku stał się diabłem. Źródło wierzeń na temat tej postaci jest jednak prawdopodobnie znacznie starsze – według przypuszczeń wywodzi się ona od słowiańskiego demona (ducha opiekuńczego) lasu, boruty, zwanego też leszym lub borowym. Jedna z wcześniejszych wzmianek na temat tego stworzenia znajduje się w pamiętniku biskupa Jana Nepomucena Kossakowskiego (1755–1808), który jako dziecko miał podróżować przez tamte tereny razem z babcią. „Przejeżdżaliśmy Łęczycę i długi bród pod tern miastem; mówiono mi, że w tym brodzie dyabeł Boruta ma swoje siedlisko”.

Diabeł Boruta, grafika z „Tygodnika Ilustrowanego”, XIX w. (drzeworyt H. Kublera wg pomysłu Juliusza Kossaka)

Do popularyzacji wizerunku tego czarta w znacznym stopniu przyczyniło się dwutomowe dzieło historyka Kazimierza Władysława Wóycickiego (1807–1879) pt. „Klechdy starożytne. Podania i powieści ludu polskiego i Rusi” (Warszawa 1837). Boruta jest jednym z popularniejszych polskich diabłów, do dziś będącym źródłem inspiracji i odniesieniem dla wielu artystów i literatów. Podobnie jak wspomniane wyżej duchy i upiory, stanowi też jedną z lokalnych atrakcji turystycznych.

Terra Cognita

Słabo zaludnione, odległe ziemie pełne były, jak sobie wyobrażano, niezwykłych stworzeń i magicznych zjawisk, obcych rozumowi i prawom przyrody. Wiara w te niezwykłości charakteryzowała mieszkańców Rzeczypospolitej przez całą nowożytność, a w kolejnych wiekach utrwaliła się i zaczęła funkcjonować jako motywy literackie, a także tematy szeroko pojętej kultury i sztuki. Okresem, który szczególnie chętnie czerpał z powyższych wierzeń, był romantyzm. Legendy o zaklętych zamkach, uwięzionych w nich kobietach, cudownych źródłach czy przeklętych skarbach strzeżonych przez demony wciąż rozpalały wyobraźnię. Im dłużej obecne były w krajobrazie Polski, tym bardziej stawały się bliskie i swojskie. Wszak, jak mówi inne polskie przysłowie: „nie taki diabeł straszny, jak go malują”.

Bibliografia

Źródła

  • Jan Kochanowski, Iezda do Moskwy y posługi z młodych lat aż y przez wszystek czas przeszłey woyny z Moskiewskim oyczyznie swey y panom swym czynione…, Drukarnia Łazarzowa, Kraków 1583.
  • Jan Nepomucen Kossakowski, Pamiętnik ks. Jana Nepomucena Kossakowskiego, biskupa wileńskiego, Biblioteka Warszawska, r. 1895, t. 2. s. 195–237.
  • Bernard O’Connor, Historia Polski, Muzeum Pałac w Wilanowie, Wilanów 2012.
  • Powieść Rzecży istey O założeniu Klasztora na Łysey Gorze Braciey Zakonu świętego Benedykta. Iteż o tym iako Drzewo Swiętego Krzyża na tę Gorę iest przyniesione, [b.n.w.] Kraków 1562/1564.

Opracowania

  • Bohdan Baranowski, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1971.
  • Bartłomiej Czarski, Źródło Witolda, [w:] Pasaż Wiedzy Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, 16 czerwca 2010 [dostęp: 19 listopada 2020], <https://www.wilanow-palac.pl/zrodlo_witolda.html>.
  • Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska, tom 1, Druk. P. Laskauera i W. Babickiego, Warszawa 1900.
  • Monika Kuc, Wakacje z duchami, czyli gdzie w Polsce straszy, „Rzeczpospolita”, 1 września 2018 [dostęp: 19 listopada 2020], <https://www.rp.pl/Kraj/308289947-Wakacje-z-duchami-czyli-gdzie-w-Polsce-straszy.html>.
  • Kazimierz Władysław Wóycicki, Klechdy starożytne, podania i powieści ludu polskiego i Rusi, w Drukarni P. Babryckiego, Warszawa 1837.
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!