Gdy Andrzej Sapkowski zgłaszał opowiadanie pt. „Wiedźmin” na konkurs magazynu „Fantastyka”, nie spodziewał się, że da ono początek globalnemu fenomenowi. Podróż, która zawiodła Wiedźmina z kart książek na ekrany kin, telewizorów i komputerów na całym świecie, rozpoczęła się dokładnie 35 lat temu.

Był rok 1986. Telewizja zaczęła emitować serial „Alternatywy 4”, a dzieci w całym bloku wschodnim piły płyn Lugola, który miał zapobiec szkodliwym skutkom katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Andrzej Sapkowski pracował wówczas jako przedstawiciel handlowy w łódzkiej firmie Textilimpex zajmującej się eksportem tekstyliów. Praca ta wymagała znajomości języków obcych i wiązała się z podróżami zagranicznymi. To dawało przyszłemu pisarzowi – od dzieciństwa zapalonemu czytelnikowi – dostęp do literatury, która nie ukazywała się w Polsce. Znający kilka języków obcych Sapkowski czytał ją w oryginale.

Opowiadanie zgłoszone na konkurs pisma „Fantastyka” było debiutem Sapkowskiego w gatunku fantasy. Napisał je, gdyż chciał zrobić przyjemność swojemu synowi, który był fanem literatury magii i miecza. Na przeciwnym biegunie stało środowisko skupione wokół „Fantastyki”, które w przeważającej części preferowało science fiction, a fantasy uważało za gatunek drugiej kategorii. Nic dziwnego, że jurorzy konkursu podeszli do dzieła Sapkowskiego z rezerwą – przyznali mu w konkursie zaledwie III miejsce, a z jego publikacją zwlekali prawie rok.

Panorama Łodzi w 1977 r. To w tym mieście zrodził się „Wiedźmin” (fot. Grażyna Rutowska, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/40/0/15/181/5)

Akcja opowiadania dzieje się w Wyzimie – mieście, do którego przybywa wiedźmin Geralt, by na zlecenie miejscowego króla odczarować jego córkę zaklętą w strzygę, stwora inspirowanego mitologią słowiańską. Już otwierające opowieść słowa – „Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy, od bramy Powroźniczej” – zdradzały gawędziarski styl Sapkowskiego i spokojnie zaliczyć je można do najsłynniejszych zdań zaczynających książki.

Publikacja opowiadania rozpoczęła lawinę, której nie dało się już powstrzymać. Czytelnicy pokochali potoczysty język i łatwość, z jaką pisarz wplatał popkulturowe toposy w historię z gatunku magii i miecza. Przez najbliższe kilka lat białowłosy łowca potworów, zwany Białym Wilkiem, był głównym tematem rozmów na zjazdach fanów fantastyki. Wiedźmin zagospodarował pustkę na polskim rynku fantasy i otworzył furtkę do kariery literackiej innym autorom tworzącym w tym pogardzanym dotąd gatunku. W ciągu kolejnych czterech lat powstały następne cztery opowiadania, których akcja rozgrywała się w świecie Geralta.

Okładka grudniowego wydania „Fantastyki” z 1986 r., w którym ukazało się pierwsze opowiadanie o wiedźminie Geralcie z Rivii

Tymczasem upadał PRL. Z jednej strony Polska coraz bardziej otwierała się na nowinki z Zachodu, w tym literaturę fantastyczną, z drugiej jednak Wiedźmin musiał sprostać nowej, rynkowej rzeczywistości.

Wiedźmin w czasach kapitalizmu

Począwszy od 1990 roku, opowiadania Sapkowskiego zaczęły się ukazywać w formie książek. Najpierw nakładem wydawnictwa Reporter, następnie oficyny SuperNOWA, będącej spadkobierczynią wydawnictwa drukującego drugoobiegowe książki w czasach PRL. I tutaj fantasy Sapkowskiego spotkało się z oporem części zespołu redakcyjnego. Należący do niego Adam Michnik miał podobno powiedzieć: „To co, będziemy teraz pisać o zielonych ludzikach?”. Wątpiono też, czy Sapkowski będzie dobrą inwestycją. Redaktor naczelny „Fantastyki” Maciej Parowski wspominał później: „Nikt nie mógł wiedzieć na sto procent, jak wyposzczony i spragniony zachodniej popkultury rynek zareaguje na autora o polskim nazwisku”. Niemniej opór został przełamany i w latach 1992–1999 nakładem SuperNOWEJ ukazały się dwa zbiory opowiadań i pięć powieści poświęconych Wiedźminowi.

Transformacja ustrojowa okazała się łaskawa dla Sapkowskiego – książki sprzedawały się na tyle dobrze, że mógł zacząć utrzymywać się z pisania. Decyzja o porzuceniu pracy na etacie była jednak dla autora trudna. „Regularną miesięczną pensję miała zastąpić jakaś efemeryda – wspominał później pisarz – bliżej nieokreślone honorarium, płacone – albo nie – w bliżej nieokreślonych terminach”. Ostatecznie decyzja została niejako podjęta za Sapkowskiego, gdyż firma, w której pracował, zbankrutowała.

Od początku lat dziewięćdziesiątych opowiadania o Geralcie zaczęły być też tłumaczone na języki obce. Wkrótce powieści Sapkowskiego stały się fenomenem w całej Europie Środkowej. Coraz trudniej więc było też Wiedźmina ignorować czy zbywać jako zjawisko niszowe. W 1995 roku Sapkowski odebrał nagrodę Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu za całokształt twórczości, dwa lata później zaś otrzymał literacki Paszport „Polityki”. „Wiedźmin” powoli wkraczał na salony i coraz bardziej się z nim liczono.

Biały Wilk i Lew Rywin

Pierwsze pomysły ekranizacji przygód Geralta pojawiały się już pod koniec lat osiemdziesiątych, jednak wprowadzenie fantastyki do kin wymagało z jednej strony ogromnego budżetu, a z drugiej gwarancji, że film okaże się sukcesem finansowym. Wprawdzie w Polsce kręcono już wcześniej produkcje charakteryzujące się epickim rozmachem, ale większość z nich powstała jeszcze w czasach PRL, kiedy finansowało je państwo, nie oglądając się na ich rentowność. Dlatego pomysł kinowej adaptacji „Wiedźmina” mógł się zmaterializować, dopiero gdy powieści Sapkowskiego zdobyły niepodważalną sławę. Ten moment nadszedł u progu XXI wieku.

Jednym z najlepiej dziś wspominanych elementów filmu z 2001 roku jest muzyka autorstwa Grzegorza Ciechowskiego

Zaangażowani w produkcję filmu reżyser Marek Brodzki, scenarzysta Michał Szczerbic i producent Lew Rywin mieli doświadczenie w pracy przy dużych produkcjach. Wszyscy trzej byli zaangażowani w kręcenie „Listy Schindlera” w reżyserii Stevena Spielberga. W roli Geralta obsadzono Michała Żebrowskiego. Dwudziestodziewięcioletni aktor zdobył sławę, grając głównych bohaterów w filmach kostiumowo-historycznych, takich jak „Pan Tadeusz” i „Ogniem i mieczem”.

Gdy „Wiedźmin” wchodził na ekrany kin w listopadzie 2001 roku, znajdował się w pierwszej piątce najdroższych produkcji w historii Polski po 1989 roku. W sensie komercyjnym film można uznać za umiarkowany sukces – w kinach obejrzało go około 700 tysięcy widzów. Dla porównania, wyreżyserowanego przez Ridleya Scotta „Gladiatora” z 2000 roku zobaczyło nad Wisłą nieco ponad półtora miliona osób.

W sensie artystycznym trudno uznać film Brodzkiego za udany. Duży, jak na polskie realia budżet, nie był wystarczający, by stworzyć produkcję z dobrze zrealizowaną scenografią i efektami specjalnymi. Pojawienie się animowanego komputerowo smoka wywoływało w salach kinowych salwy śmiechu. Jak przyznawali po latach sami twórcy, 19 milionów złotych (4,6 milionów dolarów) to około 20–30 procent budżetu amerykańskiego filmu przeznaczonego na efekty specjalne. Jako ciekawostkę można podać fakt, że w wyprodukowanym przez platformę Netflix pierwszym sezonie serialu o Wiedźminie 3,2 miliona dolarów przeznaczono na samo tylko honorarium dla Henry’ego Cavilla – odtwórcy głównej roli.

Zdania na temat urody filmowego smoka były podzielone

Za porażkę kinowego „Wiedźmina” odpowiadają nie tylko niskiej jakości efekty specjalne. Podczas montażu okrojono wielowątkową fabułę tak, aby zmieściła się w dwóch godzinach. Miało to fatalny wpływ na tempo akcji. Skrytykowano też scenariusz – drętwe dialogi filmu odbiegały od pełnego swady stylu prozy Sapkowskiego. Brodzki miał naciskać, aby obraz trwał trzy godziny i – podobnie jak część obsady – na zmiany w dialogach. Jednak tym postulatom miał się sprzeciwiać Lew Rywin, który nad wierność materiałowi źródłowemu przedkładać miał czytelność filmu dla przeciętnego widza. Ostatecznie film został skrytykowany zarówno przez fanów literackiego pierwowzoru, jak i szeroką publiczność.

Geralt nie miał szczęścia do kinematografii. Nieco łaskawsza okazała się dla niego telewizja. Trzynastoodcinkowy serial nakręcony wraz z filmem spotkał się z lepszym przyjęciem. Pozwolił na ukazanie większej głębi granego przez Żebrowskiego bohatera i innych postaci. Łowca potworów prawdziwy sukces miał jednak odnieść w innym medium.

Wirtualny Geralt

U progu XXI wieku Andrzej Sapkowski nie mógł wiedzieć, że gry o Wiedźminie przyniosą wielomilionowe zyski (fot. Niccolò Caranti, CC BY-SA 4.0)

W czasie, gdy rodził się Geralt kinowy i telewizyjny, rodził się także Geralt komputerowy. Początkowo grę wideo o Wiedźminie miała stworzyć firma Metropolis Software, jednak szybko wycofała się z projektu. Prace podjęło zamiast niej świeżo powstałe studio CD Projekt RED. „Wiedźmin” miał być ich pierwszą produkcją. Firma CD Projekt, pod której egidą powstało studio, zajmowała się dotąd dystrybucją zagranicznych gier w Polsce. W 1998 roku stworzyła polską wersję językową gry fantasy „Baldur’s Gate” z udziałem m.in. Piotra Fronczewskiego i Wiktora Zborowskiego. Polskie wydanie „Baldur’s Gate” było ogromnym sukcesem i nie pozostawiło wątpliwości, że założyciele CD Projektu – młodzi biznesmeni Marcin Iwiński i Michał Kiciński – rozumieją zarówno gry komputerowe, jak i fantastykę.

Wyzwaniem był natomiast techniczny aspekt produkcji gry wideo, a specjalistów posiadających doświadczenie w ich tworzeniu było wówczas w Polsce niewielu. Dlatego też jej produkcja – rozpoczęta w 2002 roku – zakończyła się dopiero po pięciu latach, przekraczając dziewiętnastokrotnie zakładany budżet jednego miliona złotych. Jednak jeszcze zanim gra została ukończona, przedstawiciele CD Projekt RED zaprezentowali ją na Electronic Entertainment Expo w Los Angeles – największych na świecie targach gier komputerowych. Dzięki temu polską produkcją zainteresowała się zagraniczna prasa.

Gra okazała się sukcesem, a fani szybko zażądali kontynuacji. Druga część ukazała się w 2011 roku i była już bestsellerem. Trzecia – wydana w 2015 roku – jedną z najbardziej oczekiwanych gier na rynku. Według stanu na kwiecień 2021 roku wszystkie trzy części produkcji CD Projekt RED sprzedały się w łącznej liczbie 50 milionów egzemplarzy.

Mimo niedociągnięć technicznych „Witcher” podbił serca graczy. Docenione zostały zwłaszcza dobre dialogi, charakterystyczne poczucie humoru oraz dowcipne nawiązania do popkultury. To, że gra lepiej niż film oddaje klimat literackiego pierwowzoru, może się wydać paradoksalne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że sam Sapkowski ma raczej lekceważący stosunek do gier wideo. Prawa do komputerowej adaptacji swoich dzieł sprzedał CD Projekt RED za kwotę zaledwie 35 tysięcy złotych, odrzucając ofertę udziału w przyszłych zyskach ze sprzedaży . Zajadle krytykował też umieszczanie na okładkach swoich książek grafik nawiązujących do gry, obawiając się, że część czytelników pomyśli, że to powieści powstały na podstawie gier.

W 2018 roku pisarz pozwał CD Projekt RED, żądając od firmy, by podzieliła się zyskami ze sprzedaży gry. Mimo że dwie dekady wcześniej autor świadomie zrzekł się udziału w zyskach, CD Projekt poszedł na ugodę, chcąc uniknąć szkodliwego wizerunkowo procesu, który zresztą – jak komentowali prawnicy – mógłby zakończyć się zwycięstwem pisarza. Wysokość kwoty wypłaconej Sapkowskiemu nie została ujawniona, ale eksperci zgodnie twierdzą, że jest ona mniejsza niż żądane przez niego początkowo 65 milionów złotych. Na ironię zakrawa fakt, że pisarz, którego literatura tak często spotykała się z lekceważeniem i pogardą, sam podobnie potraktował grę komputerową. Na jego obronę trzeba jednak powiedzieć, że w momencie, gdy sprzedawał prawa, nikt – łącznie z Iwińskim i Kicińskim – nie mógł przewidzieć takiego sukcesu gry.

Historia z pierwszego opowiadania o Wiedźminie w adaptacji twórców gry

Jak Superman został Wiedźminem

Nie można jednak powiedzieć, że popularność wirtualnego Geralta zaszkodziła Sapkowskiemu. Gra komputerowa nie spowodowała, że książki polskiego pisarza zostały zapomniane. Przeciwnie – nie jest chyba przypadkiem, że po raz pierwszy prozę Sapkowskiego przetłumaczono na język angielski właśnie w roku ukazania się pierwszej gry. Literacka saga o Wiedźminie ma się dzisiaj lepiej niż kiedykolwiek. Według stanu na grudzień 2019 roku książki Sapkowskiego zostały przetłumaczone na 37 języków i sprzedały się w łącznym nakładzie 15 milionów egzemplarzy. Sam autor napisał jeszcze kolejną, szóstą część sagi – wydany w 2013 roku „Sezon burz”.

Produkcja CD Projektu niewątpliwie przyczyniła się też do powrotu Geralta na ekrany telewizorów, choć dużą rolę odegrał tu także sukces serialu fantasy „Gra o tron” na podstawie książek George’a R.R. Martina. W 2017 roku amerykańska platforma streamingowa Netflix ogłosiła, że powstanie anglojęzyczny serial poświęcony przygodom Wiedźmina. Netflix cieszył się już ugruntowaną reputacją producenta wysokiej jakości seriali, takich jak „Stranger Things” czy „The Crown”. W rolę Geralta z Rivii wcielił się Henry Cavill, znany z roli Supermena w filmowych adaptacjach komiksów wydawnictwa DC. Co ciekawe, było to marzeniem Cavilla, który jest fanem fantastyki i zapalonym graczem, a „Wiedźmin” jest jedną z jego ulubionych gier. Aktor aktywnie lobbował, aby w roli zabójcy potworów producenci obsadzili właśnie jego.

Henry Cavill jako wiedźmin Geralt z Rivii (fot. materiały promocyjne Netflixa)

Można było więc liczyć, że nowy „Wiedźmin” będzie produkcją wysokobudżetową, do której twórcy podejdą z należytą powagą. Była też szansa, że nie zabraknie im również szacunku do materiału źródłowego. I tak też się stało. Mający swoją premierę w grudniu 2019 roku pierwszy sezon serialu okazał się sukcesem pod każdym względem. Netflix ogłosił, że w ciągu pierwszego miesiąca pojawienia się serialu na platformie obejrzało go 76 milionów widzów. Był to zatem kolejny skok popularności dla Geralta z Rivii. Premiera drugiego sezonu ma się odbyć 17 grudnia 2021 roku, a w planach są już kolejne. Ale co najważniejsze, serial spotkał się z ciepłym przyjęciem zarówno fanów literackiej serii, jak i samego Sapkowskiego.

Popkulturowy fenomen

Nie ulega wątpliwości, że po 35 latach Wiedźmin jest wartą setki milionów dolarów marką, a jego popularność wciąż rośnie. Jest też ikoną popkultury znaną pod każdą szerokością geograficzną. Co spowodowało, że białowłosy, noszący miecz na plecach łowca potworów z Europy Środkowej podbił cały świat? Badacze popkultury pewnie długo jeszcze będą się nad tym głowić, a satysfakcjonująca odpowiedź na to pytanie może się nigdy nie pojawić.

Andrzej Sapkowski w 2010 r. (fot. Packa, CC BY-SA 3.0)

Może to dzięki barwnej, postmodernistycznej reinterpretacji znanych baśni, mitów i legend, z jaką mamy do czynienia w prozie Sapkowskiego? A może dlatego, że Geralt jest lustrem, w którym może się przejrzeć współczesny człowiek? Niechęć do polityki czy brak stabilizacji życiowej to tylko niektóre z aspektów tej postaci, z którymi mogli się identyfikować polscy czytelnicy w latach dziewięćdziesiątych, a także dorastające już w XXI wieku pokolenie Z. A może to po prostu dlatego, że Geralt to klasyczny underdog, czyli postać, której współczujemy, z którą się utożsamiamy i której kibicujemy? Mimo że posiada nadprzyrodzone moce, to dar ten został okupiony cierpieniem; mimo że pomaga ludziom, to jednak nieustannie spotyka się z przejawami rasizmu i nietolerancji; mimo że nie zawsze zachowuje się, jak bohater, to jednak wiemy, że ma dobre serce.

Bibliografia

  • Adam Flamma, Wiedźmin. Historia fenomenu, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
  • Wiedźmin. Bohater masowej wyobraźni, red. Robert Dudziński, Adam Flamma, Kamila Kowalczyk, Joanna Płoszaj, Stowarzyszenie Badaczy Popkultury i Edukacji Popkulturowej „Trickster”, Wrocław 2015.
  • Wiedźmin. Polski fenomen popkultury, red. Robert Dudziński, Joanna Płoszaj, Stowarzyszenie Badaczy Popkultury i Edukacji Popkulturowej „Trickster”, Wrocław 2016.
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Muzeum Historii Polski. Interesuje się historią nowożytną i popkulturą. Autor wydanego w 2016 roku e-booka „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo” oraz wielu artykułów poświęconych kulturze popularnej, publikowanych m.in. w portalu Histmag.org oraz na blogu Rogalopolis. Jest również założycielem, wokalistą i gitarzystą rockowego zespołu 1965.

3 KOMENTARZE

  1. „Ale co najważniejsze, serial spotkał się z ciepłym przyjęciem zarówno fanów literackiej serii, jak i samego Sapkowskiego.” – naprawdę? Jakieś poważne źródła, badania statystyczne? Niewątpliwie pierwszy sezon serialu przyciągnął wielu widzów, ale nie należy tego utożsamiać z uznaniem społeczności fanów książek Sapkowskiego. Krytykę wywoływały poważne odstępstwa od treści książek, obsada aktorska niezgodna z opisem postaci, jak również błędy warsztatowe np. nadmierne „poszatkowanie” akcji, przemieszanie wątków, słaba gra aktorska części obsady, niedopracowane kostiumy i efekty specjalne. Krytyka wypływa w dużej mierze do fanów książek. Ci którzy ich nie czytali, mieli zapewne mniejsze oczekiwania. Serial Netfixa nie jest zły, ale nie jest też specjalnie dobry.
    Czy produkcja Netfixa jest najlepszym z dotychczasowych seriali o Wiedźminie? W mojej opinii – „tak”.
    Czy obejrzę drugą serię? Tak, obejrzę ją mimo, że nie podobało mi się wiele elementów pierwszego sezonu.
    Czy mam ochotę obejrzeć ponownie dotychczasowe odcinki? Nie, nie mam.
    Czy mam ochotę przeczytać po raz kolejny książki Sapkowskiego? Tak, z pewnością do nich wrócę.

  2. Tylko dla porządku przypomnę, że Sapkowski nie wymyślił postaci Wiedźmina. Ba, nie wymyślił nawet Jaskra. Kto nie wierzy, zawsze może sięgnąć po „Zabójcę umarłych” Tanith Lee.

  3. Warto dodać, że pierwsze wydanie opowiadań wiedźmińskich w Reporterze zrobiło klapę. A seria superNowej zaczęła się od poczwórnego wydania książek AS, RAZa, Dębskiego i Oramusa, co odetkało rynek dla polskich tekstów.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!