W październiku 1926 roku dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu podpisał pismo, w którym dziękował pewnej ofiarodawczyni za przekazanie instytucji książek. Miały one pomóc w polonizowaniu księgozbioru Biblioteki Cesarza Wilhelma, przejętego przez Polaków po odrodzeniu się Rzeczpospolitej.

Nie był to ani pierwszy, ani ostatni taki dar. Cieszyło to niezwykle dyrekcję biblioteki oraz studentów i wykładowców rozwijającego się po odzyskaniu niepodległości Uniwersytetu Poznańskiego. Z każdą przekazaną książką czytelnicy mieli więcej tytułów do swojej dyspozycji. Wspomniana kolekcja była jednak niepowtarzalna, ponieważ ofiarowała ją Aurelia Reymont, żona noblisty, który w ostatnich latach życia był związany z Wielkopolską.

M. Wawrzeniecki, „Racławice. Rozumowany opis przebiegu bitwy 4 kwietnia 1794 roku. Przewodnik dla zwiedzających pole bitwy oraz najbliższą okolicę”, Warszawa 1906 – jedna z książek podarowanych przez Aurelię Reymont (ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu)

„co tylko mogę wyciągnąć z literatury, pcham pod krowie ogony”

Pisarz przez kilka lat poszukiwał swego miejsca na ziemi. Nie stał się nim majątek w Charłupi Wielkiej w powiecie sieradzkim – Reymont zakupił go w 1912 roku, ale właścicielem nie był długo, bo jedynie do połowy następnego roku. Długi hipoteczne ciążące na posiadłości, zaniedbana gospodarka, dwór wymagający kapitalnego remontu i brak odpowiednich funduszy zmusiły pisarza do wycofania się z inwestycji. Nie poddał się jednak i w 1920 roku podpisał umowę z Urzędem Osadniczym w Poznaniu, który przystąpił do parcelacji majątków przejętych po pruskiej Komisji Kolonizacyjnej.

Władysław Reymont (1867–1925) (ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu)

Ostatecznie Reymont osiadł w Kołaczkowie w powiecie wrzesińskim. Na własny kąt w Wielkopolsce pozwoliły mu finanse, wraz z zakończeniem światowego konfliktu zaczęły bowiem spływać zaległe pieniądze należne z tytułu praw autorskich, rozpoczęto prace nad tłumaczeniami, podpisywano umowy z wydawcami krajowymi i zagranicznymi.

Na pisarza znów czekało dużo pracy. Miejsce, choć piękne, wymagało sporego nakładu sił i środków. Mimo słabego zdrowia Reymont przystąpił do działania: „morduję się z gospodarstwem niemało. Odbudowywam […] zrujnowane budynki itp., czyli rujnuję się doszczętnie”. W końcu wydzierżawił ziemię, wciąż jednak żywo interesował się tym, co działo się dookoła. Wyjeżdżał w pole, omawiał istotne kwestie, doglądał prowadzenia gospodarki.

Poza remontowaniem budynków i uzupełnianiem inwentarza sadzono drzewa, m.in. srebrne świerki oraz aleję lipową, a także kwiaty, uwielbiane przez Władysława i Aurelię, których „pełno […] było wokół pałacu, pełno w pokojach, głównie róż w pięknych odmianach”. W maju 1923 roku gospodyni miała ich już pięćset, ale celem jej było tysiąc pięknych kwiatów. Zajmowała się z zapałem ogrodnictwem, sprowadzając nasiona i krzewy z zagranicy.

Prace nad przywróceniem świetności kołaczkowskiego majątku trwały do końca życia Reymonta. Podczas ostatnich wakacji spędzonych w Wielkopolsce w 1925 roku z radością pisał w jednym z listów: „Kołaczków zaczął niezgorzej się prezentować – cały park aż do podwórza ogrodziłem wysoką, wspaniałą siatką drucianą, przeszło tysiąc metrów. Nowe okna na piętrze i okiennice, parę pokojów wytapetowanych, mahonie dostały nowe obicia itp. – słowem, porządek”.

Kornel Makuszyński nieraz miał okazję obserwować szczęśliwego na własnej ziemi autora „Chłopów”. Po śmierci noblisty wspominał: „Rozparł się tedy zacny gospodarz na Kołaczkowie, w poznańskiej ziemi, macierzy naszej. Serce w nim ożyło, dusza się rozradowała! Wpatrzył się w swoją ziemię i szybko doszedł do przekonania, że prawdę powiedziawszy, bez samochwalstwa, jest to niemal z pewnością najpiękniejszy majątek w Poznańskiem. Ależ, oczywiście – ktoby tam śmiał przeczyć!”.

„Powstanie T. Kościuszki z pism autentycznych sekretnych dotąd drukiem nieogłoszonych wydane”, Poznań 1846 – jedna z książek podarowanych przez Aurelię Reymont (ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu)
Wł. St. Reymont na ganku w Kołaczkowie, „Tygodnik Illustrowany”, 1926, nr 2, s. 33

Dom otwarty

Nie tylko Makuszyński odwiedzał pisarza w Kołaczkowie. Do grona gości zaliczali się okoliczni mieszkańcy i znajomi ze stolicy. Ze starostą powiatu wrzesińskiego Adamem Charkiewiczem, burmistrzem Wrześni Leonem Niestrawskim oraz Andrzejem Prądzyńskim, właścicielem wrzesińskiej księgarni, „Reymont zawsze czuł się znakomicie, promieniał serdecznością i humorem. Interesował się wielce powiatem wrzesińskim, wypytując nawet o drobiazgi dotyczące tego regionu”. Większa zażyłość łączyła Reymontów z mieszkającymi w sąsiedztwie ziemianami: Żychlińskimi z Gorazdowa, Kościelskimi z Miłosławia, Hulewiczami z Kościanek i kilkoma innymi rodzinami.

Do składania wizyt zachęcał zresztą sam pisarz, choć, jak pisał: „dom mamy wielki i ładny, ale urządzenia prymitywne. Wanna jedna i skromna, oświetlenie naftowe, ustępy przedhistoryczne, gościnne pokoje skromnie zmontowane, ani kucharza, ani lokajów, ani automobilów”. Mimo tych niedogodności każdego roku z Warszawy do Kołaczkowa przyjeżdżali politycy, literaci i malarze. Poza Makuszyńskim byli to m.in. Zenon Przesmycki, Józef Weyssenhoff, Wincenty Witos i Władysław Grabski. Zza oceanu odwiedzali pisarza przyjaciel Wojciech Morawski i amerykański wydawca Alfred A. Kopf.

Wszyscy oni zażywali wiejskiej gościnności i korzystali z lokalnych atrakcji w postaci gry w tenisa lub w brydża. Poza tym leżakowano w parku, spacerowano, bądź udawano się na dalsze wycieczki, np. do Pyzdr, miejscowości o średniowiecznej metryce. Nie mogło zabraknąć specjałów kołaczkowskiej ziemi. Na gości czekały same smakołyki. W jednym z listów z 1922 roku Reymont zachwalał:

Kurcząt pełno, perliczki małe i kury siedzące na jajach, indyczęta – oto obraz! A dodać do tego gary masła itp. – oto radość serc gospodarskich. […] Prawdziwe mleko! Chleba bochny! Ogórki łokciowe! Sałaty w bród. Szparagi już mierzną. Kalarepa się zaczyna. Koper we wszystkich przyprawach. Babki i ciasta wystawowe. Barana się morduje! Wędliny bardzo udane!

Atmosfera w Kołaczkowie była niepowtarzalna. Nie tylko dzięki ludziom, ale i zwierzętom: „tyle się po tym domu łaskawym wałęsało żywego stworzenia, i psy, i koty i papugi, wszystko to czyniło zgiełk i hałas, wtórując śmiechom wesołym, w Kołaczkowie bowiem nigdy nie było smutno”. Towarzyszami Reymonta były zwłaszcza psy, których nie brakowało przy jego boku tak w kraju, jak i w czasie zagranicznych podróży.

Dwór w Kołaczkowie, „Tygodnik Illustrowany”, 1926, nr 2, s. 33

W ostatnich latach życia pisarza mieszkały z nim pod jednym dachem foksterierka Iskierka i wilczur Roll, którego niestety trzeba było zastrzelić, podobnie jak inne psy w okolicy kołaczkowskiego pałacu. Nakaz policji spowodowany był znalezieniem w ogrodzie Reymontów wściekłego psa. Iskierka ocalała, ponieważ chorowała i kilka dni spędziła w domu. Aurelia żaliła się w liście do znajomej: „Nie masz pojęcia, jaka to dla nas była katastrofa, ot, wszytko od człowieka z wolna odchodzi, co dobre i miłe! Teraz mamy syna po Rolu, ale już nie taki piękny, siedzi na łańcuchu, tylko na noc bierze się go do domu”.

Zostań prawdziwym organicznikiem i pomóż Hrabiemu Tytusowi 🙂

„Nie pomysły, ale czyny” – przeczytaj, na czym polegała praca organiczna!

Z Kołaczkowa w wielkopolski świat

Reymont nie tylko przyjmował gości, ale i sam podróżował po Wielkopolsce. Odwiedzał m.in. Wrześnię, gdzie wygłaszał prelekcje dla młodzieży gimnazjalnej i członków Chrześcijańskiego Związku Zawodowego Kolejarzy, którym pomógł w zorganizowaniu biblioteki. Chcąc wyrazić wdzięczność i okazać radość z obecności tak zacnego obywatela i sąsiada, w lipcu 1925 roku lokalne władze na posiedzeniu sejmiku powiatu wrzesińskiego jednogłośnie podjęły decyzję o nadaniu pisarzowi tytułu honorowego obywatela powiatu. Delegacja udała się do Kołaczkowa „celem wręczenia panu Reymontowi […] odznaczenia w formie pięknie wykonanego adresu. P. starosta Charkiewicz przemówił serdecznie do p. Reymonta […] i podkreślił zasługi jego jako naszego powieściopisarza”.

Biblioteka w dworze Kołaczkowskim, „Tygodnik Illustrowany”, 1926, nr 2, s. 34

Podróże Reymonta nie ograniczały się jedynie do okolic Wrześni. Był ławnikiem w Sądzie Okręgowym w Gnieźnie, a oddział poznański Związku Literatów Polskich wybrał go na pierwszego prezesa. Niestety, ze względu na pogarszające się zdrowie rzadko decydował się na dalsze wyprawy. Nieobecność na posiedzeniach w Gnieźnie usprawiedliwiał lekarskimi zaświadczeniami, by zaś ograniczyć wizyty w Poznaniu, przekazał mandat innemu z członków związku. Pragnął spędzać czas w Kołaczkowie na odpoczynku i pracy.

W ostatnich latach życia wydał pięć utworów. Kończąc te teksty, odnotowywał, że powstawały one w umiłowanym Kołaczkowie. Wśród nich było m.in. opowiadanie Osądzona, które zadebiutowało na łamach poznańskiej „Illustracji Polskiej. Pierwszego Polskiego Pisma Poświęconego Wyłącznie Chwili Bieżącej”. Pierwszy odcinek opublikowano 2 września 1922 roku (nr 1), a ostatni 27 stycznia 1923 roku (nr 4). Łącznie ukazało się 20 odcinków. W listopadzie 1929 roku Przemysław Mączewski, znający pisarza redaktor „Kuriera Poznańskiego”, przekazał fragment rękopisu do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu.

Reymont nie mógł się jednak w pełni cieszyć wsią. Stałym punktem na trasie jego podróży były szpitale. W 1924 roku przebywał m.in. w lecznicy doktora Stanisława Janty-Połczyńskiego – specjalisty w zakresie chorób wewnętrznych i neurologii oraz kardiologa – mieszczącej się w kamienicy przy pl. Nowomiejskim 1a (ob. pl. Cyryla Ratajskiego), skąd „w dni ciepłe i pogodne wychodził na miasto i przesiadywał […] w ogródku kawiarni Esplanada” przy pl. Wolności.

Dużo czasu spędził w Szpitalu Przemienienia Pańskiego przy pl. Bernardyńskim. W lipcu 1925 roku pisał: „Moje kalekie życie zmusza mnie do trzymania się miasta i doktorów”. Wypisano go po sześciu tygodniach. Z Poznania pojechał prosto do Warszawy. Długi pobyt w szpitalach nie przyniósł znaczącej poprawy. Reymont pisał zrezygnowany w październiku tego samego roku: „Forsowna kuracja w szpitalu również nie dała mi zdrowia, orzeźwiła mnie tylko i przywróciła sporo energii. Obecnie nie bardzo się czuję mocarnie, ale pozostanę już w kraju na zimę, nie będę wyjeżdżał na południe po zdrowie – tam go bowiem nie znajdę, a poszukiwania są męczące i za drogie”.

Wielkopolski rozdział w życiu noblisty zakończył się wraz z jego śmiercią w Warszawie w grudniu 1925 roku. Aurelia postanowiła sprzedać dobra kołaczkowskie, co nastąpiło rok później. Ich nowym właścicielem został poznański lekarz, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, Antoni Jurasz.

Jak się robi dobrą powieść?

Czas w końcu powrócić do książek, z których tak bardzo cieszył się dyrektor poznańskiej biblioteki. Po śmierci pisarza trafiły one do Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu w roku akademickim 1925/1926. Odbyło się to za pośrednictwem księgarni Gebethner i Wolff, z którą Reymont przez wiele lat współpracował, a która od 1919 roku miała filię w Poznaniu. Dziś o ofiarodawczyni, Władysławowej Reymontowej, przypominają ekslibrisy naklejone w blisko dwustu obiektach. Dar wdowy to świadectwo warsztatu pracy Reymonta, solidnie przygotowującego się do pisania kolejnych tekstów.

Zmarły pisarz był bystrym obserwatorem, doświadczał, studiował życie i gromadził obok wrażeń ze środowisk, w których się obracał, także literaturę dotyczącą epoki – opracowania i źródła, wśród których były m.in. pamiętniki, kalendarze i mapy. Potrzebował ich do stworzenia powieści historycznej, która miała objąć lata 1794–1863. Sam pomysł dojrzewał kilka lat po wydaniu „Ziemi obiecanej” i „Chłopów”.

W 1911 roku, gdy prace wreszcie ruszyły, Reymont zwierzał się przyjacielowi: „Pragnę dać epokę naprawdę nie tylko w nazwiskach i faktach, ale w jej psychice – a to wymaga, oprócz wmyślenia się w owe czasy, masy również ordynarnej pracy”. I za taką właśnie się zabrał, a obserwował go przy niej m.in. poeta i krytyk literacki Zdzisław Dębicki:

[…] niezbędna była cierpliwa i długa praca przygotowawcza, dokładne i drobiazgowe przestudjowanie epoki, zbliżenie się do źródeł historycznych, przewertowanie mnóstwa pamiętników. […] Widziałem go obłożonego stosem kalendarzy z wieku XVIII, […] rozglądał się przedewszystkiem w ogłoszeniach, w anonsach ówczesnych «kafehauzów», sklepów, miejsc rozrywek. Notował nazwiska, adresy. W ten sposób wchodził w «realne» życie ówczesnej Warszawy, odtwarzał, a gdzie nie mógł odtworzyć, tam odgadywał Warszawę czasów Stanisława Augusta i Kilińskiego. Ta praca naprawdę benedyktyńska, świadcząca o ogromnej sumienności autora, dała wyniki świetne.

Reymont odnotowywał na karteczkach wszystko, co go interesowało. Nieraz były to większe fragmenty pamiętników, które niezwykle sobie cenił, innym razem szczegóły topograficzne miast.

Ostatecznie powstała powieść „Rok 1794”. Przechowywaną w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu część pierwszą trylogii miał w swoich rękach sam autor podczas wpisywania dedykacji, której adresatką była najprawdopodobniej Julia Niemiera. Tożsamość obdarowanej ukrył Reymont pod inicjałami „J.F.N.”, zdradził jednak, że osoba, której wręcza książkę, to „jedyna śpiewaczka pieśni ludowych”.

Włoskie wakacje pana Reymonta

Julia nie była przypadkowo spotkaną miłośniczką twórczości pisarza, ale jego bliską znajomą, i to uzdolnioną wokalnie. Reymont był tak zafascynowany jej talentem, że w 1913 roku zaproponował jej udział w wydarzeniu, które miało się odbyć w Warszawie, Petersburgu, Moskwie, Kijowie i Wilnie. Był to cykl wykładów poświęconych „Chłopom” połączony z małym koncertem pieśni ludowych. Uznawał, że „nikt nie zaśpiewa takich pieśni lepiej od Pani!”. Ostatecznie jednak przedsięwzięcie nie zostało zrealizowane.

Pisarz dedykował swoje prace nie tylko Julii, ale także jej siostrze Zofii i matce Salomei, pochodzącym spod Płocka kobietom, które na co dzień mieszkały we Włoszech. W swoim florenckim mieszkaniu panie prowadziły salon towarzyski, w którym poza Reymontem i jego żoną gościły również m.in. Leopolda Staffa, Marię Konopnicką, Stanisława Przybyszewskiego, Stefana Żeromskiego. Gospodynie z troską przechowywały przedmioty związane z przyszłym noblistą, m.in. podpisane przez niego książki. Wśród nich znalazło się czwarte wydanie „Chłopów” z adnotacją: „ze słowami szczerej, dawnej admiracyi i głębokiej przyjaźni” skreślonymi dla Zofii.

W. Reymont, „Chłopi”, Warszawa 1921. Z dedykacją dla Zofi Peruzzi (ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu)

Śladem przyjaźni pomiędzy paniami a małżeństwem Reymontów jest korespondencja z lat 1908–1925 oraz zdjęcia, zakupione w 1998 roku do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. W listach nadawcy powracali do wspólnie spędzonych chwil w słonecznej Italii:

[…] bardzo często wspominamy o tych czarownych florenckich wieczorach! Tak, mimo iż siedzimy od miesiąca w Paryżu. Tutaj jest bardzo dobrze, ale rok temu we Florencji było znacznie milej i przyjemniej. A jestem absolutnie pewny, że było to tak tylko dlatego, że mogliśmy prześnić te pare tygodni wraz z Paniami. I pamięć tych dni została we mnie na zawsze […] Długo byliśmy pewni i cieszyliśmy się, iż na lato oprzemy się w Riccione, już snuliśmy projekty wypraw przeróżnych. – Niestety, marzenia urzeczywistniają się tak rzadko, los lubi podstawiać im nogę i dawać szczutka w nos marzącym.

Oprócz Florencji Reymontowie odwiedzali willę o nazwie Villino Polacco, położoną w Riccione nad Adriatykiem. To tam 13 września 1913 roku odbyła się mała sesja fotograficzna z udziałem gospodyń i gości pragnących zachować w kadrze te radosne chwile. Fotografa nie zabrakło także podczas wycieczki do Perugii. Wzruszona Aurelia pisała pod koniec 1913 roku: „odebrałam fotografie z Perugii, które zrobiły mi wielka przyjemność i zostaną jako miła pamiątka po naszej wspólnej włóczędze. Od niedzieli jestem już w Warszawie i tak tu szaro, pusto, zimno, że wspominam ciągle te dobre chwile spędzone z Wami, ale co dobre, trwać musi krótko, bo inaczej życie byłoby zbyt szczęśliwe”.

***

Reymont mógł wybrać każdy zakątek Polski, jednak ostatecznie zdecydował się na Wielkopolskę, gdzie pozostały po nim wspomnienia i liczne pamiątki zgromadzone w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu.

Bibliografia

  • Jan Aleksiński, Fragment reymontowskiego księgozbioru z Kołaczkowa (?) w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu „Biblioteka”, nr 4 (2000), s. 26–33.
  • Zdzisław Dębicki, Wł. Reymont laureat Nobla, Gebethner i Wolff, Warszawa 1925.
  • Kornel Makuszyński, W Kołaczkowie pana Reymonta, „Tygodnik Ilustrowany”, nr 2 (1926).
  • Leon Orłowski, Reymont w Ameryce. Listy do Wojciecha Morawskiego, PIW, Warszawa 1970.
  • Maria Jagielska, Nowe listy Reymontów z lat 1908–1913 do Salomei, Julii i Zofii Niemierów, „Biblioteka”, nr 4 (2000), s. 19–25.
  • Maria Jagielska, Reymontiana wśród nowych nabytków Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. Przyczynek do historii włoskiej kolekcji pamiątek po Reymoncie zgromadzonych przez panie z rodziny Niemierów, „Biblioteka”, nr 4 (2000), s. 9–18.
  • Stefan Talikowski, Reymont w kręgu rodzinnym, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1973.
  • Władysław Stanisław Reymont, Korespondencja 1890–1925, oprac. i wstęp Barbara Koc, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2002.
Alina Kucharska
Ukończyła studia na Wydziale Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie historii uzyskała na podstawie pracy pt. „Poznań w cieniu Wielkiej Wojny. Żałoba i upamiętnienie poległych na frontach 1914–1918”. Jest autorką tekstów naukowych i popularnonaukowych dotyczących nie tylko I wojny światowej, ale także XIX wieku, m.in. historii Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i jego członków. Artykuły publikowała m.in. w „Kronice Miasta Poznania”, „Wielkopolskim Powstańcu. Roczniku Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego”, „Przeglądzie Wielkopolskim”, w serwisie popularnonaukowym historiaposzukaj.pl i in. Pracowała w kilku poznańskich muzeach jako edukatorka oraz w Bibliotece Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Obecnie jest zatrudniona w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu. Można ją także spotkać na ulicach miasta, jest bowiem licencjonowanym przewodnikiem PTTK po Poznaniu. Na Instagramie prowadzi profil „Poznańczyk pierwszowojenny”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwa + trzynaście =