Czarna legenda Krzyżaków wciąż jest żywa. Jeśli ktoś jednak miał powody ich nienawidzić, to przede wszystkim Prusowie. Niegdyś było ich prawie 200 tys., dziś nikt o nich nie pamięta. W zetknięciu z potęgą zakonu nie mieli jakichkolwiek szans, by przetrwać i zachować tożsamość.

Rycerz zakonu krzyżackiego, drzeworyt z rękopisu kroniki z ok. 1530 r. (il. Hans Burgkmair starszy, ze zbiorów ürttembergischen Landesbibliothek Stuttgart, Cod. Don. 590)

Lata 40. XIV wieku. Minęło ponad 100 lat od początków krzyżackiego podboju. Zniemczony Prus Szaweł dostaje pracę jako notariusz publiczny w kancelarii wielkiego mistrza i od razu zostaje rzucony na głęboką wodę. Ma za zadanie spisać pruskie prawo zwyczajowe, później znane jako Iura Prutenorum. Pośród dziesiątek przepisów karnych, matrymonialnych czy spadkowych znajduje się też sposób postępowania w razie podejrzenia Prusa o dodanie trucizny do napojów ofiarowanych chrześcijanom.

Mimo stu lat wspólnej koegzystencji wrogość i negatywne opinie Prusów o ludności napływowej były wciąż żywe i skłaniały niektórych do zbrodni. Czy ich życie w podbitym kraju rzeczywiście było tak straszne, że mogło skłaniać do tego typu działań? Czy Krzyżacy wyrzynali w pień podbite wsie? Ustalenia historyków wskazują, że poza czasem wojen Prusom wcale nie żyło się tak źle. Co więcej, mieli ogromny wpływ na budowanie państwa krzyżackiego.

Projekt: podbój Prus

Na początku XIII wieku plemiona pruskie zaczęły zawiązywać federacje, które stanowiły poważne zagrożenie dla polskich ziem. Nie może więc dziwić fakt, że piastowscy książęta sięgnęli po zbrojną pomoc i to zaprawioną w krucjatowych bojach. Krzyżacki podbój Prus rozpoczął się w 1230 roku. Wkrótce, w celu kontynuowania konkwisty, założono bazę wypadową nad Wisłą. Z Torunia wychodziły kolejne wyprawy zbrojne, które zajmowały ziemie należące do pruskich plemion: Pomezanów, Pogezanów, Natangów, Bartów czy Warmów.

Postępy w tym zakresie zostały zahamowane w 1243 roku przez wybuch powstania Prusów, a także wojnę z księciem pomorskim Świętopełkiem. Dopiero po zawarciu pokoju w Dzierzgoniu w 1249 roku rozpoczął się drugi etap podboju Prus, trwający do około 1309 roku. W ciągu pół wieku potęga zakonna opanowała całe terytorium Prus. Na zdobytych ziemiach budowano dziesiątki zamków, organizowano struktury gospodarczo-administracyjne i tworzono zupełnie nowy ład społeczny.

Historycy niemieccy postrzegali niegdyś początkowy okres relacji prusko-krzyżackich jako przebiegający pod znakiem zdecydowanej przewagi cywilizacyjnej i kulturowej zdobywców oraz bagatelizowali rolę Prusów w rozwoju społecznym, gospodarczym i kulturowym tworzącego się państwa zakonnego. Jednak wbrew obiegowym opiniom procesy te przebiegały przy współudziale rdzennych mieszkańców tych ziem.

Bałtowie ok. 1200 r. (il. MapMaster. tłumaczenie na polski: Killroyus, poprawki: Emptywords, CC BY 3.0)

Dziś nie można już mówić o wytępieniu na przełomie XIV i XV wieku ludności pruskiej ani też o braku jej zaangażowania w kształtowanie władztwa krzyżackiego. Mieszkańcy państwa zakonnego w XIV wieku to w 41% Prusowie, a w 48% ludność polsko-kaszubska. Niemcy wraz z zakonną elitą władzy stanowili 11%, a sami Krzyżacy to około 1000 ludzi (0,5% ludności). Ta wyraźnie kolonialna elita prowadziła z kolei całkiem liberalną politykę, jeśli chodzi o kwestie etniczne.

Równe prawa

Pomnik mistrza krajowego Hermanna von Balka w Elblągu; pocztówka z 1911 r. (il. domena publiczna)

Krzyżacy nie przybyli jako grupa pokojowych osadników chcących współpracować z miejscową ludnością, lecz jako zdobywcy, którzy narzucają swoje zwyczaje, prawa i normy postępowania. Głównymi wyznacznikami współżycia stały się więc narzucone odgórnie prawo i zwyczaj. Tę rolę pełnił m.in. przywilej chełmiński z 1233 roku, stanowiący pewnego rodzaju fundament ustroju krzyżackich Prus. Ustalał on warunki, na jakich osiedlać się mieli i funkcjonować niemieccy przybysze. Podobny charakter miały też przywilej Hermanna von Balka dla polskich rycerzy z 1235/1239 roku oraz traktat dzierzgoński z 1249 roku.

Ten drugi dokument w swoich ogólnych założeniach przyznawał wiele swobód i praw tym Prusom, którzy przyjęli chrzest. I to zarówno grupie tzw. pruskich nobiles, jak i wolnym chłopskim posiadaczom ziemskim. Co więcej, wierni Zakonowi pruscy arystokraci mieli otrzymywać ziemię, by prowadzić życie stosowne do swego stanu, a w zamian mieli pełnić służbę wojskową. Ponadto traktat dzierzgoński zezwalał Prusom na kupno wszelkich ziem i pozyskiwanie ich drogą małżeństwa. Mogli je sprzedawać zarówno swoim, jak i Niemcom oraz Polakom, przy jednoczesnym ofiarowaniu zakonowi odpowiedniego zastawu. Dzięki temu zyskiwali oni takie same prawa majątkowe, jak polscy i niemieccy przybysze.

Wiele krzyżackich przepisów pozwalało Prusom na robienie karier na równi z innymi chrześcijańskimi poddanymi zakonu. Otwierały się dla nich możliwości kształcenia, a także wyjazdów zagranicznych, czego dowodem może być wzmiankowany w krzyżackich kronikach pruski wychowanek zakonu Henryk Monte. Na teren Prus przeniesiono także wywodzący się z zachodu Europy zwyczaj pasowania, które w XIII–XIV wieku stało się istotnym wyróżnikiem przynależności do stanu rycerskiego. Krzyżacy budowali grupę wiernych poddanych i w efekcie tego stwarzali warunki do rozwoju dla zamożnej i wpływowej części ludności Prus.

Najlepszym tego dowodem było istnienie w krzyżackim państwie już w XIII wieku tzw. latrunculi. Była to forma lekkozbrojnych jeźdźców rekrutujących się zarówno z polskich i niemieckich poddanych, jak i z wolnych Prusów aspirujących do stanu rycerskiego lub już do niego należących. Zakon wykorzystywał ich do najtrudniejszych lub najmniej moralnych zadań, takich jak nocne pacyfikacje wsi, skrytobójstwa czy porwania. Pełnili oni swoistą rolę krzyżackich komandosów. Członkowie tych oddziałów otrzymywali nadania ziemskie, tytuły, a ich czyny stawały się elementem lokalnych legend i opowieści.

Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach w 1260 r. (il. S. Bollmann, CC BY-SA 3.0)

Akulturacja, nie anihilacja

Profity, jakie obiecywali i faktycznie ofiarowywali Krzyżacy, sprawiały, że formująca się rycerska grupa rdzennej ludności bardzo chętnie współpracowała z nowymi władcami kraju. Współpraca ta bardzo często pogłębiała się do tego stopnia, że Prusowie zaczęli chętnie przejmować kulturę zdobywców. Analiza dokumentów krzyżackich z 1299 roku, które wymieniają wiernych zakonowi nobilów pruskich, wykazała, że ok. 10 proc. występujących tam imion była pochodzenia niemieckiego lub ogólnochrześcijańskiego.

Statystyka ta dotyczy tylko Sambii, lecz można przypuszczać, że podobny stopień akulturacji pruskiej ludności miejscowej występował, z pewnymi wahaniami, w innych regionach Prus. W zaledwie 20 lat od zakończenia krzyżackiego podboju wśród Prusów zaczęto nadawać takie imiona jak Albertus (Wojciech), Konrad, Filip, Teodoryk, Johann czy Gunter i wszyscy oni kultywowali pewne rycerskie zwyczaje.

Fragment pozostałości cmentarzyska Jaćwingów w pobliżu Suwałk (fot. Przykuta, CC BY-SA 3.0)

Zamożniejsi Prusowie zaczęli upodabniać się do przybyszów, przyjmując nie tylko ich język, ale też mentalność. Herby, zamki, zapewne też ożenki z córkami przybyszów sprawiały, że coraz mniej różnili się od niemieckich rycerzy imigrantów. O istnieniu małżeństw między Prusami a ludnością napływową trudno coś konkretnego powiedzieć, niemniej jednak traktat dzierzgoński na nie zezwalał. Być może częściej dochodziło do prób związania się miejscowego nobila z córką osadnika z Niemiec, gdyż dzięki temu mógłby on podnieść swoją pozycję, ale niektórym przybyszom mogło zależeć, by związać się z lokalną ludnością.

Siła niewiedzy i stereotypów

Wielki mistrz Siegfried von Feuchtwangen wjeżdża do Malborka, który uczynił krzyżacką stolicą; obraz autorstwa Carla Wilhelma Kolbego, 1825 r. (ze zbiorów Alte Nationalgalerie w Berlinie)

Mimo tych stosunkowo pokojowych i interesownych relacji, dla przedstawicieli szeroko rozumianego chrześcijaństwa Prusowie zawsze pozostawali „obcy”. Z czasem stawali się obiektem nieprzychylnych opinii i stereotypów, które wypominały im zacofanie, głupotę czy wiarę w przesądy. Zakon uznawał się za nośnik cywilizacji i za swój cel obrał też wykorzenienie tych błędów wśród podbitej ludności. W źródłach czytamy np. że wójt sambijski Teodoryk z Lödla osobiście starał się przekonać pewnego Prusa imieniem Dorge, który unikał białych koni, by ten porzucił swój przesąd. W tego typu wypadkach zawsze jednak istniało pole do nawiązania pokojowej relacji, w której przybysz występował w roli nauczyciela i dobroczyńcy.

Prusowie przeważnie byli jednak określani jako synowie Beliala (filius Belial) lub zatracenia (filius perdicationis). Utożsamiano ich z siłami zła występującymi podstępnie i okrutnie przeciwko Bogu i całemu chrześcijaństwu. Schematyczność owych przekazów staje się dobrze widoczna, gdy weźmiemy pod uwagę, że nie dotyczą one tylko ludności pogańskiej, miejscowej. Na podobne określenia w krzyżackich źródłach zasłużył sobie w pewnym stopniu Władysław Łokietek oraz książę pomorski Świętopełk, który miał być synem diabła, zatracenia i grzeszności, a także nieprzyjacielem wiary i tyranem. Obraz Prusów, jaki kreślą krzyżackie przekazy, jest oczywiście echem zakorzenionego w zachodnim chrześcijaństwie wyobrażenia wroga i innowiercy.

O głupstwach, kuszy i strachu

Nasuwa się pytanie, czy można oddzielić ów religijny schematyzm od faktycznej opinii zdobywców i osadników o ludności pruskiej? W źródłach krzyżackich pojawia się pewna grupa epitetów stosowanych względem Prusów, a pozbawionych krucjatowego i religijnego wydźwięku. Wedle dziejopisarza Piotra z Dusburga, reprezentującego niewątpliwie sposób myślenia zdobywczej elity, poza tym, że rdzenni mieszkańcy kraju byli zatwardziali w pogaństwie, cechowali się również głupotą i zacofaniem.

O ile pierwszy zarzut mieści się poniekąd także w religijnym schemacie, o tyle drugi jest go pozbawiony. Bardzo dobrze obrazuje to fragment piotrowej kroniki dotyczący Sambów, którzy dostali się na szczyt krzyżackiej wieży i tam weszli w posiadanie kuszy, która miała wzbudzić u nich niewysłowiony lęk. Nie wiedzieli przy tym, co to jest i do czego służy. Jeden z nich zawiesił ją sobie na szyi, podczas gdy inny nacisnął spust, zabijając swego współplemieńca.

Rozwój państwa zakonu krzyżackiego do 1410 r. (il. S. Bollmann, CC BY-SA 3.0)

Tego typu opis miał uwydatnić pruskie zacofanie i przeciwstawić je fachowości krzyżackich obrońców. Wyraźnie brak tu też religijnego schematu, a całość ma charakter żołnierskiej opowiastki, jakimi być może umilali sobie czas walczący zakonnicy i ich zbrojni. Ustęp ten może być zatem świadectwem funkcjonowania pewnego utartego w świadomości zdobywców stereotypu. Podobny schemat myślowy funkcjonował także w innych regionach. O tym, że kusznicy byli szczytem cywilizacyjnej przewagi nad lękającą się ich broni ludnością autochtoniczną północno-wschodniej Europy, pisał także Henryk Łotysz. Podkreślał on także, iż pogańscy Litwini i Liwowie obawiali się blasku rycerskich zbroi i opancerzonych koni.

Prawda opinii, prawda epoki

Przedstawiony wyżej obraz jest jednakże stronniczy i uproszczony. Prusowie wielokrotnie stawiali skuteczny opór Krzyżakom. Pokazuje to, że przewaga cywilizacyjna pomiędzy zdobywcami a rdzenną ludnością kraju nie mogła być tak przytłaczająca, jak np. konkwistadorów nad amerykańskimi Indianami podczas XVI-wiecznych zamorskich podbojów. Uzbrojenie żołnierzy krzyżackich i pruskich było do siebie zbliżone, przynajmniej w przypadku szeregowych wojaków, gdyż wyższość rycerstwa w tym zakresie jest nader oczywista. Wojska pruskie w okresie zmagań z zakonem krzyżackim składały się z uzbrojonych w pancerze, tarcze, miecze, topory i włócznie jeźdźców oraz licznej piechoty posiadającej hełmy i walczącej także za pomocą łuków.

Oparcie w Prusach i przewagę nad rdzennymi mieszkańcami kraju zapewniały Krzyżakom ich liczne zamki, jak ten w Gniewie (fot. Takasamarasa, CC BY-SA 3.0 PL)

Od IX–X wieku Prusowie używali ułatwiających walkę na koniu siodeł łękowych ze strzemionami, a badania archeologiczne wykazały, że już w X wieku importowali oni licznie różne typy mieczy wikińskich oraz nadreńskich. Oczywiście nie każdy mógł sobie pozwolić na takowe uzbrojenie, lecz można założyć, że wielu pruskich nobilów i zamożniejszych chłopów stać było także w XIII wieku na oręż nie gorszy od tego, jakiego używali w tym samym okresie Polacy, Czesi czy Duńczycy.

Trzeba zatem skonstatować, że różnice w zakresie środków bojowych nie mogły być na tyle duże, by uniemożliwiać w miarę równorzędną walkę. Jednocześnie często musiały być one na tyle widoczne, by stać się obiektem komentarzy, opinii i drwin ze strony przybyszów – w tym przypadku głównie walczących na froncie zdobywców.

Prus, czyli analfabeta?

Zacofanych, nieznających pisma Prusów przeciwstawiano niosącym cywilizację chrześcijanom. Na ilustracji: ozdobny inicjał przedstawiający skrybę, miniatura z angielskiego rękopisu z przełomu XI i XII wieku (ze zbiorów British Library, Arundel 16)

Krzyżacy kronikarze w podobnie nieprzychylnym tonie wypominali Prusom nieznajomość pisma. Z pewnością dla przeważającej części rdzennej ludności kraju alfabet łaciński musiał być zupełnie obcy, brak jednakże źródeł, które pozwoliłyby jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy nie znano tam i nie korzystano z innej formy pisma. Zagadnienie to pozostaje w sferze domysłów. Można jedynie powtórzyć za Ł. Okulicz-Kozaryn, że być może wielu Prusów handlujących i żeglujących po Bałtyku czy najmujących się do drużyn okolicznych książąt zetknęło się z pismem. Nie oznacza to jednak jego znajomości ani nie może być dowodem na to, że w skali całego regionu jego mieszkańcy byli świadomi istnienia tego sposobu komunikacji.

Badania archeologiczne wykazały, że Prusom nieobce były znaki magiczne ryte w kamieniu lub wycinane w drewnie. Piotr z Dusburga nie mógł ich oczywiście traktować jako pisma, pisząc więc o nieznajomości liter przez Prusów, mógł oddawać faktyczny stan ich kulturowego rozwoju, jak też posłużyć się literackim schematem i stereotypem, który musiał być szczególnie rozpowszechniony w środowisku duchownych i ewentualnie niektórych mieszczan.

Co ciekawe, kronikarz z jednej strony pogardliwie opisywał rozwój kulturalny miejscowej ludności, a z drugiej krytykował skutki nauczania jej zwyczajów i języka zdobywców. Czytamy np. o tym, że wspominany Prus Henryk Monte, który wychowywał się przy braciach zakonnych, stanął później na czele jednej z pruskich rebelii i bardzo często wywabiał ukrytych krzyżackich poddanych, wołając do nich po niemiecku.

Krzyżacka pochwała

Oczywiście w krzyżackich źródłach nie brak też pochlebnych opinii o Prusach. Kronikarze pisali m.in., że byli oni gościnni oraz opiekowali się nędzarzami, a niektóre plemiona, np. Sudowowie, odznaczali się wyjątkowo szlachetnymi obyczajami i ogładą. Gościnność, jak i podkreślana szlachetność wroga oczywiście wpisują się w pewien schemat myślowy służący nadaniu większego prestiżu zwycięstwom nad danym ludem. Stanowiło to jednakże pewnego rodzaju przeciwwagę dla negatywnych opinii.

Niewątpliwie pozytywny obraz Prusów musiał funkcjonować obok krytycznego, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że wielu z nich służyło Krzyżakom. Analizując źródła łatwo dostrzec, że złe relacje pomiędzy zakonnikami, Niemcami i Prusami funkcjonowały zazwyczaj na bazie stereotypów oderwanych od stanu faktycznego. Prusy stanowiły pewien typ państwa kolonialnego, w którym dominująca stała się kultura mniejszości tworzącej elitę władzy. O wiele bardziej intensywnie przebiegała akulturacja miejscowych niż asymilacja przybyszów, choć oczywiście do pewnego stopnia obie kultury przenikały się. Ta osmoza najbardziej widoczna była w lokalnych społecznościach, przy bezpośrednim zetknięciu się pruskich chłopów i niemieckich osadników, kiedy jedni i drudzy mogli się wiele od siebie nauczyć, zamiast walczyć.

Bibliografia

  • Marian Biskup, Gerard Labuda, Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach. Gospodarka – Społeczeństwo – Państwo – Ideologia, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986.
  • Marian Biskup, Etniczno-demograficzne przemiany Prus Krzyżackich w rozwoju osadnictwa w średniowieczu (o tzw. nowym plemieniu Prusaków), [w:] tegoż, Opera Minora. Studia z dziejów Zakonu krzyżackiego, Prus, Polski i krajów nadbałtyckich, TNT, Toruń 2002, s. 129–151.
  • Tomasz Jurek, Mazowieckie świnie, Ślązacy i dobrzy ludzie z ziemi sandomierskiej. Z badań nad stereotypami dzielnicowymi w Polsce późnośredniowiecznej, [w:] Świat średniowiecza. Studia ofiarowane Profesorowi Henrykowi Samsonowiczowi, red. Agnieszka Bartoszewicz i in., Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010, s. 716–734.
  • Piotr Kittel, Średniowieczne uzbrojenie zaczepne Prusów z obszaru północno-wschodniej Polski, „Komunikaty Mazursko-Warmińskie”, 236 (2002), z. 2, s. 155–187.
  • Łucja Okulicz-Kozaryn, Dzieje Prusów, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Wrocław 2000.
  • Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach. Władza i społeczeństwo, red. Marian Biskup, Roman Czaja, PWN, Warszawa 2009.
  • Dariusz A. Sikorski, Pogańscy Prusowie w konfrontacji z chrześcijańskim sacrum; [w:] Obraz i funkcja w społeczeństwie średniowiecznym, red. Aneta Pieniądz-Skrzypczak, Jerzy Pysiak, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005, s. 127–136.
  • Janusz Trupinda, Ideologia krucjatowa w kronice Piotra z Dusburga, Officina Ferberiana, Gdańsk 1999.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!