Według wierzeń naszych przodków Rzeczpospolita w epoce nowożytnej zamieszkana była przez różnego rodzaju nadprzyrodzone istoty, zarówno te dobre, jak i złe. Kim były, gdzie można było je spotkać i jak wpływały na życie ówczesnych ludzi?

Od niepamiętnych czasów ludzie bali się tego, co nieznane. Dlatego, żeby oswoić te zjawiska, nadawano im cechy zwierząt lub ludzi. Powstałe dzięki temu, przekazywane z pokolenia na pokolenie, opowieści o potworach często niosły walor edukacyjny i etyczny. Świat pełen był niewyjaśnionych i tajemniczych istot, a wrażliwość ludzi na to, co niezwykłe, była zupełnie inna niż współczesnego człowieka.

Nie inaczej było w wielokulturowej i rozległej Rzeczypospolitej szlacheckiej. Pomimo długiej już dominacji chrześcijaństwa na jej ziemiach, a także stopniowego rozwoju nauki, wciąż powszechnie wierzono w istnienie magii i istot czy zjawisk nadprzyrodzonych. Najbardziej przekonani co do ich prawdziwości byli chłopi, ale przeświadczenie to podzielali po części także mieszczanie, szlachcice, a nawet duchowni.

Mapa Rzeczypospolitej Obojga Narodów sporządzona przez Johanna Baptistę Homanna według opisu Szymona Starowolskiego; Norymberga po 1715 r. (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. ZZK 29 250)

Sprzyjało temu niewątpliwie słabe zurbanizowanie państwa i istnienie ogromnych obszarów leśnych, z których słynęła Rzeczypospolita. Stwory zamieszkujące rzekomo ten kraj pochodziły z wierzeń rodzimych – słowiańskich (Polacy, Rusini) i bałtyckich (Litwini, Żmudzini, Łotysze) – a  także powstały w wyniku przemieszania się różnych elementów tradycji zachodniej (również tej wywodzącej się z chrześcijaństwa) i bliskowschodniej.

W zacytowanym w tytule powiedzeniu „strachy na Lachy” tkwi przekonanie o tym, że Polaków – Lachów – mało co mogło naprawdę przerazić. Przysłowie to znane było już w XVII wieku. Wbrew niemu przedstawimy subiektywny wybór nadprzyrodzonych stworów, których istnienie na terytorium Rzeczypospolitej opisywały zarówno źródła rodzime, jak i zagraniczne.

Lubujące się w alkoholu wilkołaki

Wilkołak – drzeworyt Lucasa Cranacha starszego, ok. 1512 r. (ze zbiorów Herzogliches Museum)

Idea przemiany człowieka w zwierzę jest szeroko rozpowszechniona w wierzeniach kultur na całym świecie, również słowiańskich. Jednym z najbardziej popularnych gatunków, którego postać można jakoby przyjąć, jest wilk. Często kojarzono go ze złem, m.in. ze względu na nocny tryb życia. Wiara w te istoty przetrwała w Rzeczypospolitej do czasów nowożytnych. Wilkołakiem stawało się jeszcze za życia, na przykład w konsekwencji uroku, sama zaś przemiana często nie była trwała. Jego ciało mogło być połączeniem atrybutów ludzkich i zwierzęcych.

O wilkołakach na pograniczu ówczesnej Rzeczypospolitej pisał szwedzki katolicki duchowny Olaus Magnus (1490–1557), który osiadł w 1526 roku w Gdańsku po wygnaniu z ojczyzny ze względu na swe wyznanie. W książce pt. „Historia północnych ludów” (łac. Historia de gentibus septentrionalibus), wydanej po raz pierwszy w Rzymie w 1555 roku, wiele miejsca poświęcił opisowi potworów. Niektóre z nich umieścił nawet na słynnej mapie krajów północnych i oblewających je wód – „Mapie Morskiej” (łac. Carta Marina). Wydano ją po raz pierwszy w Wenecji w 1539 roku.

Przy tworzeniu swoich dzieł szwedzki duchowny czerpał informacje ze źródeł pochodzących z różnych epok, a także ze skandynawskiego folkloru, relacji współczesnych mu żeglarzy i własnych obserwacji z podróży. Oto wspomniany fragment z jego książki dotyczący wilkołaków:

W nocy Bożego Narodzenia gromadzą się w określonych miejscach ogromne watahy wilków, które w rzeczywistości są ludźmi zamienionymi w wilki i jeszcze tej samej nocy wyrządzają ludziom i bydłu ogromne szkody. Wychodzą z leśnych siedzib, w których żyją z prawdziwymi wilkami, napadają na ludzkie domy, wyłamują drzwi i okna, rozszarpują żywe istoty i pożerają je. Wpadają do piwnic, wypijają mnóstwo piwa albo miodu pitnego, składają potem opróżnione naczynia na środku piwnicy i dzięki temu można odróżnić ich od zwykłych wilków. Mieszkańcy kraju uważają miejscowość napadniętą przez wilki za nieszczęśliwą i wiedzą, że kiedy nadejdzie silna burza albo spadnie obfity śnieg, ludzie tej osady nie przeżyją. Przekonują ich o tym całe lata obserwacji.

Jak widać z opisu Magnusa, wilkołaki często budziły trwogę. Nie zawsze jednak przedstawiane były jako istoty złe, zwłaszcza gdy przemiana w wilka dokonana została za pomocą czarów. Często mogły one strzec domostwa i trzody. O takiej magicznej transformacji informował właśnie Olaus Magnus, choć nie przypisywał tym istotom żadnych pozytywnych cech:

Benedykt Chmielowski, „Nowe Ateny”, cz. 1, Lwów 1745, strona tytułowa (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. SD.XVIII.2.2905 I)

Między Litwą, Żmudzią a Kurlandią widzimy stary mur, będący resztkami nieistniejącego zamku. Tu schodzą się o pewnej porze roku wspomniane przez nas wilki i ćwiczą kolejne napady. Który nie może przeskoczyć muru, zostaje przez starszyznę potraktowany batem. Należy wiedzieć, że w tej gromadzie są zarówno panowie, jak i szlachta czy ludzie prości. Ta przemiana, niewątpliwie sprzeczna z naturą, dokonuje się dzięki czarom. Bierze się kufel piwa, wymawia pewne zaklęcie, podaje drugiemu do picia, a ten, zaraz po jego opróżnieniu może, tak często jak chce i obojętne gdzie się znajduje, w piwnicy czy w lesie, porzucić ludzką postać i zmienić w wilkołaka. Może też po pewnym czasie porzucić tę postać i stać się ponownie człowiekiem.

W istnienie wilkołaków na obszarze Rzeczypospolitej powątpiewał dużo później katolicki ksiądz Benedykt Joachim Chmielowski (1700–1763), autor słynnej encyklopedii „Nowe Ateny” (Lwów 1745–1746), choć sam umieścił w tym dziele wiele opisów fantastycznych stworów.

Budzący grozę nieumarli

Według wielu jej mieszkańców Rzeczpospolita miała być opanowana przez różnego rodzaju nieumarłe istoty. Ich cechy były często dość podobne, ale w zależności od regionu kraju stwory te miały różne nazwy. Najczęściej określano je wampirami (wąpierzami), upiorami czy strzygami (strzygoniami). Łączyło je to, że w odróżnieniu od wilkołaków przemiana w potwora następowała dopiero po śmierci, a ich zachowania i motywacje można było interpretować wyłącznie jako szkodliwe i niebezpieczne.

Według niektórych badaczy wampiry mogły przeniknąć do wierzeń słowiańskich z tradycji Wschodu. Stanowiły one zapewne uosobienie chorób i śmierci. Choć wyglądem przypominały ludzi, mogły też czasem przybierać kształty wielu zwierząt – zwłaszcza psa i kota (co ciekawe, wbrew współczesnym wyobrażeniom, raczej nie wiązano ich z nietoperzami).

Wiara w strzygi była bardzo rozpowszechniona na obszarze Królestwa Polskiego. Istniało przekonanie, że najczęściej zostawała nią kobieta. Sama nazwa stworzenia pochodzi od rzymskiego strix (w liczbie mnogiej striges), co oznacza demona płci żeńskiej o ptasich szponach żywiącego się ludzką krwią.

Współczesne wyobrażenie strzygi. Janek Sielicki, „The Sarmatian Bestiary” (rys. Filip Gutowski, CC BY-SA 4.0)

Staropolskim nieumarłym zostawał po śmierci np. człowiek, który posiadał dwie dusze – jedną ochrzczoną, drugą nie. Kiedy taka osoba umarła, pierwsza dusza wędrowała w zaświaty, a ta nieochrzczona mogła ponownie ożywić ciało. Podobnie działo się w wyniku źle przeprowadzonego sakramentu chrztu. Wierzono również, że taką istotą mogło zostać dziecko rodzące się z zębami lub dorosły, u którego stwierdzono większą niż normalnie liczbę zębów. Wampirem mógł się stać także samobójca albo ktoś, komu przypisywano nadprzyrodzone zdolności za życia (czarownica lub czarownik). Ponadto w upiory mogły przemienić się zmarłe w połogu kobiety.

Jan Bohomolec, „Diabeł w swojej postaci”, Warszawa 1775, strona tytułowa (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. SD XVIII 1.2160 I)

Na temat zamieszkujących Rzeczpospolitą istot chodzących po świecie po śmierci pisał m.in. jezuita (później ksiądz proboszcz) Jan Bohomolec (1724–1795), wykładowca matematyki i filozofii w Collegium Nobilium, w dziele „Diabeł w swojej postaci z okazji pytania jeśli są upiory ukazany” (Warszawa 1772). Duchowny określił je właśnie mianem upiorów:

Upiory są to, według powszechnego mniemania, ciała umarłych, niejakim, iż tak rzekę, sposobem ożywione. Te, nie czekając powszechnego zmartwychwstania, powstają z tru[mie]n przed czasem, z grobów wychodzą, na domy nachodzą, ludzi, których mogą, duszą, których nie mogą pokonać pasowaniem się z nimi, mordują, krew wysysają, na ołtarze łażą, one krwawią, świece łamią, i innych wiele sprośności i morderstwa czynią.

Bohomolec podawał, że istoty te mieszkały w swoich grobach, które co jakiś czas opuszczały, by siać terror w okolicy.

Aby zapobiec przemianie w nieumarłego, stosowano specjalny typ pochówku, zwany obecnie „antywampirycznym”, a występujący na terenie współczesnej Polski już od wczesnego średniowiecza. Do związanych z tym praktyk zalicza się obcinanie głowy zmarłym, chowanie ich w pozycji leżącej na brzuchu, ze związanymi rękami lub z częściami ciała przebitymi ostrymi przedmiotami (np. kołkami czy gwoździami). Zwłoki często także palono. Temat ten poruszał w swojej encyklopedii wspominany już Chmielowski.

W odróżnieniu od wampirów i strzyg upiory mogły być pozbawione ciała. Do tego rodzaju nieumarłych zaliczano chociażby zmory, zwane również marami nocnymi, które miały dusić swe ofiary podczas snu i wysysać z nich krew. Na Ukrainie wierzono, że żyły one na pustkowiach. Obecnie uważa się, że były one personifikacją paraliżu przysennego – porażenia mięśni występującego niekiedy tuż po obudzeniu przy zachowaniu świadomości.

Dowodem dość powszechnej wiary w przedstawione wyżej informacje jest relacja protestanckiego pastora i przyrodnika z Węgorzewa Georga Helwinga (1666–1748). Jeszcze w XVIII wieku narzekał on, że nawet luteranie boją się upiorów, bezczeszczą groby i obcinają zmarłym głowy.

Zwodnicze utopce

Wodnik, często utożsamiany z utopcem; 1934 r. (rys. Iwan Bilibin, domena publiczna)

Woda była żywiołem, który wzbudzał w człowieku lęk. Działo się tak m.in., ponieważ bardzo długo większość ludzi nie potrafiła pływać. Dodatkowo mętna woda w rzekach czy stawach, przez którą nie można było dostrzec dna, intensywnie działała na wyobraźnię. Dlatego żyło w niej, wedle przekonań dawnych mieszkańców Rzeczypospolitej, wiele niebezpiecznych istot. Najważniejszymi spośród nich były wywodzące się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich i przypominające ludzi utopce, zwane również topielcami.

Istoty te znane były w całej Słowiańszczyźnie. Zamieszkiwać miały rzeki, jeziora, a nawet bagna. Ich niezwykłą umiejętnością była możliwość przyjmowania różnych, najczęściej zoomorficznych kształtów, np. barana, krowy, kaczki lub konia (niekiedy nawet osiodłanego). W ten sposób mogły kusić nieuważnych, chciwych przechodniów. Gdy ci chcieli pochwycić zdobycz, utopce wciągały ich do swojego wodnego królestwa. W nocy nieraz można było spotkać te stworzenia, które zadawały ludziom zagadki. Tych, którzy oszukiwali w grze, spotykał nieszczęsny los w wodnej toni. Działalności topielców przypisywano ponadto wylewy rzek oraz zatapianie pól i łąk.

Jakub Kazimierz Haur (1632–1709), autor traktatów z zakresu rolnictwa, hodowli, medycyny i prowadzenia gospodarstwa, pisał o tych stworach z rezerwą w swojej staropolskiej encyklopedii „Skład albo skarbiec znakomitych sekretów o ekonomii ziemiańskiej”:

O topielcu wiedzieć trzeba, który zwykł w rzekach panować i szkody w ludziach czynić i bydła różne topić, że jego natura pochodzi z białogłowy brzemiennej gdy utonie; więc że różni o tym różne czynią relacje, jeżeli to się weryfikuje, jednak gdy będą woźnice i pasterze pijanymi natenczas, kiedy napawają bydło, gotowy topielec będzie.

Haur, choć pełen wątpliwości, przytacza jednak rozpowszechniony pogląd, że tą wodną istotą zostawało utopione nieochrzczone dziecko, nawet takie, które jeszcze nie przyszło na świat.

Gdy trzeba było wejść do wody, próbowano chronić się przed tymi niebezpiecznymi stworami, zakładając na szyję krzyżyki lub szkaplerze. Topielce miały przejawiać szczególną aktywność w niedziele i święta. W ich istnienie wierzono dość powszechnie w polskich wsiach jeszcze w XIX wieku.

Jakub Kazimierz Haur, „Skład abo skarbiec”, Kraków 1693, strona tytułowa (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. SD W.3.112)

Pilnujący skarbów król węży

Nie tylko stworzeniom legendarnym przypisywano właściwości magiczne. W czasach przedchrześcijańskich liczne społeczności otaczały kultem węże. W wielu mitologiach kojarzono je ze szczęściem, wiecznością, uzdrowieniem, mądrością i wróżbiarstwem. Dopiero chrześcijaństwo przyniosło im jednoznacznie negatywną opinię, wiążąc je z postacią szatana.

Pozytywny stosunek do tych zwierząt przetrwał na Litwie nawet do czasów nowożytnych. Choć do końca XVI wieku dawne wierzenia formalnie właściwie zanikły, to jednak wiele ich elementów przetrwało w licznych zwyczajach i przesądach, szczególnie na wsi. Świadectwem tego są różne źródła tamtej epoki. Zaliczyć do nich można pracę historyka Jana Łasickiego (1533/1534–po 1599) i drukarza Jana Sandeckiego-Maleckiego (ok. 1482–1567) pod współczesnym tytułem „O Bogach i wierzeniach dawnych Żmudzinów, Litwinów i Prusów” (wydane po raz pierwszy w ramach większego dzieła w Bazylei w 1615 roku):

Ponadto Litwini i Żmudzini hodują węże w domach pod piecem lub w kątach łaźni parowej, gdzie stoi ława. Czczą je na kształt bóstw, a o pewnej porze roku, za pomocą modłów ofiarnika, przywołują je do stołu. Te rzeczywiście wychodzą, wspinają się po czystym płótnie i zatrzymują się na stole. Gdy uszczkną nieco z poszczególnych dań, schodzą na dół i chowają się do kryjówek. Po odejściu węży zadowoleni ludzie jedzą skosztowane potrawy i mają nadzieję, że w tym roku wszystko ułoży się pomyślnie. Gdyby na modły ofiarnika węże nie wyszły lub nie tknęły zastawionych dań, wierzą, że w tym roku spotka ich wielkie niepowodzenie.

Litwini czczący Króla Węży i święty ogień. Olaus Magnus, „Historia de gentibus septentrionalibus”, Rzym 1555, liber tertius, s. 97

Autorzy zaprezentowali węża nie tylko jako obiekt kultu Żmudzinów i Litwinów, ale także jako zwierzę bliskie ich codzienności i wykorzystywane w przewidywaniu przyszłości. Wierzono, że węże uosabiały duchy opiekuńcze zajmujące się domem. Przyjmowały postać zielonych, nieszkodliwych węży, symboli dobrobytu i płodności. Należało się o nie troszczyć, aby zapewnić sobie pomyślność. Wszelka krzywda, którą uczyniło się tym istotom, uważana była za świętokradztwo i znajdowała odzwierciedlenie w późniejszym losie człowieka.

Z połączenia tych licznych znaczeń i pomieszania motywów wywodzi się mit o Królu Węży, Žaltysie, tak popularny na Litwie w okresie nowożytnym. Strzegł on pilnie swoich skarbów i każdy mógł czuć się bezpiecznie, dopóki nie chciał ich zrabować. Žaltys potrafił, jak Wąż Miedziany ze Starego Testamentu, uzdrawiać, a w sposób szczególny leczył po ukąszeniu żmii. Do dziś wąż opleciony wokół laski półboga Eskulapa jest symbolem medycyny i lekarzy.

Žaltys wyobrażany był także w postaci pięknego młodzieńca, który przyjaźnił się ze słońcem – boginią Saule, Słoneczną Panną, jedną z głównych postaci bałtyckich wierzeń. Jako wąż mieszkał na białym kamieniu pośród niebiańskiego morza. Imię Žaltys przetrwało do czasów współczesnych w języku litewskim w nazwach zaskrońców. Kult Króla Węży został też uwieczniony przez Olausa Magnusa, zarówno w jego książce, jak i na mapie.

Zaskroniec zwyczajny, po litewsku zwany geltonskruostis žaltys (fot. xulescu_g, CC BY-SA 2.0)

Kult węży znany był również wśród Słowian, także na terenie współczesnej Polski. Jego echem była wiara w skrzydlatego węża – Żmija – utożsamianego niekiedy ze smokiem. Według wierzeń był on przeciwnikiem Peruna – boga burz i piorunów – a imię Żmija wiązane było z ziemią. Uchodził także za zwierzęce upostaciowanie boga Welesa, patronującego podziemiom i bogactwu.

Nowe życie potworów

Zatem, wbrew zacytowanemu w tytule powiedzeniu, Polaków (i innych mieszkańców nowożytnej Rzeczypospolitej) pochodzących ze wszystkich regionów i stanów społecznych wcale nie tak trudno było przestraszyć. Lęk przybierał czasem postać niemal ludzką, niekiedy zaś zwierzęcą lub łączącą te dwie formy. Tak powstawały opowieści o potworach, które trwały w naszej kulturze przez setki lat.

Wyraźny zanik wiary w legendarne istoty miał miejsce w Europie w okresie oświecenia, kiedy regularną walkę z tymi wyobrażeniami rozpoczęli duchowni – zarówno katoliccy, jak i protestanccy – a także uczeni. Wpływ na to zjawisko miał również coraz powszechniejszy dostęp do ciągle rozwijanej wiedzy naukowej, jak i postęp techniczny. Dopiero pod koniec XVIII wieku, czyli w okresie upadku I Rzeczypospolitej, nastąpiło wyraźne rozdzielenie kwestii religijnego kultu i przekonań na temat magii. Idee oświecenia – wzmocnienie siły nauki i koncepcje racjonalizmu czy empiryzmu – nie sprzyjały trwaniu wiary w istoty nadprzyrodzone.

XIX-wieczny romantyzm natomiast na powrót docenił wiarę w duchy związane z naturą i dowartościował folklor, czyniąc zeń motyw artystyczny i literacki. Gdy niepodległe państwo polskie nie istniało na mapach Europy, twórczość literacka tego okresu stała się jedną z form przetrwania kultury ludowej. Łączyło się to z powszechną wówczas tendencją do wzmocnienia tradycji słowiańskich – nie tylko przez powrót do dawnych wierzeń, ale także za sprawą mody na nowe idee historyczne. Od tego czasu fantastyczne istoty i czary zaczęły stopniowo przenosić się do kultury masowej, gdzie pełnią czasem funkcję metafory naszej rzeczywistości. Najpierw zagościły w książkach, później zaś w filmach, komiksach i grach. Tam zadomowiły się i mieszkają do dziś.

Bibliografia

Źródła

  • Jan Bohomolec, Diabeł w swoiey postaci z okazyi pytania: jesli są upiory ukazany, nakładem Michała Grölla, Warszawa 1775.
  • Benedykt Chmielowski, Nowe Ateny Albo Akademia Wszelkiey Scyencyi Pełna, cz. 1–4, Drukarnia Jezuitów, Lwów 1754–1755.
  • Jakub Kazimierz Haur, Skład abo skarbiec znakomity sekretów oekonomiej ziemianskiej, w drukarni Mikołaia Alexandra Schedla, Kraków 1693.
  • Jan Łasicki, Jan Sandecki-Malecki, O Bogach i wierzeniach dawnych Żmudzinów, Litwinów i Prusów, tłum. i oprac. Magdalena Wolff, Oficyna Wydawnicza ATUT–Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2019.
  • Magnus Olaus, Historia ludów Północy, tłum. Henryk Pietruszczak, wyd. Henryk Pietruszczak, Zgorzelec 2015.

Opracowania

  • Bohdan Baranowski, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1971.
  • Michał Rolski, Wampiry i wilkołaki. Zło zaklęte w postacie zwierząt w wierzeniach ludności Polski, [w:] Zazwierzęcenie. O zwierzętach w literaturze i kulturze, red. Michał Pranke, KLFF UMK, Toruń 2018, s. 94–105.
Kulturoznawca, filolog i historyk sztuki; kustosz dyplomowany w zespole kuratorów wystawy stałej Muzeum Historii Polski. Współpracuje z Wydziałem „Artes Liberales” i Instytutem Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W 2010 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w oparciu o rozprawę „Tradycja akatystowa w literaturze i sztuce polskiego średniowiecza”, która stała się podstawą książki „Akt pamięci. Tradycja akatystowa w kontekście form pamięci” opublikowanej w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią dawnej kultury polskiej, w szczególności zagadnieniami związanymi z ikonografią, symboliką, historią muzealnictwa oraz relacjami między kulturą religijną polskiego średniowiecza a tradycjami chrześcijańskiego Wschodu. W 2019 roku opublikowała drugą monografię – „Gabinety i ogrody. Polskie nowożytne traktaty architektoniczne wobec kultury kolekcjonowania”. Uczestniczyła w wielu projektach badawczych, a kilka koordynowała. Jest autorką licznych rozpraw i artykułów w tomach zbiorowych. Aktywnie uczestniczy w pracach naukowych warszawskiego środowiska badaczy kultury staropolskiej.
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2011 roku obronił pracę magisterską pt. „Wyprawa Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu w latach 1882–1885”, opublikowaną następnie w „Zielonkowskich Zeszytach Historycznych” (nr 2/2015). Interesuje się losami polskich podróżników i odkrywców na przestrzeni dziejów, szczególnie w XIX wieku. Na ich temat publikował artykuły m.in. w czasopismach „Mówią Wieki” i „African Review. Przegląd Afrykanistyczny”, a także w portalu „Histmag.org”. Część z tych tekstów znalazła się w pięciu ebookach autora z serii „Polacy na krańcach świata” wydanych w latach 2015–2019. Trzy pierwsze z nich ukazały się w formie papierowej w jednym zbiorze pt. „Polacy na krańcach świata: XIX wiek” (Warszawa 2018). Jest także autorem książki pt. „Polscy poszukiwacze złota” (Poznań 2019). Obecnie współpracuje z Muzeum Historii Polski przy tworzeniu wystawy stałej.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!