Wielka Wojna zmusiła poetów do skierowania swej twórczości na zupełnie nowe, nieznane dotychczas tory. Ich wiersze wyrażały entuzjazm pierwszych wojennych tygodni, niepokoje i nadzieje młodych ludzi, jak i oddawały całą grozę wojennej rzeczywistości.

Przeglądając lokalną poznańską prasę czasu Wielkiej Wojny, czytelnik nieraz natykał się na nazwiska żołnierzy – poległych i zmarłych, awansowanych, odznaczonych za postawę na froncie lub takich, którzy dokonali mniej chwalebnych czynów. Grupa ta, bardzo liczna, była zróżnicowana pod każdym względem. Niektórym nazwiskom towarzyszyły dodatkowe informacje, a wnikliwy czytelnik mógł je odnaleźć w niejednym numerze ulubionego tytułu.

Pośród setek nazwisk drukowanych często po prostu w formie wykazów, były i takie, którym poświęcano więcej uwagi. Uznawano za słuszne, by ofiarować im nekrolog, pośmiertne wspomnienie, wydrukować ostatni list bądź nawet umieścić na łamach prasy zdjęcie czy odnotować pozażołnierską działalność. W tym gronie znaleźć można było także poetów, którzy toczącą się wojnę przedstawiali w dobrze znanym sobie języku liryki. Tworzyli wiersze, w których zamykali obraz konfliktu widzianego własnymi oczami, z własnej perspektywy.

U progu dorosłości

Henryk Bukowski (rys. „Wiersze i pamiętnik śp. Henryka Bukowskiego…”)

W momencie wybuchu wojny u progu dorosłości i literackiej twórczości stało m.in. dwóch młodych Wielkopolan – 18-letni Henryk Bukowski i starszy o rok Witold Hulewicz. Pierwszy z nich pochodził z wielkopolskiej wsi Boruszyn w powiecie obornickim, z rodziny piekarza. Wraz z nadejściem sierpnia 1914 roku chłopak nie myślał jeszcze o służbie wojskowej. Skupiał się na nauce, którą pobierał w gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, oraz pozaszkolnej działalności w Towarzystwie Tomasza Zana (dalej TTZ), którego był prezesem. Poza tym redagował pisemko „My”, a powstające w tym czasie pierwsze poetyckie utwory publikował na łamach „Kuriera Poznańskiego”.

Inaczej niż w przypadku Bukowskiego dla trzech braci Hulewiczów, Wacława, Bohdana i Witolda, pochodzących z majątku Kościanki pod Wrześnią, wojna była już realnym doświadczeniem, bo niemal jednocześnie wyruszyli na fronty wojny w sierpniu 1914 roku.

Rodzeństwo, łącznie siedmioro pociech Leona i Heleny, wzrastali w atmosferze polskiego dworku, w którym gościli artyści i pisarze, co nie pozostało bez wpływu na dzieci. Poza najstarszym Wacławem wszyscy bracia byli „literatami bujającymi na Pegazie w obłokach”. Matka uczyła gry na fortepianie najmłodszego z nich, Witolda, którego ukochała najbardziej ze wszystkich swoich dzieci. Wieczorami czytywano Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza, Prusa, Konopnicką oraz innych polskich pisarzy. U ojca rodzeństwo pobierało lekcje recytacji. W czasie edukacji gimnazjalnej bracia także związali się z TTZ, za co nieraz spotykały ich nieprzyjemności w postaci usunięcia ze szkoły. Wędrówkę po wielkopolskich placówkach odbył Witold, który wreszcie „po wielu niepowodzeniach” zdał maturę.

W sierpniu 1914 roku Witold otrzymał przydział do Fortecznego Oddziału Telegraficznego w Poznaniu, Bohdan przerwał studia filozoficzno-historyczne w Monachium, by stawić się w garnizonie w Kilonii, a Wacław trafił nad granicę prusko-rosyjską. Ponad rok po rozpoczęciu wojny, gdy bracia Hulewiczowie mieli za sobą już spore wojenne doświadczenie, Bukowski zdał maturę, po czym upomniało się o niego wojsko. W maju następnego roku wyruszył do Francji. Przebywał tam bardzo krótko, gdyż już w czerwcu przerzucono go na Wołyń.

Z Wielkopolską związany był także pewien niemiecki poeta: urodzony w Eisenach w Turyngii, 27-letni w momencie wybuchu wojny, Walter Flex, jeden z czterech synów profesora gimnazjalnego Rudolfa Flexa. Przodkowie ze strony matki Waltera, do niedawna jeszcze studenta języka niemieckiego i literatury, pochodzili z kupieckiej rodziny z Rawicza. On sam na kilka lat przed wojną przeniósł się do posiadłości Drzeczkowo (Retschke), dziś leżącej w powiecie leszczyńskim, gdzie pracował jako wychowawca w domu barona von Leesen.

Walter Flex (il. „Aus dem Ostlande”, 1917, nr 12)

Wcześniej przez kilka lat był wychowawcą wnuka Ottona von Bismarcka w jego rodzinnym majątku w Warcinie w Prusach Zachodnich. Nikolaus von Bismarck zawarł ze swoim nauczycielem „głęboką przyjaźń”. Kontakty z rodziną byłego kanclerza, którego wielkim czcicielem był ojciec poety, nie ograniczały się jedynie do edukowania kolejnego pokolenia familii. Flex poproszony został o pomoc przy porządkowaniu archiwum rodzinnego Bismarcków w majątku we Friedrichsruh (Schleswig-Holstein).

Wojna zastała poetę w Wielkopolsce i tutaj wstąpił na ochotnika w szeregi Pułku Piechoty Nr 50, którego garnizony znajdowały się w Rawiczu i Lesznie. Wpisując się w entuzjastyczną atmosferę chwili, Flex publikował w wydawanym w Lesznie „Aus dem Posener Lande”, berlińskim „Tägliche Rundschau” i innych gazetach wojenne wiersze głoszące gotowość do walki, zapewniające o lojalności wobec cesarza i Niemiec.

Od września 1914 do marca 1915 roku przebywał na froncie zachodnim, w okolicach Côtes Lorraines. Później, przebywając w Truppenübungsplatz Warthelager (obecnie poligon Biedrusko) poznał studenta teologii Ernsta Wurschego – poległego później w 1915 roku – któremu zadedykował autobiograficzną nowelę pt. „Wędrowiec między dwoma światami” („Der Wanderer zwischen beiden Welten. Ein Kriegserlebnis”), wydaną w 1916 roku.

To właśnie z tego początkowego etapu wojny pochodzą jego najbardziej udane, pozostające nacjonalistycznym w tonie utwory, w których opisywał bohaterskie przeżycia wprost z okopów. Wkrótce okrzyknięty został nowym Teodorem Körnerem, który przeszło sto lat wcześniej zagrzewał rodaków do walki z Napoleonem. 27 stycznia 1915 roku, w dniu cesarskich urodzin, Flex został uhonorowany za swoją twórczość wraz z innymi poetami przez cesarza Wilhelma II orderem czerwonego orła 4 klasy z koroną.

Ostatnie pożegnanie

„Wiersze i pamiętnik śp. Henryka Bukowskiego…”

W czerwcu 1916 roku Bukowski – podtrzymywany na duchu przez wymienianą z bliskimi korespondencję – zmagał się na dalekim Wołyniu z trudami frontowego życia. Czas dzielił pomiędzy ataki nieprzyjacielskiej artylerii, posterunki i sen pod gołym niebem. „W takich to chwilach i w takiem położeniu upada wszystko, co nie należy do natury człowieka. Opadają wszelkie naleciałości wychowania, wykształcenia, różne teorye, różne creda i zasady”.

W wolnych chwilach pisał poza listami pamiętnik, ubierając w słowa wątpliwości nękające młodego człowieka – Polaka w obcym mundurze – oraz przemiany, jakie zachodziły w nim pod wpływem wojennych przeżyć. Był niejako wyrazicielem nastrojów młodego pokolenia.

Na cóż piszę? – Nie wiem! Myśli roją się w głowie, ale niepodobna wszystkiego wysłowić, wszystko napisać. Jestem człowiekiem innym dzisiaj, nie jestem już dawnym zapaleńcem, dzieciuchem […] dawne moje życie jest mi obce i dalekie. Obcymi są mi moi dawni koledzy.

Podobny nastrój pobrzmiewał w jego wierszach.

Na początku sierpnia 1916 roku został ranny i zmarł wkrótce w szpitalu polowym w Kowlu. Pochowany został na tamtejszym cmentarzu. Dalszy rozdział jego historii chcieli napisać przyjaciele, podejmując próbę sprowadzenia zwłok do kraju i pochowania ich w rodzinnej wsi, na co zamierzali przeznaczyć pieniądze uzyskane ze sprzedaży, wydanych jeszcze w 1916 roku, wierszy zmarłego żołnierza oraz jego pamiętnika. Decyzję o publikacji przeżyć i przemyśleń młodego Wielkopolanina podjęto „po długich naradach i namysłach”.

Pomysłodawcy argumentowali to również chęcią stworzenia „trwałej pamiątki koledze, który zasłużył na to, aby i poza gronem najbliższych imię Jego wspominano długo”. Nikt tak jak on nie potrafił wyrazić tego, „co setki, co tysiące czują. Im wszystkim młodym, a bezimiennym hołd chcemy złożyć, wydając ich myśli przez śp. Bukowskiego wyrażone”. Czy ich zamysł się powiódł? Niestety, nie wiadomo.

Nekrolog Henryka Bukowskiego („Kurier Poznański”, 1916, nr 189, s. 4)

W walce o kulturę

Choć Witold Hulewicz służył w oddziale telegraficznym na frontach Królestwa Polskiego, Belgii i Francji, zaangażował się w realizację rzuconego przez brata Jerzego pomysłu założenia spółki wydawniczej „Ostoja” i pisma „Zdrój. Dwutygodnika zajmującego się sztuką i kulturą umysłową”. Celem była nie tylko pomoc pisarzom „przez umożliwienie im pracy i ratowanie ich utworów dla kultury polskiej”, ale też skierowanie uwagi Wielkopolan na sztukę. Siedziba spółki i redakcja czasopisma mieściły się przy ówczesnym placu Wilhelmowskim (dziś pl. Wolności) w Poznaniu. Redaktorem naczelnym został Jerzy, blisko współpracujący ze Stanisławem Przybyszewskim. Do udziału w przedsięwzięciu zaproszono znanych polskich pisarzy, obok których pojawiali się debiutanci.

„Zdrój. Dwutygodnik poświęcony sztuce i kulturze umysłowej”, r. 1 (1917), t. 1, z. 1

Witold, wiedząc o tych wszystkich poczynaniach, z entuzjazmem pisał w 1917 roku:

W Poznaniu ma powstać dwutygodnik literacko-artystyczny, w którym ja mam udział finansowy […]. Spółka wydawnicza „Ostoja” […] rozwija się bardzo pomyślnie […]. Prócz tego zastrzeżono w statutach, że ja po studiach każdego czasu będę miał prawo przystąpić do redakcji! […] Przybyszewski w liście do Jerzego wyraził ochotę zaczęcia korespondencji ze mną, co dla mnie jest wielkim zaszczytem i bardzo mnie raduje. […] Przyszłość moja zaczyna sama się formować niewyraźnie, mimo, że ja tu siedzę na flandryjskim pustkowiu i niby nic nie mogę zrobić.

Dla żołnierza przebywającego wówczas we Flandrii ta inicjatywa była nadzieją na przyszłość. W marcu 1918 roku czytelnicy na łamach „Zdroju” przeczytać mogli recenzję jego autorstwa pracy pt. „Wojna na zachodzie” Bernarda Kellermanna, o której Witold napisał, że jest „wśród tysięcy wydawnictw o wojnie światowej […] zjawiskiem godnem uwagi”.

Poza tym Hulewicz publikował pod pseudonimem „Olwid” wiersze i nowelki pisane na froncie. Inspiracji szukał w niemieckim ekspresjonizmie, sam zaczytując się w antywojennych wierszach innych niemieckich żołnierzy-poetów.

25 maja 1918 roku w polu powstał pisany prozą utwór „Za szkiełkiem fioletu”:

Kościół nagą, ze skóry obłupioną absydę pokazuje i trupio szczerzy w nieba błękit poszczerbione srodze zęby witrażów. […] Za kościołem czerwienią się przedziwną koronką rdzawe kolce zasieków. Glob opasały stokrotnie i serdecznie go ściskają, nucąc mu w ucho piosenkę wesołą o bracie – człowieku, o zburzonych katedrach, o najwyższej w świecie górze z rozdartych serc usypanej.

Kulturalnych zainteresowań nie zaniechał też Bohdan. Pełniąc od jesieni 1917 roku służbę tłumacza w Warszawie, działał dyskretnie na rzecz „Zdroju” i „Ostoi”, nawiązując kontakty z artystami. Wszystko zmieniło się po przeniesieniu go do Sosnowca. „Kontakty z «Ostoją», autorami i księgarniami zostały zerwane. Później, po powstaniu wielkopolskim, przeszedłem do stałej służby wojskowej w armii polskiej i nie mogłem już zajmować się wydawnictwem”. Choć na łamach „Zdroju” ukazywały się również i jego wiersze, to jednak dla niego był to tylko epizod.

Za szkiełkiem fioletu, „Zdrój”, r. 2 (1918), t. 3, z. 6, s. 185

Wojenna twórczość ku pokrzepieniu serc

Flex przeniesiony został w stopniu porucznika rezerwy do Pułku Piechoty nr 138, z którym podążył na front wschodni, gdzie brał udział w walkach o Wilno i nad jeziorem Narocz (marzec 1916 rok), za co otrzymał Krzyż Żelazny II klasy. W 1917 roku starał się o przeniesienie na front zachodni, jego prośba została jednak odrzucona. Zamiast tego trafił na kilka tygodni do Berlina z zadaniem pracy w tamtejszym archiwum wojennym przy dużym urzędowym zleceniu zatytułowanym „Wojna światowa w szczegółach”.

Walter Flex, „Der Wanderer zwischen beiden Welten”

W tym samym czasie, gdy w Poznaniu kształtowała się idea czasopisma „Zdrój”, Flex poświęcał swój czas w Berlinie na opracowanie przebiegu rosyjskiej ofensywy z wiosny 1916 roku. Wciąż dużą popularnością cieszyły się jego wiersze, które tylko w ciągu dwóch lat wojny zostały opublikowane w ponad 20 antologiach.

Kolejnych wydań doczekała się w tym czasie również jego autobiograficzna nowela o „Wędrowcu”. Opowiadała o pierwszym spotkaniu z Wurschem, ich udziale w bitwach na froncie wschodnim oraz chwilach wytchnienia na łonie natury. Finał tej historii stanowi śmierć przyjaciela i nieudane próby pogodzenia się z nią. Ostatecznie jednak autor powoli ją zaakceptował jako zwieńczenie życia młodego żołnierza. Przedstawione w książce poświęcenie samego siebie dla narodu i koncepcja lojalnej wspólnoty okopów znalazły uznanie zarówno wśród walczących, jak i członków ruchów młodzieżowych.

Fragmenty twórczości Flexa, jak i prywatną korespondencję, przypomniano po śmierci autora na łamach „Aus dem Ostlande”. Pośród nich znalazł się fragment z „Wędrowca”:

W nagłym ataku pokazywały się nierówne kontury kucających postaci odzianych w płaszcze i płótna namiotowe, podobnie jak ja. Łańcuch szpiegów, który przesuwał się w tych wykopach ziemnych wapiennych wyrobisk. Łańcuch czujek naszych śląskich pułków rozłożony był od Bois des Chevaliers do Bois de Verines. Wędrująca armia dzikich gęsi pojawiła się jak zjawa nad nami wszystkimi.

Koniec wojennej drogi

Flex nie zagrzał długo miejsca w Berlinie. Pod koniec sierpnia 1917 roku ponownie trafił do swojej kompanii, z którą wyruszył w kierunku Rygi. W październiku podekscytowany pisał do przyjaciela:

My znajdujemy się w gotowości. Widzimy, że coś wielkiego się szykuje, lecz nie mamy pojęcia, co i kiedy się zacznie. Na nowe zadanie jestem wewnętrznie bardzo ciekawy. Jestem tak przygotowany, jak na moją pierwszą walkę. A więc musi być coś naprawdę specjalnego w tym czwartym roku wojny. Mam taką spokojną wewnętrzną nadzieję, że wszystko, co ze mną może się zdarzyć, stanowi część dalszego rozwoju, co sobie robi nic ze śmierci.

Witold Hulewicz w 1928 r. (fot. Jan Bułhak, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/1/0/11/1375/1)

Przepełniony tym optymizmem wziął udział w opanowaniu wyspy Ösel (Sarema), znajdującej się dotychczas w rękach Rosjan. Podczas tej operacji został postrzelony, a kula zraniła go w prawą rękę i przeszła na wylot. Udzielono mu pomocy w rosyjskim lazarecie, a następnie zajęli się nim niemieccy lekarze, jednak obrażenia były zbyt duże. Poeta podyktował ordynansowi ostatnią wiadomość do rodziców, w której informował o zranieniu w rękę. Kazał przemilczeć, że odniósł poważne obrażenia. Zmarł następnego dnia, a pochowano go na cmentarzu we wsi Peude (dziś Pöide w Estonii).

Twórczość Flexa również po jego śmierci cieszyła się popularnością. M.in. w 1918 roku wydano w nakładzie 10–11 tys. egzemplarzy kolejną, siódmą już edycję jego wierszy w tomiku pt. „W polu między nocą a dniem”.

Inaczej potoczyły się losy Witolda Hulewicza, który powróciwszy z frontu, włączył się w powstanie wielkopolskie, organizując pierwszą kompanię łączności. W 1921 roku jego wiersze z okresu wojny opublikowano w tomiku „Płomień w garści”, który ukazał się nakładem „Zdroju. W tym samym roku podjął on studia na Uniwersytecie Poznańskim, które kontynuował później w Paryżu. Działał na polu literackim jako poeta, choć do twórczości z lat wojny nigdy już nie wrócił. Był także wydawcą i propagatorem kultury niemieckiej. Pracował w Polskim Radiu w Wilnie i Warszawie. Podczas okupacji niemieckiej organizował polską prasę podziemną; został rozstrzelany przez Niemców w Palmirach w 1941 roku.

***

Wielka Wojna zmusiła poetów do skierowania swej twórczości na zupełnie nowe, nieznane dotychczas tory. Pochodząc z odmiennych środowisk, znaleźli różne ujście dla swojej poetyckiej działalności. Ich wiersze wyrażały entuzjazm pierwszych wojennych tygodni, niepokoje i nadzieje młodych ludzi, jak i oddawały całą grozę wojennej rzeczywistości.

Bibliografia

  • „Aus dem Ostlande”, 1917, 1918.
  • Adam Białobłocki, Absolwenci Gimnazjum i Liceum Świętej Marii Magdaleny w Poznaniu 1805–1950, Wydawnictwo PTPN, Poznań 1995.
  • Nicolas Detering, Flex, Walter, [w:] International Encyclopedia of the First World War, 8 października 2014 [dostęp: 13.01.2022], <https://encyclopedia.1914-1918-online.net/article/flex_walter>.
  • Bohdan Hulewicz, Wielkie wczoraj w małym kręgu, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1968.
  • Agnieszka Karaś, Miał zbudować wieżę. Życie Witolda Hulewicza, Oficyna Literatów i Dziennikarzy Pod Wiatr, Warszawa 2003.
  • Marcin Libicki, Piotr Libicki, Dwory i pałace wiejskie w Wielkopolsce, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2010.
  • „Neue Deutsche Biographie”, t. 5, Berlin 1961.
  • Marian Paluszkiewicz, Jerzy Szews, Słownik biograficznych członków tajnych towarzystw gimnazjalnych w Wielkim Księstwie Poznańskim, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Poznań 2000.
  • Martyna Pędzisz, Ciekawość Witolda, lęk Olwida – relacje z frontu zachodniego Witolda Hulewicza, „Neerlandica Wratislaviensia”, t. 25 (2015), s. 297–305.
  • Tomasz Piskorski, Wykaz poległych i zmarłych uczestników ruchu niepodległościowego młodzieży narodowej (członków Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, Organizacji „Przyszłość” – „Pet” i innych stopni organizacyjnych) w okresie lat 1886–1936), Warszawa 1936.
  • Józef Ratajczak, „Zagasły „brzask epoki”. Szkice z dziejów czasopisma „Zdrój” 1917–1922, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1980.
  • Wiersze i pamiętnik śp. Henryka Bukowskiego zmarłego w Kowlu wskutek ran otrzymanych na placu boju. Na pamiątkę wydali Koledzy przyjaciele. Dochód czysty przeznaczony na sprowadzenie zwłok do wsi rodzinnej, Poznań 1916.
  • „Zdrój. Dwutygodnik poświęcony sztuce i kulturze umysłowej”, 1918.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!