31 października 1918 roku na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach życie biegło swoim zwykłym torem, a na samolotach widniały czarne austriackie krzyże. Następnego dnia baza stała się pierwszym lotniskiem odradzającej się Rzeczypospolitej. Jak doszło do tego przewrotu i zmiany władzy?

W Krakowie i okolicach mżyło i padało od rana, pogoda nie pozwalała na loty ćwiczebne, choć niewykluczone, że przyleciał i odleciał samolot pierwszej na świecie regularnej linii pocztowej, łączącej Wiedeń (przez Kraków, Lwów i Płoskirów) z Kijowem i Odessą. Wiadomo było, że cesarstwo przeżywa kłopoty i w piątym roku wojny znajduje się na skraju upadku, natomiast dla personelu c.k. 10 Lotniczej Kompanii Zapasowej stacjonującej w Rakowicach pod Krakowem oczywiste było, że obowiązki trzeba wykonywać, bo przecież armia tego oczekuje, a wymagający służbista, jakim był dowódca Hauptmann Roman Florer, to egzekwuje. Tymczasem w pobliskim Krakowie od samego rana bieg dziejów nagle przyspieszył i historia zaczęła zmieniać tory.

Przewrót w Krakowie

„Jako oddaleni od miasta nie mieliśmy pojęcia, co się w nim dzieje. W dniu przewrotu [31 października 1918 r.] przyjechał do nas były oficer techniczny z miasta i opowiadał nam, że coś się zmieniło w mieście, bo mu różyczki z czapki zerwali i mówili mu, że cesarstwo upadło i że powstała Polska” – wspominał w 1925 r. sierż. Antoni Jucha, służący w 1918 roku jako podoficer na lotnisku w Rakowicach.

Zmian się spodziewano, bo już od kilku dni trwały rozmowy polityczne na temat przejęcia miasta przez Polaków, którzy powołali Polską Komisję Likwidacyjną mającą usuwać władzę zaborczą. Dopiero jednak na sam koniec miesiąca wypadki przyspieszyły i ruszyły w tempie iście rewolucyjnym. Jeszcze przed północą, czyli w środę 30 października, polscy spiskowcy kierowani przez por. Antoniego Stawarza przejęli stację kolejową w Krakowie-Płaszowie, a rankiem następnego dnia zajęli koszary w Krakowie-Podgórzu, skąd wysłali oddział wojskowy z biało-czerwonymi kokardami, aby przeszedł na drugą stronę Wisły i przejął władzę.

Żołnierzom towarzyszyła orkiestra kolejarska, która grała pieśni patriotyczne. Po drodze pochodu do żołnierzy dołączali mieszkańcy i studenci, zrzucano ze ścian cesarskie orły i zdejmowano portrety najjaśniejszego pana, z żołnierskich czapek zrywano cesarskie odznaki. Na Rynku wywieszono barwy narodowe, w odwachu przed wieżą ratuszową wartę z rąk austriackich przejęli polscy żołnierze, w Collegium Novum dokonano defenestracji wielkiego portretu cesarza Franciszka Józefa I, który zrzucono z okna na piętrze na bruk. Ramy obrazu pękły, a samo płótno zostało rozerwane przez krakowian na strzępy. Biły dzwony kościelne na czele z Zygmuntem…

Pierwsza warta polska na odwachu krakowskim. Polacy z armii austriackiej składają przysięgę nową przysięgę wojskową (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/1/308/4)

Tymczasem w Magistracie toczyły się rozmowy polityków z Komisji Likwidacyjnej z dowództwem austriackim na temat przejęcia władzy w obiektach wojskowych, w tym w magazynach z zapasami wojennymi. Tu i ówdzie kontrolę przejmowali już najwyżsi rangą polscy żołnierze, co czyniono metodą faktów dokonanych bądź po przybyciu polskich delegatów. Panował rewolucyjny chaos, co spowodowało, że wiele budynków i całych kompleksów wojskowych nagle stanęło otworem, gdyż żołnierze na wieść o upadku cesarstwa rzucali broń, zabierali ze sobą z magazynów, co tylko mogli cennego, i starali się dotrzeć na dworzec kolejowy, aby wrócić do domu.

Zmiany w rakowickim aerodromie

Wysłannicy nowej, polskiej władzy dotarli na lotnisko dorożką tuż po godz. 13. W istniejącym do dziś budynku kancelarii lotniczej pojawiła się trzyosobowa komisja pod wodzą por. dr. Zdzisława Dzikowskiego, która w imieniu najwyższego rangą z oficerów Polskiej Organizacji Wojskowej – czyli płk. Bolesława Roi – zażądała przekazania władzy w ich ręce. Dowódca stacjonującej w Rakowicach 10. Lotniczej Kompanii Zapasowej, kpt. Roman Florer, nie protestował i od razu oficjalnie oddał dowodzenie, pisząc odręcznie: „Do Doktora Zdzisława Dzikowskiego w Krakowie. Poddając się rozkazom Komendanta miasta Roji, oddaję Panu niniejszem komendę nad lotniskiem w Rakowicach i zobowiązuję się oddać w całości dobro państwowe pozostające pod moim zarządem. Kraków, dnia 31 X 1918. ( – ) Florer”. Następnie zarządził zbiórkę swojego oddziału i ogłosił, że oddaje dowództwo przedstawicielom nowej władzy.

Rakowice – dawna kancelaria lotnicza, obecnie lokal Akacjowy Dwór (fot. Mateusz Drożdż)

Komisja jednak nie mogła dowodzić na lotnisku, bo musiała jechać do kolejnych placówek dawnej Twierdzy Kraków, aby przejmować je na rzecz państwa polskiego, postanowiła więc zgodnie z rozkazami przekazać komendę w ręce jakiegoś Polaka. Dr Dzikowski poprosił, aby z szeregów wystąpili Polacy. Ze 160-osobowej kompanii zgłosiło się jedynie sześciu, w tym zapewne poprzedni dowódca. Kpt. Florera – jak pisano po latach – „uważano za obcego”, a pisząc wprost: „za Niemca”, czyli Austriaka. Władza trafiła więc w ręce kolejnego rangą oficera, którego polskość nie budziła wątpliwości, a był nim sierż. Antoni Jucha.

W Krakowie nie należało jednak oceniać narodowości po brzmieniu nazwiska. Świadczyły o tym chociażby przykłady prezydentów miasta: Dietl, Weigel, Freidlein, Leo to ludzie o niepolskich nazwiskach, a często i niepolskich korzeniach, ale nikt im braku patriotyzmu nie mógł zarzucić. Szybko okazało się, że podobnie było i z Florerem.

Groźba buntu

Legitymacja Romana Florera (fot. z archiwum Muzeum Lotnictwa Polskiego)

Mimo że Florer został odsunięty od dowodzenia, to na szczęście wcale się nie obraził. Cały czas żywo interesował się sytuacją, udzielał porad pełniącemu obowiązki dowódcy sierż. Jusze, wydawał zalecenia żołnierzom i ogólnie rzecz biorąc, dbał o to, by lotnisko nie utraciło możliwości funkcjonowania. Było to tym ważniejsze, że chociaż stało się ono oficjalnie polskie, to fakt ten niekoniecznie spodobał się wszystkim żołnierzom 10. Kompanii.

Jeszcze tego samego dnia, zaraz po wyjeździe komisji, zapachniało buntem. Grupa dwunastu lotników i mechaników lotniczych, głównie Austriaków, zaczęła się organizować i zamierzała wrócić do domu najszybciej, jak się da, czyli odlecieć samolotami. „Jucha, trzeba by te samoloty uniemożliwić do lotu” – zasugerował Florer, czym potwierdził, że mimo polskiego serca z językiem polskim nie radził sobie najlepiej. Jucha nie miał jednak problemów ze zrozumieniem – pobiegł do hangaru i wymontował z silników urządzenia rozruchowe. Ostatecznie bunt ograniczył się do rabunku magazynu.

Spacyfikowanie nastrojów rewolucyjnych na lotnisku było w dużej mierze zasługą kpt. Romana Florera, który okazywał lojalność wobec nowej władzy oraz dysponował ogromnym autorytetem u podwładnych. Dzięki temu zdecydowana większość z nich zachowała się spokojnie i nie podejmowała wrogich działań. Wkrótce potem władza polska umocniła się, gdy na lotnisko dotarł oddział piechoty, który zabezpieczył kluczowe obiekty.

Wykorzystując zbrojne wsparcie, Jucha wraz z żołnierzami poodbierał od Austriaków skradzione rzeczy i odniósł je do magazynu, który zamknął na klucz. Naraził się tą obywatelską postawą swoim kolegom, którzy mieli wobec niego niecne plany: „Później [w] nocy, zmęczony, chciałem wypocząć, położyłem się do łóżka i gdy byłem zasnął, byłbym się już więcej nie obudził, ponieważ Niemcy [Austriacy – dop. autora] drzwi zamknęli i byliby mnie z zemsty zabili, gdybym nie umknął oknem do posterunków polskich przybyłych z Krakowa […]. Całe [kolejne] dwa dni i trzy noce musiałem się wystrzegać zasadzek Niemców”.

Ostatecznie jednak sierż. Jucha nie ucierpiał na zdrowiu, choć stracił dowództwo, które wróciło do rąk kpt. Florera. W piątek 1 listopada Rakowice wzbogaciły się o nowe maszyny – po wylądowaniu każdego nowego samolotu był on prowadzony za skrzydła do hangaru i rekwirowany. W przypadku oporu ze strony austriackich lotników polski personel miał rozkaz strzelać, nie było jednak takiej potrzeby.

Czerwone „Z” – pierwszy znak polskiego lotnictwa

Tegoż dnia na zdobytych maszynach – głównie dwupłatowcach szkolnych typu Hansa Brandenburg B. I oraz nowszych zwiadowczych typów Hansa Brandenburg C. I. i Öffag C. II – usunięto austro-węgierskie czarne krzyże i wymalowano w ich miejsce białe kwadraty, na których naniesiono farbą litery Z. Ten złowrogi obecnie symbol znany z wojny w Ukrainie był w 1918 roku w Krakowie malowany czerwoną farbą na białym tle. Miał symbolicznie przekreślać dotychczasową obcą władzę i jednocześnie symbolizować Zwycięstwo. Był to pierwszy znak rozpoznawczy polskiego lotnictwa.

Rakowice – kwietnik w kształcie znaku Z w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie (fot. Mateusz Drożdż)

Lotnisko w Rakowicach stało się zatem pierwszym lotniskiem wojskowym odrodzonej Rzeczypospolitej. Był to cały kompleks lotniczy składający się z koszar, hangarów, magazynów, warsztatów, składów paliwa, smarów i części zamiennych, nie licząc parudziesięciu samolotów z czerwonymi zetami na białych kwadratach. Lotnisko było zarazem zdatne do natychmiastowego wykorzystania. Nie było to regułą w wyzwolonym Krakowie, bo w tych budynkach wojskowych, w których stacjonowali żołnierze niepoczuwający się do związków z Polską, na wieść o końcu władzy cesarskiej i wojny po prostu zbierano się do domu. Przy okazji zabierano, co się dało, i pozostawiano resztę – broń, wyposażenie, konie – na pastwę losu. Część z koszar i magazynów udało się zabezpieczyć polskim żołnierzom lub zorganizowanej młodzieży, ale część rozkradła okoliczna ludność.

Większość personelu dawnej 10. Zapasowej Kompanii Lotniczej odjechała do domów – najpierw wozami konnymi na krakowski dworzec kolejowy, a stamtąd pociągami do swoich domów – jednak część żołnierzy zdecydowała się pozostać na miejscu i kontynuować służbę w lotnictwie. Byli to wykwalifikowani mechanicy oraz instruktorzy lotniczy, którzy nie byli wprawdzie Polakami, ale bardzo przydali się swojej nowej ojczyźnie i jej siłom powietrznym.

Rakowice – maszyna ze znakiem Z (fot. z archiwum Muzeum Lotnictwa Polskiego)

Eskadrylla Lotnicza, Stacja Lotnicza lub Oddział Lotniczy, bo tak nazywano wyzwolone lotnisko w Rakowicach, stało się – co z lubością przypominała międzywojenna krakowska prasa – „kolebką polskiego lotnictwa”. Potwierdzali to późniejsi historycy: „Rakowice stały się pierwszym polskim lotniskiem wojskowym, choć na froncie zachodnim trwała jeszcze wojna i nie istniało państwo polskie”pisał współczesny historyk lotnictwa Hubert Mordawski.

Tylko w Krakowie z lotniskiem poszło gładko

Taki sposób przejęcia aerodromu bez rozlewu krwi i z pełnym wyposażeniem miał miejsce tylko w Krakowie. We Lwowie austriacki dowódca tamtejszej kompanii lotniczej postanowił oddać lotnisko Ukraińcom i Polakom udało się je zdobyć dopiero po walce. W Przemyślu było na odwrót, więc lotnisko Hureczko trzeba było potem odbijać. Pola Mokotowskie w Warszawie zostały przejęte przez Polaków dopiero po groźbie użycia broni przeciwko stacjonującym tam oddziałom niemieckim. Poznańską Ławicę trzeba było zdobyć zbrojnie, a lotniska w Bydgoszczy, Toruniu i Grudziądzu Niemcy opuścili w 1920 roku, zabierając wszystko, co cenne i potrzebne, a zostawiając za to ukryte miny.

Z lotniska w podkrakowskich Rakowicach nie prowadzono akcji bojowych, jak to miało miejsce we Lwowie na lotnisku Lewandówka, które dzięki temu zapisało się w historii Polskich Skrzydeł. Jednak trudno wyobrazić sobie, jak potoczyłby się rozwój naszego lotnictwa, gdyby u zarania naszej niepodległości nie było bazy i zaplecza dla pierwszych samolotów, które nosiły barwy narodowe. Gdyby nie było do nich części zamiennych, warsztatów z wyposażeniem i wykwalifikowanej kadry, która umiała obsługiwać skomplikowane technicznie aparaty lotnicze. Gdyby nie prowadzono szkoleń nowych lotników.

Rakowice – Hangar Skrzydła Wielkiej Wojny w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie – komiksowe wyobrażenie zamalowywania krzyży (fot. Mateusz Drożdż)

Szkolnictwo pilotażu to kolejna wielka zasługa Romana Florera. Był on naprawdę zdolnym organizatorem – najpierw na lotnisku w Rakowicach gromadził przybywających z frontów Wielkiej Wojny polskich specjalistów lotniczych – personel naziemny i latający. Formowano z nich pierwsze polskie eskadry bojowe oraz ruchome parki lotnicze, które prowadziły obsługę samolotów bliżej linii frontu. W maju 1919 roku, korzystając ze zdobytego 31 października 1918 roku sprzętu lotniczego i dawnych instruktorów, Florer zorganizował I Niższą Szkołę Pilotów, która wyszkoliła nowych 82 pilotów, w tym przyszłego literata Janusza Meissnera oraz przyszłego dyrektora PLL LOT Wacława Makowskiego.

Pierwsza baza, pierwszy sprzęt w polskich barwach narodowych, pierwszy znak rozpoznawczy i pierwsza szkoła lotnicza dla nowych adeptów lotnictwa – to wszystko powstało wokół starego lotniska w Rakowicach, obecnie już integralnej części Krakowa. Później upamiętniło to Muzeum Lotnictwa Polskiego, choć nie jest to powszechnie znane.

Bibliografia

  • Adam Chmiel, Oswobodzenie Krakowa 31 października 1918 roku, Związek Uczestników Oswobodzenia Krakowa, Kraków 1929.
  • Mateusz Drożdż, Przewrót w Rakowicach, Miesięcznik społeczno-kulturalny „Kraków”, nr 11 (109), listopad 2013.
  • Tenże, Szachownica z pawim piórem. Trzy tuziny lotniczych opowieści o ludziach i wydarzeniach związanych z Krakowem, Muzeum Lotnictwa Polskiego, Kraków 2013.
  • Tenże, Tu rodziła się Niepodległość, [rozmowa] z dr. inż. Krzysztofem Wielgusem o zapomnianych wydarzeniach w Rakowicach 31 października 1918 roku, „Biuletyn Rady Dzielnicy III Miasta Krakowa”, nr 4/2008, październik 2008.
  • Remigiusz Kasprzycki, Rakowice-Czyżyny w latach 1921–1955. Krakowskie lotnisko w służbie wojskowej i cywilnej, Księgarnia Akademicka, Kraków 2010.
  • Tadeusz Królikiewicz, Polski samolot i barwa, Wyd. MON, Warszawa 1990.
  • Hubert Mordawski, Polskie lotnictwo wojskowe 1918–1920. Narodziny i walka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009.
  • Janusz Tadeusz Nowak, Wieża Wolności 1918. W 90. rocznicę wyzwolenia Krakowa, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Kraków 2008.
  • Andrzej Olejko, Karpacka wojna trzech cesarzy. Z działań wojenny I wojny światowej na ladzie i w powietrzu, Wydawnictwo Carpathia, Rzeszów [2013].
  • Jerzy Pawlak, Polskie eskadry w latach 1918–1939, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa 1989.
  • Krzysztof Wielgus, Rakowice-Czyżyny lotnisko Krakowa. Od „Ogrodu dla Lotników” do lotniczego parku kulturowego, Muzeum Lotnictwa Polskiego, Kraków 2002.
  • Tenże, Rakowice – lotnisko Twierdzy, Atlas Twierdzy Kraków, seria 2, t. 5, Wyd. Zebra, Kraków 1996.
  • Andrzej Zaręba, Orły Habsburgów. Mały przewodnik po cesarskim i królewskim lotnictwie Austro-Węgier, Biuro Usług Komputerowych Stanisław Smaga, Dębica 2004.
Mateusz Drożdż
Mateusz Drożdż – ekonomista z wykształcenia, urzędnik samorządowy z zawodu, radny jednej z krakowskich dzielnic. Autor dwóch książek, współautor czterech innych, a także sześciu artykułów naukowych oraz kilkuset publikacji prasowych o tematyce historycznej. Współpracował m.in. z „Gazetą Krakowską”, „Dziennikiem Polskim”, miesięcznikiem społeczno-kulturalnym „Kraków”, miesięcznikiem „Nasza Historia” oraz z portalem „Ciekawostki Historyczne”. W opisywane przez siebie podróże w czasie najchętniej udaje się w burzliwe dzieje XX wieku, towarzysząc lotnikom, a także przyglądając się życiu Krakowa i jego mieszkańców w trakcie różnych stuleci.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

16 + dwa =