Poznań jest siedzibą wielu interesujących placówek kulturalnych. Trudno jednak o bardziej unikalną instytucję niż MBP – muzeum całkowicie poświęcone broni pancernej. Co znajdziemy w jego pawilonach?

Czołgi to dość kłopotliwe eksponaty, zarówno w konserwacji, jak i odbiorze. Nie są tak pięknie inkrustowane, jak biżuteria, nie zachwycają też kolorami jak choćby arrasy czy obrazy mistrzów. Mimo tej funkcjonalnej brzydoty wymagają jednak wielu nakładów finansowych i prac remontowo-pielęgnacyjnych, by prezentowały się w stanie zbliżonym do fabrycznego. Wszystko to sprawia, że muzea tego typu należą do rzadkości.

Smutna rzeczywistość broni pancernej w polskich muzeach – wnętrze wraku działa samobieżnego Jagdpanzer 38 (t) ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego. Widać nie tylko niezwykle zaawansowany system podtrzymywania stropu, ale i małe drzewko – być może w przyszłości stanie się trwalszym systemem zapewniania zwartości strukturalnej wraku; 2021 r. (wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez Autora)

Skąd wzięło się to muzeum?

Historia narodzin MBP jest dosyć krótka – pierwsi goście zawitali na jego teren w październiku 2019 roku i od tej pory placówka ta funkcjonuje bez większych zakłóceń. Opowieść o pochodzeniu muzealnych zbiorów jest jednak o wiele dłuższa.

Wszystko zaczęło się w latach 1963–1964, kiedy to na terenie Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych im. S. Czarnieckiego wzniesiono halę mającą pomieścić zbiór pojazdów pancernych służących przede wszystkim jako pomoce szkoleniowe. Na szczęście kolekcja ta pełniła również rolę niewielkiego muzeum prezentującego historię broni pancernej, ze szczególnym uwzględnieniem tej używanej przez jednostki Wojska Polskiego utworzone na Wschodzie. Znajdowały się tam również późniejsze konstrukcje – przede wszystkim sowieckiej proweniencji – wykorzystywane przez WP.

Wnętrze Izby Tradycji CSWL w 2013 r.

Zbiór przetrwał szczęśliwie różne dziejowe zawieruchy i zmiany organizacyjne, stając się z czasem Izbą Tradycji Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. W miarę upływu lat dało się jednak zauważyć, że dotychczasowy model wykorzystywania tej kolekcji nie spełnia już swojej funkcji. Z racji wieku eksponatów były one coraz mniej pożyteczne dla wojska, hala robiła się coraz ciaśniejsza, a cywile zainteresowani zwiedzaniem tej coraz bardziej zabytkowej kolekcji musieli się niestety liczyć z pewnymi ograniczeniami, związanymi z wchodzeniem na teren jednostki wojskowej.

Co ciekawe, wspomniane problemy opisano już w 1982 roku na łamach czasopisma „Spotkania z Zabytkami”. Cytując: „Wydaje się, że największą bolączką Muzeum jest brak konkretnego statusu i położenie na terenie zamkniętym. Nie jest to placówka muzealna w ścisłym znaczeniu tego pojęcia […]. W gruncie rzeczy oparta jest na samozaparciu, a nawet poświęceniu stosunkowo nielicznej grupy ludzi […]”. Taki stan rzeczy utrzymywał się nieznośnie długo. Na szczęście, na początku XXI wieku doszło do wydarzenia, które zmieniło los cennej kolekcji raz na zawsze.

Jak widać, Izba Tradycji miała niewielkie problemy z brakiem miejsca. Widoczny na zdjęciu Sherman przebywa obecnie w Muzeum II Wojny Światowej (fot. z 2013 r.)

Sława…i jej cena

W 2006 roku z rzeki Rgilewka wydobyto tzw. basztę niemieckiego działa samobieżnego StuG IV, a w 2008 roku dołączyło do niego podwozie. Po wyczerpującym remoncie przeprowadzonym przez grupę specjalistów, którzy stali się wkrótce znani jako „pancerni magicy”, działo samobieżne zostało ponownie złożone oraz – co zadziwiające, biorąc pod uwagę jego wiek i stan – uruchomione.

Uratowanie i renowacja wspomnianego pojazdu, niezwykle rzadko spotykanego w muzeach, przyczyniło się do rozsławienia poznańskiej kolekcji na cały świat. Zainteresowanie mediów przyniosło jednak ze sobą pewne konsekwencje. Izba zyskała na popularności i liczbie gości odwiedzających ją przy każdej nadarzającej się okazji, co było kłopotliwym problemem dla jednostki wojskowej, na której terenie mieścił się hangar z zabytkowymi wozami. Samo pomieszczenie dawno przestało już mieścić wszystkie pojazdy, a eksponatów cały czas przybywało. Dało się również odczuć brak infrastruktury obecnej przy każdym pełnokrwistym muzeum, łącznie z tak prozaiczną rzeczą, jak dostęp do sanitariatów.

Napis witający zwiedzających na terenie kompleksu Muzeum Broni Pancernej

Mimo widocznej dla wszystkich konieczności wprowadzenia zmian upłynęły lata, zanim podjęto wiążące decyzje, skutkujące zmianami w prawnym umocowaniu kolekcji, jak i jej lokalizacji. Opisywanie całego procesu dalece wychodzi poza ramy niniejszego materiału, przejdźmy więc do jego finału.

W marcu 2015 Izba Tradycji stała się oddziałem warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego jako Muzeum Broni Pancernej. Niebawem rozpoczęto przygotowania do przebudowy i adaptacji części zabudowań opuszczonych przez wojsko w innym miejscu Poznania, przy ulicy Lotniczej w pobliżu lotniska Ławica. Tam MBP w końcu mogło rozwinąć skrzydła, przeniósłszy się z jednego budynku o powierzchni 700 m2 do czterech garażów mających łącznie prawie 2800 m2 do wykorzystania.

Ostatecznie, otwarcie nowej placówki nastąpiło 4 października 2019 roku.

Początek wystawy w pawilonie A

Spacerkiem po ekspozycji

Zbiory MBP były już niejednokrotnie opisywane i fotografowane, pozwolę więc zwolnić się z obowiązku pokazywania i opisywania wszystkiego, a postaram się skupić na najważniejszych punktach, wybranych, oczywiście, z czysto subiektywnego punktu widzenia.

Patrząc na sposób zaaranżowania ekspozycji we wszystkich czterech halach wystawienniczych, można odnieść wrażenie, że urządzono je z myślą o osobach, które odwiedzały wcześniejszą Izbę, by poczuły się jak najbardziej komfortowo. Eksponaty są w większości poustawiane tak, jak w tamtej hali, czyli… jak w garażu. Owszem, włożono tu pewien wysiłek w urozmaicenie ekspozycji, niektóre rozwiązania są nawet ciekawe, niemniej ogólne wrażenie jest dojmujące i narzucające się chyba każdemu mogącemu dokonać odpowiedniego porównania. Ot, sale z pojazdami, stojącymi często obok siebie. Czy to źle? Niekoniecznie, niemniej można było mieć nadzieję na coś innego, lepszego. Wzorców przecież nie brakuje.

Taki, a nie inny sposób rozstawienia większości ciężkich pojazdów znakomicie utrudnia ich obejrzenie ze wszystkich stron, nie mówiąc o wykonaniu np. dokumentacji fotograficznej w celu sporządzenia modelu przedstawiającego tę konkretną maszynę. Wozy stoją obok siebie lub też przy ścianie. Swoistą zbrodnią na eksponacie jest ustawienie wspomnianego już Sturmgeschütz IV… w kącie sali. Tej klasy zabytek zasługuje na wyeksponowanie na środku garażu, na osobnej wysepce czy też podwyższeniu. Tu, niestety, ten unikalny wóz po prostu zaparkowano – i tyle.

Gwiazda kolekcji – StuG IV – wciśnięta w róg sali

Równie bezrefleksyjnie potraktowano inny pojazd, działo samobieżne Su-76M z unikalnym napisem „Zemsta za Katyń” ledwo widocznym na jarzmie działa. Historia tego napisu, jego odkrycia i powiązania z konkretną jednostką, należy do najbardziej fascynujących i wciągających opowieści, jakie dotyczą pojazdów pancernych obecnych w polskich muzeach. Niestety, ten konkretny wóz postawiono przy ścianie w taki sposób, by najważniejszy – historycznie – jego element był niewidoczny dla zwiedzających. Mówiąc zupełnie szczerze, kompletnie nie rozumiem przyczyn takiego postępowania, skutkującego zmarnowaniem naprawdę dobrej okazji do opowiedzenia interesującej historii oraz promocji samego Muzeum.

Su-76M – lekko zastawiony przez armatę przeciwpancerną

Wybierając się do Muzeum, warto mieć na uwadze, że na ekspozycji znajdują się zarówno eksponaty znajdujące się na stanie MBP, jak i będące własnością prywatnych kolekcjonerów. I jedne, i drugie opuszczają czasem teren placówki, by uczestniczyć w różnego rodzaju świętach czy obchodach. Jeśli macie zamiar przyjechać do MBP w celu obejrzenia jakiegoś konkretnego pojazdu, szczególnie leżącego w centrum Waszych zainteresowań, warto upewnić się (choćby telefonicznie) czy będzie danego dnia na ekspozycji.

„Centaur” i „Jackson” stojące blisko siebie. Bardzo blisko siebie

Kolejną kwestią zasługującą na poruszenie jest niewystarczające, w moim odczuciu, oświetlenie sal wystawowych. Owszem, zwiedzający nie wpadną na ten czy inny czołg, niemniej można zapomnieć o wykonaniu przyzwoitych zdjęć wielu eksponatów bez użycia lampy błyskowej, czego rzecz jasna robić nie wypada, a zwiedzający może po pewnym czasie czuć pewne zmęczenie oczu. Brak mi niestety wiedzy, by wyjaśnić, dlaczego zdecydowano się na takie, a nie inne rozwiązania zarówno w kwestii oświetlenia, jak i rozmieszczenia pojazdów wewnątrz muzealnych sal.

Niektóre eksponaty są ustawione stanowczo zbyt blisko siebie
Ponownie – brak przestrzeni uniemożliwia swobodne podziwianie wozów
ISU-122 i piękny przykład kłopotów z oświetleniem

Jasne punkty

Największym atutem MBP jest, oczywiście, zgromadzona tam kolekcja broni pancernej, wzbogacona o różnego rodzaju pojazdy terenowe, opancerzone limuzyny, a nawet wagon szturmowy pociągu pancernego, wkomponowany (wraz z lokomotywą) w swoistą dioramę znajdującą się na placu koło garaży. Rdzeniem zbiorów są rzecz jasna pojazdy z dawnej Izby Tradycji, niemniej przez lata udało się wprowadzić do niej kilka interesujących dodatków, przede wszystkim pod postacią pojazdów zagranicznych. To nadal nie jest przekrojowe i wszechstronne muzeum pancerne, niemniej – biorąc pod uwagę to, co możemy zobaczyć w Polsce – MBP jest w ścisłej krajowej czołówce, jeśli nie na pierwszym miejscu.

Ładnie podświetlone wnętrze Su-85M
Światło potrafi czynić cuda
PT-76 – jeden z niewielu dobrze oświetlonych eksponatów

Warto także podkreślić, że wszystkie eksponaty umiejscowione w pawilonach A, B, C i D są bardzo ładnie odrestaurowane i zachowane. Co więcej, w części z nich podświetlono wnętrza, by zwiedzający mógł rzucić okiem do środka danego wozu. Jest to bardzo ważne, jako że filmowcy często sztucznie powiększają przedziały bojowe czołgów czy dział samobieżnych, tworząc złudzenie przestronności pojazdów pancernych.

Znany i wielokrotnie fotografowany pocięty T-34 wykorzystywany przy produkcji serialu „Czterej pancerni i pies”

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest wykorzystanie jednego z T-34 jako elementu przedstawienia multimedialnego. Kadłub czołgu jest tu ekranem, na którym wyświetla się np. sylwetki czołgistów, pokazując rozmieszczenie załogi, położenie różnych detali wewnętrznych, a nawet różne kamuflaże spotykane na tego typu pojeździe. Takie rozwiązanie, połączone z wykładem wyświetlanym zaraz obok pojazdu, pozwala na przekazanie dużej dawki wiedzy w krótkim czasie i w atrakcyjnej formie.

Miłym urozmaiceniem jest również stanowisko multimedialne urządzone w pustym przedziale silnikowym innego T-34, pozwalające na przeniesienie się na chwilę do wirtualnego czołgu i stoczenie walki z cyfrowymi przeciwnikami.

Trzeba uczciwie przyznać, że niektóre maszyny są całkiem przyzwoicie wyeksponowane. Niestety, jest ich zdecydowanie za mało

Podsumowanie

Mimo pewnych mankamentów związanych z aranżacją ekspozycji MBP jest wartościowym muzeum i wprost obowiązkowym punktem na mapie polskich placówek zajmujących się historią wojskowości. Pozwolę też sobie wyrazić nadzieję, że te czy inne usterki zostaną z czasem usunięte. Może kiedyś doczekamy się nawet budowy dedykowanego budynku muzealnego, tak by MBP w końcu wyszło z garażowego etapu swojego funkcjonowania.

Widok na pawilon D, najbardziej przestronny ze wszystkich
Fragment ekspozycji zewnętrznej, mieszczącej się w zadaszonej przestrzeni między garażami. Na zdjęciu czołg Centurion Mk.5

Bibliografia

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!