Wielkiej Wojna przyniosła kulminację trwającego cały XIX wiek zjawiska upamiętniania poległych żołnierzy. Liczył się już nie tylko dowódca, a szeregowy wojak przestawał być anonimowy. Za ogromnym wysiłkiem wojennym poszły równie wielkie starania zmierzające do uczczenia tych, którzy zginęli w walce.

Konflikt na nieznaną dotychczas skalę, jakim była I wojna światowa, pociągnął za sobą ogromną liczbę ofiar. Był to ważny problem społeczny, w szeregi wojska powoływano bowiem młodych mężczyzn, obywateli posiadających prawa wyborcze, na których czekali ich bliscy. Nie mogąc sprostać wymaganiom rodzin, które pragnęły, by każdy poległy spoczął w rodzinnych stronach, należało znaleźć inne sposoby na odpowiednie docenianie nie tylko żołnierzy, ale też ich bliskich. Jednym z nich była organizacja kwater i cmentarzy wojennych.

Zaczęło się od rewolucji francuskiej

Pomnik nachodzki na pl. Wilhelmowskim (dzisiaj pl. Wolności) przed Teatrem Miejskim (Arkadią) w Poznaniu, pocztówka (il. z kolekcji Romana Trojanowicza, Cyryl.poznan.pl, sygn. CYRYL_13_0_9_1_0300)

Do czasów rewolucji francuskiej za godnych upamiętnienia uznawano jedynie władców, wodzów, przedstawicieli elit. Jednak wraz z końcem XVIII wieku rozpoczął się proces demokratyzacji rytuałów związanych z żałobą i upamiętnieniem tych, którzy stracili życie w wyniku walk. Świadectwem zmian w sposobie myślenia były dwa – ostatecznie niezrealizowane – francuskie projekty. Pierwszy z nich przewidywał stworzenie cmentarza ze zlokalizowaną centralnie piramidą, w której zamierzano umieścić zarówno prochy wybitnych rewolucjonistów, jak i zwykłych żołnierzy. Drugi, wg pomysłu Napoleona, przewidywał zamienienie jednego z paryskich kościołów w pomnik wojenny, w którym utrwalone miały zostać nazwiska żołnierzy Wielkiej Armii.

W XIX wieku zmienił się charakter armii, tworzonych teraz przez żołnierzy pochodzących z poboru powszechnego, których łączyły ze społeczeństwem znacznie trwalsze więzi niż wcześniej. Byli to obywatele, którzy wybierali swoich przedstawicieli do parlamentów i których służba trwała kilka, a nie jak dawniej kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Utrzymanie kontaktów umożliwiał rozwój mediów i komunikacji. A pozostali w domu bliscy oczekiwali informacji o losie żołnierza lub – w przypadku jego śmierci – o miejscu pochówku.

Wystawiane ku ich czci pomniki zaczęły pojawiać się od drugiej połowy XIX wieku w garnizonach, kościołach, centrach miast i wsi, oddziałując na mieszkańców. W Poznaniu pierwszym takim pomnikiem był Lew z Nachodu wystawiony na pl. Wilhelmowskim (dziś pl. Wolności) dla upamiętnienia żołnierzy V Korpusu Armijnego poległych w wojnie prusko-austriackiej 1866 roku.

W tym okresie również zaczęły powstawać pierwsze cmentarze wojenne, na których w indywidualnych grobach chowano poległych bez względu na ich stopnie wojskowe i majętność. Początkowo dotyczyło to jedynie zmarłych z ran i chorób, a zabitych grzebano nadal na polach bitew w zbiorowych mogiłach. Pierwsza tego rodzaju nekropolia powstała w Stanach Zjednoczonych podczas wojny secesyjnej. Akt Kongresu z 17 lipca 1862 roku zapewniał każdemu poległemu żołnierzowi Unii prawo do imiennego nagrobka na cmentarzu wojennym.

Dwa lata później prawo do imiennego grobu potwierdziła I Konwencja Genewska. Jeżeli tożsamość poległego nie była już możliwa do ustalenia, należało przynajmniej określić jego przynależność pułkową lub państwową.

W każdym czasie, a zwłaszcza po bitwie, strony w konflikcie przedsięwezmą niezwłocznie wszelkie możliwe środki w celu […] wyszukania poległych i niedopuszczenia do ich ograbienia […] Strony w konflikcie powinny możliwie najprędzej zarejestrować wszystkie dane mogące pomóc do ustalenia tożsamości rannych, chorych i zmarłych strony przeciwnej, którzy znaleźli się w ich władzy […] Strony w konflikcie ponadto czuwać będą nad tym, aby zmarli byli grzebani z czcią i w miarę możności, zgodnie z obrządkami religii, którą wyznawali, aby ich groby były szanowane, zgrupowane, o ile możności podług narodowości zmarłych, należycie utrzymane i tak oznaczone, aby mogły być zawsze odszukane.

Pocztówka ze zbiorów prywatnych autorki

Na polach bitewnych Wielkiej Wojny

I tę zasadę godnego pochówku starano się realizować od momentu wybuchu Wielkiej Wojny zarówno w głębi własnego kraju, jak i na frontach. Gdy sprzyjały temu okoliczności, organizowano zmarłym i poległym pogrzeby. Cmentarze tworzono w okolicach pól bitewnych, co eliminowało konieczność transportu zwłok, oraz przy lazaretach, nie zważając przy tym na warunki sanitarne. Płytkie groby sąsiadowały z ujęciami wody pitnej i domostwami okolicznej ludności. Żołnierzy chowano ponadto na lokalnych cmentarzach, na których wydzielano osobne kwatery. Na jedną z nich, powstałą na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie, odprowadzono szczątki 32-letniego Zdzisława Rzepeckiego, właściciela firmy księgarsko-wydawniczej z Poznania, zmarłego w maju 1915 roku w szpitalu wojskowym ulokowanym w „Domu księcia” – największym tuż przed wojną budynku mieszkalnym w mieście.

Z żałobnej karty Śp. Marcina Biedermanna, „Praca. Tygodnik Polityczny i Literacki, Ilustrowany”, 1915, nr 29, s. 680

Obowiązek pochówku często brali na siebie towarzysze poległych żołnierzy, tak jak to miało miejsce w przypadku Marcina Biedermanna, właściciela firmy Drwęski i Langner, założyciela poznańskiego tygodnika „Praca”, którego pogrzebem „zajęli się rodacy”. Pochówek odbył się we Francji w święto Piotra i Pawła.

Niejednokrotnie wojskowym pogrzebom nadawano uroczystą oprawę. Przebywający we Francji lekarz Aleksander Majkowski był świadkiem takiego wydarzenia:

Następny dzień 11.6.[1918]: pogrzeb z muzyką piechoty. Pastor miał mowę. Cmentarz przy Agny Abbaye. Francuscy Senegalczycy tam już także leżeli, widocznie mahometanie podług tablic – na grobowcach. […] Na pogrzeb przybył komendant batalionu […] Dwa wozy szły w pogrzebie w zieleń dębową uwieńczone. Dwa ciężkie konie od armat wiozły. […] Szła droga przez fermę Abbaye wśród drzew liściastych. Wrażenie ponure. 6-ta bateria [poniosła] dotychczas największe straty z wszystkich.

Grzebanie zmarłych i poległych to nie tylko wypełnienie obowiązku wobec tych, którzy odeszli. Ważny był także aspekt praktyczny. Martwy żołnierz przyciągał szczury, którym ciała zabitych bynajmniej nie wystarczały. Następnym ich łupem padała żywność żyjących. Poza tym zalegające w okopach szczątki utrudniały komunikację. Józef Iwicki opisał, jak z ostrzelanych przez nieprzyjacielską artylerię okopów:

wyciągano [ciała – A.K.] […] z niskich i ciemnych jak trumny schronów, które dla nich grobami się stały. Zajrzałem do jednej z tych jam podziemnych, w której środku granat eksplodował, zabijając czterech śpiących tam żołnierzy. Trupów wyciągnięto, pozostały tylko kałuże i zapach świeżej krwi. […] Po krótkim czasie zabrano się do oczyszczania i odrestaurowywania jamy, żeby już przyszłej nocy mogła nowym żołnierzom za nocleg służyć!

Cmentarz wojenny Powązki, groby niemieckich żołnierzy Warszawa („Das General Gouvernement Warschau. Eine Bilderreihe aus der Zeit des Weltkrieg”, Oldenburg 1918)

Wielkie przedsięwzięcie

Powstające w okolicy pól bitewnych mogiły to rozwiązanie, jak zakładano, jedynie tymczasowe. Planowano w bardziej sprzyjającym czasie podjąć prace, „by ku chwale poległych bohaterów państw centralnych urządzić honorowe cmentarze oraz godnie pochować rosyjskie ofiary wojny”. Władze niemieckie i austro-węgierskie przystąpiły do odpowiednich działań po przejściu frontu, angażując do tego najlepszych architektów i rzeźbiarzy, jak również liczną tanią siłę roboczą w postaci jeńców wojennych oraz żołnierzy własnych armii.

Intensywne prace trwały zwłaszcza w Galicji Zachodniej. By móc je przeprowadzić, przy C.K. Ministerstwie Wojny utworzono IX Wydział Grobów, a cały obszar podzielono na dziesięć okręgów – Inspekcji Grobów Żołnierskich. Instytucjom tym towarzyszyły ich niemieckie odpowiedniki, powstające na podstawie porozumień zawartych pomiędzy obu krajami. „Zanim rozpoczęto realizację obiektów, należało wyekspediować całe pociągi towarowe pełne żelaza, drewna, cementu itp., podstawić tysiące podwód na przeważnie bardzo odległych stacjach kolejowych, założyć duże magazyny zbiorcze”.

Niemiecki cmentarz wojenny pod Jednorożcem („Das General Gouvernement Warschau. Eine Bilderreihe aus der Zeit des Weltkrieg”, Oldenburg 1918)

Wkrótce przystąpiono do ekshumacji poległych, jednocześnie podejmując próbę ich identyfikacji, następnie zabrano się do prac projektowych, a w końcu do urządzenia 400 nekropolii wpisanych w okoliczny krajobraz, z małą architekturą, na których znajdowały się jednakowe, skromne w swoim wystroju groby żołnierzy. Wśród pochowanych tam znaleźli się także poznaniacy, którzy spoczęli z dala od domu i bliskich.

Porządkowanie pobojowisk po bitwie pod Gorlicami – spisywanie grobów poległych (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/1/36/2)

W kraju

To, co działo się na frontach w zakresie upamiętniania poległych, nie pozostawało bez związku z tym, jakie kroki podejmowano w kraju, i to na najwyższych szczeblach władzy.

Przykładano wielką wagę do poziomu artystycznego projektów tablic pamiątkowych, nagrobków, krzyży oraz całych cmentarzy, a także do materiałów, które miały być użyte do ich realizacji. Prowadzono konsultacje, wymieniano się doświadczeniami, a wreszcie publikowano rezultaty tych działań. Organizowano spotkania, w których udział brali ministrowie, przedstawiciele władz lokalnych, kościoła i wojska.

W końcu do życia powołano Państwowy Organ Doradczy ds. Uczczenia Wojaków przy Ministerstwie ds. Wyznań i Oświaty. Po nim powstawać zaczęły podobne organy dla poszczególnych okręgów i prowincji. Miały one bezpłatnie służyć radą osobom prywatnym, towarzystwom i instytucjom chcącym w godny sposób uczcić żołnierzy.

Na czele regionalnego Organu Doradczego, który powstał pod koniec 1916 roku, stanął nadprezydent Hans von Eisenhart-Rothe. W jego skład weszli także dyrektor Muzeum Prowincjonalnego, dyrektorzy szkół budowlanych i rzemiosła artystycznego w Poznaniu i Bydgoszczy, dyrektor miejskich ogrodów oraz reprezentanci wojska i obu kościołów – ewangelickiego i katolickiego. Informacje o powołaniu do życia tej instytucji pojawiły się w lokalnej prasie, m.in. w Kościelnym Dzienniku Urzędowym:

Ministeryum Oświaty w porozumieniu z Ministeryum Spraw Wewnętrznych założyło główne biuro, obradujące nad uczczeniem pamięci poległych żołnierzy; w tym samym celu powołał pan Naczelny Prezes takież biuro prowincyonalne do życia. Na główne posiedzenie zaprasza biuro prowincyonalne także przedstawicieli Konsystorzów Arcybiskupich. Biuro porady dostarcza na życzenie wyjaśnień i wskazówek, w jaki sposób, w poszczególnych wypadkach i miejscowościach, na cmentarz itp., uczcić należy pamięć poległych żołnierzy, i to za pomocą pomników, płyt grobowych, tablic pamiątkowych itd., oraz udziela rad celem wykonania powyższych robót, przedkładając rysunki, wskazując stosowne wzory i wymieniając zdatnych wykonawców.

Cmentarz wojenny pod Gorlicami („Pamiątkowy kalendarz Nowości Illustrowanych na 1916 rok. Wielka Wojna 1914–1915”, Kraków 1915, s. 56)

Z powrotem w domu

Publikacja pt. „Miejsca pochówków wojaków. Przyczynki do pytania: Jak powinniśmy miejsca pochówków naszych wojaków godnie utrzymać”. Zeszyt drugi poświęcony został roślinności, jaką powinno się obsadzać groby żołnierzy

Nie wszyscy doceniali starania władz dotyczące grzebania żołnierzy na wojskowych cmentarzach. Liczne notatki w prasie informujące o możliwości sprowadzenia zwłok do kraju lub o jej braku, pokazują, że bliscy szukali sposobów na to, by ich krewni spoczęli w rodzinnych grobach. Wojskowa nekropolia, do tego oddalona od domu, nie zapewniała miejsca na prywatną żałobę, ale podporządkowywała ją patriotycznej idei upamiętnienia poległych za cesarza i ojczyznę.

Do Poznania udało się sprowadzić szczątki co najmniej kilkunastu żołnierzy i to zarówno z okolicznych lazaretów, jak i z dalszych stron. Grzebano ich następnie na lokalnych cmentarzach. Sprowadzonym zwłokom w ich ostatniej drodze towarzyszyło wiele osób. W zorganizowanym na cmentarzu parafialnym Matki Boskiej Bolesnej pogrzebie 31-letniego Józefa Schneidera z Minikowa, którego szczątki sprowadzono z Metzu, brały udział „tysiące publiczności, oddając przez to cześć i uznanie przedwcześnie zmarłemu gospodarzowi”.

Wielu mieszkańców Poznania towarzyszyło także dr. Kazimierzowi Jarnatowskiemu, okuliście pełniącemu służbę lekarza sztabowego. Pogrzeb odbył się „z honorami wojskowemi”. Zebrani mogli dwukrotnie wysłuchać marszu Chopina, który wykonała wojskowa orkiestra.

Uroczysta oprawa towarzyszyła pogrzebom organizowanym na Cmentarzu Honorowym otwartym na stokach Fortu Winiary pod koniec 1915 roku na terenie wydzielonym z cmentarza garnizonowego. Punktem centralnym nekropolii, przeznaczonej dla żołnierzy i urzędników poznańskiego garnizonu oraz żołnierzy zmarłych w lazaretach, był sześciometrowej wysokości obelisk wzniesiony na tarasie.

Niestety, harmonię tworzoną przez szeregi mogił z żeliwnymi krzyżami porośniętymi bluszczem zaburzały obiekty wystawiane przez najbliższych: „liczne obeliski, przystawki podobne do klęczników, zdjęcia zmarłych [które] pojawiły się na mogiłach po utworzeniu cmentarza. Jaskrawe pomniki, brzozowe krzyże, fragmenty śmigieł natrętnie przecinają soczystą zieleń całego wzniesienia”.

Cmentarz Honorowy w Poznaniu. Obelisk z ławką. W tle nowa część cmentarza („Aus dem Ostlande”, nr 12, 1918)

W ostatnim roku wojny cmentarz rozbudowano. Na nowych mogiłach znalazły się dębowe krzyże, a pomiędzy obiema częściami stanął żywopłot z buczyny wraz z trzema drewnianymi bramami. W poznańskiej ziemi spoczęło ponad 1200 żołnierzy – zarówno armii sojuszniczych, jak i nieprzyjacielskich. Jednym z kilku poznaniaków, którego szczątki tam złożono, był Max Kollat, redaktor, prawnik, który po dwóch latach pobytu na froncie powrócił do ojczyzny, gdzie wkrótce zmarł z powodu choroby. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyła liczna grupa żałobników, w tym Superintendent Dehmel z kościoła św. Krzyża, siedem lat wcześniej który udzielał zmarłemu ślubu. Trumna pokryta kwiatami i wieńcami została przeniesiona z wojskowymi honorami z kaplicy cmentarnej na miejsce spoczynku.

***

Upamiętnienie żołnierzy było kwestią ważną tak dla osób prywatnych, jak i szeregu instytucji, aż po najważniejsze organy państwowe, które starały się wychodzić naprzeciw potrzebom obywateli. Najważniejszą formą tej działalności, najbardziej widowiskową, były cmentarze wojenne, które licznie powstawały już w trakcie trwania działań wojennych. Nie były jednak jedynym przejawem pamięci, jaką otaczano żołnierzy, ofiary Wielkiej Wojny.

Bibliografia

Listy i wspomnienia

  • Józef Iwicki, Z myślą o Niepodległej. Listy Polaka żołnierza armii niemieckiej z okopów I wojny światowej 1914–1918, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1978.
  • Aleksander Majkowski, Pamiętnik z wojny europejskiej roku 1914, z rękopisu odczytał i opracował, wstępem i przypisami opatrzył Tadeusz Linkner, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej–Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej „Bernardinum”, Wejherowo–Pelplin 2000.

Prasa

  • „Aus dem Ostlande”, r. 1918.
  • „Kościelny Dziennik Urzędowy”, r. 1917.
  • „Kurier Poznański”, r. 1915, 1917.
  • „Posener Tageblatt”, r. 1918.
  • „Postęp”, r. 1915.
  • „Praca. Tygodnik polityczny i literacki, ilustrowany”, r. 1915.

Literatura przedmiotu

  • Jerzy J.P. Drogomir, Budowa cmentarzy wojskowych na terenie Galicji Zachodniej, [w:] Cmentarze wojskowe z I wojny światowej z Galicji Zachodniej. Historia – dzień teraźniejszy. Konferencja Międzynarodowa 26–29 września 2002 r. – Tarnów, red. Ryszard Żądło, Monika Marsy, Starostwo Powiatowe–„S-CAN” Wydawnictwo, Tarnów 2002.
  • Tenże, Polegli w Galicji Zachodniej 1914–1915 (1918). Wykazy poległych i zmarłych pochowanych na 400 cmentarzach wojskowych w Galicji Zachodniej, t. 1, Muzeum Okręgowe, Tarnów 1999.
  • Wiktor Knercer, Cmentarze Wojenne z okresu I wojny światowej w województwie olsztyńskim, Ośrodek Ochrony Zabytkowego Krajobrazu, Warszawa 1995.
  • Wiesław Olszewski, Garnison Ehrenfriedhof 1914–1918 w Poznaniu, Art Media Studio, Poznań 2008.
  • Jerzy Pałosz, Śmiercią złączeni. O cmentarzach z I wojny światowej na terenach Królestwa Polskiego administrowanych przez Austro-Węgier, Wyd. Libron, Kraków 2012.
  • Jan Schubert, Inspekcja grobów żołnierskich w Przemyślu. Powstanie i działalność w Galicji Środkowej 1915–1918, na zlec. Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego–Krakowskie Towarzystwo Edukacyjne, Kraków 2012.
  • Zachodniogalicyjskie groby bohaterów z lat wojny światowej 1914–1915, przekład filologiczny Henryk Sznytka, opracowanie, wstęp i przypisy Jerzy Drogomir, Tarnów, Muzeum Okręgowe w Tarnowie 1996.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!