Gdy zginął hetman Żółkiewski, a Osman II zagroził Zygmuntowi III podbojem aż po Bałtyk, nad Rzeczpospolitą zawisło potężne niebezpieczeństwo. Wkrótce w bitwie pod Chocimiem starło się 220 tys. ludzi z terenów od Smoleńska i Gdańska aż po Syrię. Jak udało się obronić przed turecką nawałą?

Od końca drugiej dekady XVII wieku w relacjach między Rzeczpospolitą a Turcją narastało stopniowo napięcie. Jednym z najważniejszych powodów były interwencje przedstawicieli koronnych rodów Potockich i Koreckich w wewnętrzne sprawy Mołdawii, motywowane chęcią osadzenia na tamtejszym tronie hospodara z nadania polskiego, co nie tylko zaspokajało prywatne ambicje magnatów, ale zapewniało też Rzeczpospolitej potrzebną strefę buforową na granicy południowo-wschodniej.

Objęcie tronu w Stambule w 1618 roku przez nowego, energicznego sułtana Osmana II zbiegło się w czasie z kilkoma istotnymi wydarzeniami. W pierwszej kolejności należy tutaj wskazać na defenestrację praską, która dała początek wojnie trzydziestoletniej. Rzeczpospolita, znajdująca się w obozie habsburskim, wsparła cesarza przeciwko stanom czeskim i wystąpieniu węgierskiemu, wysyłając do Siedmiogrodu Lisowczyków, co odebrano nad Bosforem bardzo negatywnie. Naruszało to warunki porozumienia polsko-tureckiego z maja 1619 roku. W Turcji zaczęto na poważnie rozważać scenariusz wojenny, co odczuł Hieronim Otwinowski – wrogo przyjęty w Stambule polski poseł przybyły tam w kwietniu 1620 roku.

Angielska mapa Imperium Osmańskiego autorstwa Johna Speeda, 1626 r.

Cieniem na wzajemnych relacjach kładły się również wyprawy czarnomorskie Kozaków, choć dla Stambułu akurat w tym czasie był to bardziej wygodny pretekst aniżeli najważniejszy powód wszczynania konfliktu zbrojnego. Sułtan brał również pod uwagę aktualne stosunki państwa polsko-litewskiego ze Szwecją i przede wszystkim Moskwą. W Stambule uważano, że choć rozejm w Dywilinie z Rosją był korzystny dla Rzeczypospolitej, to wojna na wschodzie ją mocno osłabiła – rachuby te nie do końca jednak odpowiadały rzeczywistości. Istotniejszy dla Osmana II był fakt, że udało mu się zakończyć własną wojnę na wschodzie z Persją, co dawało możliwość przerzucenie większych sił na teatr europejski. Zygmunt III zdawał sobie z tego sprawę i nawet próbował nawiązać relację z szachem Abbasem I, lecz ogromne odległości geograficzne nie pozwalały na koordynację wspólnych działań.

Klęska armii polskiej dowodzonej przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego poniesiona pod Cecorą i Mohylowem w 1620 roku dała asumpt do rozpoczęcia przygotowań do walnej rozprawy z Rzecząpospolitą, choć należy podkreślić, że część dostojników sułtańskich odradzała ten ruch. Imperium Osmańskim targały bowiem rozmaite problemy społeczno-gospodarcze, nowa wojna oznaczała zaś dodatkowe obciążanie podatkowe. Mimo tego, a może przede wszystkim dlatego, Osman II postanowił odbyć zwycięską kampanię, aby umocnić się na tronie.

Śmierć Stanisława Żółkiewskiego, obraz Walerego Eljasza Radzikowskiego, XIX w.)

Młody i bez doświadczenia, turecki władca przyjmował za dobrą monetę opinie ze strony licznych popleczników na dworze mówiące o słabości Polski i wybiciu pod Mohylowem kwiatu jej rycerstwa. Niewątpliwie najważniejszym z pochlebców był wielki wezyr Ali, który zdołał podsycić zapał władcy, co poskutkowało skierowaniem do Zygmunta III bezpośredniej groźby złupienia Krakowa i podbicia Rzeczypospolitej aż po Bałtyk. Obok chęci zwiększenia prestiżu przez sułtana, niewątpliwie głównym powodem wojny była rywalizacja obydwu państw o wpływy w Księstwach Naddunajskich.

Sejm 1620 roku

Klęska Żółkiewskiego zbiegła się w czasie z organizowanym pod wpływem złych relacji z Turcją sejmem. Król zwołał go w obliczu konieczności poczynienia nowych zaciągów i uchwalenia nadzwyczajnych podatków. Parlament zaczął obrady 3 listopada, już po rozgromieniu armii koronnej, co wywarło wielkie wrażenie na posłach i senatorach. Nie mieli wątpliwości, że należy przygotować się na wojnę, pytaniem otwartym pozostawało, jak to zrobić.

Zygmunt III Waza w stroju koronacyjnym na portrecie Pietera Soutmana, ok. 1624 r.

Kontrowersji nie wzbudziła propozycja króla, aby naczelne dowództwo wojsk objął hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz wraz z podczaszym koronnym Stanisławem Lubomirskim, przydanym mu jako tymczasowy hetman polny koronny wobec niewoli Stanisława Koniecpolskiego. Senatorowie uczulali szlachtę na konieczność licznych poświęceń i uchwalenia wysokich podatków. Podnosili, że państwo powinno bić się w oparciu o żołnierza zaciężnego, deprecjonując wartość pospolitego ruszenia. Dodatkowo radzili przedłużyć rozejm z 1618 roku, a najlepiej zawrzeć pokój ze Szwecją w obawie przed jej uderzeniem na Inflanty. Zygmunt III zdawał sobie sprawę z tego zagrożenia, lecz skierowanie całego potencjału kraju na południe nie dawało mu dużego pola manewru.

Ważne było wystąpienie podskarbiego wielkiego koronnego Mikołaja Daniłowicza, który szacował, że Rzeczpospolitą stać na duży wysiłek finansowy. Stwierdzał on m.in., że na skonfederowane wojsko w latach 1613–1614 wydano niemal 6 mln zł, a w 1619 roku szlachta koronna wyeksportowała (tylko przez Gdańsk) zboże o wartości 8 mln zł. W jego przekonaniu nie brakowało więc środków na zaciągi. W tym celu powołano specjalną komisję, która miała opracować ramy komputu wojsk. Regularna armia koronna składała się w tym czasie tylko z 2,5 tys. kwarcianych, konieczna więc była tzw. suplementacja, czyli podniesienie stanu osobowego do etatu wojennego.

Na jednym z posiedzeń książęta Jerzy i Krzysztof Zbarascy przedstawili memoriał o sposobie prowadzenia walk z Tatarami, sugerując prewencyjne uderzenie na Krym ze strony Kozaków w sile 15 tys. ludzi z przydanymi im pocztami polskich magnatów. Jeśli zaś chodzi o armię, radzili oni wystawić 60 tys. żołnierzy: 15 tys. husarzy, 10 tys. rajtarów, 20 tys. pancernych, 10 tys. piechoty typu niemieckiego i 5 tys. piechoty typu polskiego. Koszt utrzymania tych wojsk przez rok nie przekraczał 7 mln zł. Zwraca uwagę zwłaszcza duża liczba husarzy, których poczty były najbardziej kosztowne. Według projektu pospolite ruszenie miało zostać zwołane na wypadek klęski jako odwód strategiczny. Jego niska sprawność bojowa miała zostać podniesiona dzięki licznym okazywaniom.

Wśród posłów uwidoczniły się podziały determinowane geografią. Ci wybrani na sejmikach z województw południowo-wschodnich godzili się nawet na osiem poborów. Litwini tradycyjnie obawiali się Moskwy, a także Szwedów, choć powagę sytuacji rozumieli. Pozostali z województw centralnych i północnych proponowali dwa pobory oraz bicie monety miedzianej, jako tańszej i mogącej zaspokoić żołd. Ta propozycja spotkała się z wyraźną krytyką króla, który odrzucał taką możliwość i chciał podwyższyć dodatkowo myta oraz zmienić kurs złotego. Po licznych dyskusjach zgodzono się na osiem poborów, ale część posłów stwierdziła, że musi tę decyzję „oddać do braci” na sejmiki posejmowe, co nie gwarantowało zebrania odpowiednich sum.

Okazało się zresztą, że deklarowane pobory wystarczą tylko na 32 tys. żołnierzy na rok. Sugerowano więc posłom, aby zgodzili się na większy komput, ale na pół roku. Ostatecznie stanęło na armii liczącej 36 tys. ludzi z żołdem na trzy ćwierci (kwartały) służby. Ponadto sejm zlecił umocnienie Krakowa, Lwowa, Sanoka, Lubowli, Przemyśla, Kamieńca Podolskiego, Śniatynia, Halicza, Krzemieńca, Bełza i Łucka. Z inicjatywy króla podjęto nawet budowę fortyfikacji bastionowych wokół Warszawy.

Rzeczpospolita po zawarciu rozejmu w Dywilinie – na pomarańczowo zaznaczono terytoria zdobyte na Moskwie (il. Maciej Szepańczyk i Halibutt, CC BY-SA 3.0)

Kwestia udziału Kozaków w wojnie

Wobec takiego obrotu spraw Zygmunt III dążył do uzyskania pomocy kozaczyzny, składającej się z doświadczonych żołnierzy, budzących ogólny respekt zarówno wśród Tatarów, jak i Turków. Pierwotnie zakładano ich zaciąg w liczbie 20 tys. z żołdem wynoszącym 100 tys. zł, lecz wpierw należało uzyskać ich przychylność, a to wcale nie było łatwe. Po wojnie z Moskwą duża część Zaporożców została zdemobilizowana, co zresztą przychylny Polsce ataman Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny przypłacił utratą buławy. Na to nakładały się problemy natury religijnej związane z pretensjami o dyskryminację dyzunitów (prawosławnych) na rzecz grekokatolików.

W celu załagodzenia tych zadrażnień władca wyprawił na Sicz swojego posła, Bartłomieja Obałkowskiego, ale nowy hetman kozacki, Jacek Borodawka, stawiał mu twarde warunki, domagając się m.in. uznania biskupów prawosławnych wyświęconych przez patriarchę jerozolimskiego Teofanesa przebywającego w tym czasie na Ukrainie. Ostatecznie Kozacy wysłali własnych posłów do Warszawy i zostali dobrze przyjęci przez monarchę. Ten przypominał im, że nominowanie biskupów jest wyłączną prerogatywą tronu, ale król w geście dobrej woli wstrzymuje egzekucję wszelkich działań wymierzonych w dyzunitów. Obiecał również zwiększenie żołdu oraz rejestru, dając na początek zaliczkę w postaci 20 tys. zł. Wczesnym latem 1621 roku Kozacy rozpoczęli mobilizację pod Białą Cerkwią.

Hetman Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny na drzeworycie z 1622 r.

Liczebność sił Rzeczypospolitej

Chodkiewicz nie był zadowolony z uchwał sejmu, czemu dał wyraz w liście do króla. Wskazał w nim, że armia bez Kozaków powinna liczyć 50 tys. żołnierzy. Dodatkowo domagał się oddzielnego funduszu na zaprowiantowanie. Monarcha postanowił wykorzystać fakt, że posłowie werbalnie zgodzili się na zaciąg 36 tys. żołnierzy, ale nie wpisali tego w żadną uchwałę. Dlatego zlecił kancelarii koronnej wydanie listów przypowiednich na żądaną przez hetmana litewskiego liczbę.

Werbunek oddziałów przebiegał dość chaotycznie i mało efektywnie. Brakowało zwłaszcza chętnych do służby w piechocie, gdyż szalejąca w Rzeszy wojna nie ułatwiała werbunku cudzoziemców. Piechotę typu niemieckiego oraz rajtarię starano się rekrutować z terenu Prus Królewskich, Książęcych, na Śląsku i na Pomorzu, choć z trudnościami, gdyż cesarz odmówił królowi oficjalnej zgody na werbunek w Rzeszy. Husarię i pancernych organizowano na obszarze całego państwa.

Polscy żołnierze często nie zachowywali się lepiej niż żołdacy terroryzujący Rzeszę Niemiecką w czasie wojny trzydziestoletniej (na ilustracji obraz Sebastiaena Vrancksa przedstawiający plądrowanie farmy, 1620 r.)

W toku tej akcji wiele jednostek dopuszczało się licznych grabieży, co wynikało nie tylko z braku żołdu i jego defraudacji przez oficerów, ale również słabego zaprowiantowania oraz klęski żywiołowej na obszarze Rusi koronnej. Kilkukrotnie wzrosły ceny zboża, wobec czego sprowadzano je aż ze Smoleńszczyzny. Trudności wystąpiły również w przypadku artylerii, ściąganej również ze wschodnich rubieży. Proch zakupiono m.in. w Gdańsku i Elblągu. Pod tym względem o wiele lepiej prezentowała się artyleria kozacka.

Pomimo tych trudności oraz licznych niedomagań aparatu skarbowo-wojskowego do kwietnia 1621 roku udało się zgromadzić 20 tys. żołnierzy. W czerwcu w obozie pod Skałą pod regimentem Lubomirskiego znalazło się 12 tys. żołnierzy koronnych, co niepokoiło Chodkiewicza, prowadzącego w tym czasie chorągwie litewskie w kierunku Lwowa. Koncentracja oddziałów przyspieszyła dopiero w lipcu oraz w sierpniu, tuż przed nadejściem awangardy sił tureckich pod Chocim. Ile wojska udało się ostatecznie wystawić Rzeczypospolitej?

Jan Karol Chodkiewicz na obrazie Leona Kaplińskiego z 1868 r. (ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu)

Rękopisów zawierających komput wojsk polsko-litewskich zachowało się kilka. Różnią się one między sobą, jeśli chodzi o liczbę rot w poszczególnych formacjach. Z całą pewnością można stwierdzić, że nie udało się zaciągnąć 50 tys. żołnierzy, czego oczekiwał Chodkiewicz. Lubomirski w jednym z listów twierdził, że ogółem przyjęto do służby 41 tys. żołnierzy, ale z różnych powodów nie wszyscy z nich dotarli do obozu chocimskiego. Najpewniej armia polsko-litewska liczyła ok. 31–35 tys. porcji, czyli faktycznie po odliczeniu żołdu dla oficerów ok. 28–31 tys. żołnierzy. Z tego na husarię przypadło ok. 8620 koni; na rajtarię 1760 koni; na pancernych 7250 koni; na piechotę typu polskiego 7600 ludzi; na piechotę tupu niemieckiego 6550 ludzi i wreszcie na Lisowczyków 1200 koni.

Wojska te podzielono na związki taktyczne w postaci 11 pułków. Spośród nich warto wskazać na największy – pułk królewicza Władysława Zygmunta, do którego należały husarska chorągiew przyszłego króla w sile 500 koni, a także roty piesze, pancerne i rajtarskie w sile niemal 9 tys. żołnierzy. O odpowiedni splendor tego pułku zadbał osobiście król, chcący podnieść popularność syna.

Kozacy przyprowadzili 10 pułków strzeleckich w sile ok. 21 tys. żołnierzy, choć historiografia ukraińska przesadnie twierdzi, że było to nawet 50 tys. ludzi. Dodatkowo w obozie chocimskim miało się znaleźć 20 tys. czeladzi, co jest liczbą wiarygodną. Łącznie wojsko Rzeczypospolitej liczyło więc razem z Kozakami ok. 50 tys. żołnierzy wspieranych przez 20 tys. czeladzi pełniącej funkcje pomocnicze, a także 22 działka kozackie i kilkanaście dział różnych kalibrów. Nie był to pełny wysiłek wojenny państwa, gdyż dodatkowo w zamkach przygranicznych znajdowało się 3 tys. piechoty. W Inflantach pod hetmanem polnym litewskim Krzysztofem II Radziwiłłem służyły 3 tys. żołnierzy, którzy nie mogli jednak zapobiec utracie Rygi na rzecz Szwedów.

W trakcie trwania walk pod Chocimiem w kierunku Lwowa wyruszył Zygmunt III, wiodąc ze sobą roty nadworne w sile 3 tys. żołnierzy, w tym dwie chorągwie husarskie. W połowie października król połączył się pod Lwowem z pospolitym ruszeniem oraz wojskiem Ordynacji Zamojskiej w łącznej sile 28 tys. ludzi. Ogółem więc w 1621 roku Rzeczpospolita wystawiła armię regularną liczącą ok. 60 tys. ludzi oraz pospolite ruszenie w sile 23 tys., co było pokaźną siłą w skali europejskiej. Uznanie budzą zwłaszcza 63 roty husarskie (!), co świadczyło o zasobności państwa. W sumie skarb koronny i litewski wydał na żołd całej armii regularnej 5,7 mln zł.

Wielka armia Osmana II

Spahisi w dobie bitwy pod Wiedniem 1683 r. (il. domena publiczna)

Ściągnięcie armii tureckiej z rozległych części Imperium było czasochłonne i kosztowne, mimo iż sułtan – w przeciwieństwie do polskiego króla – nie był ograniczony postanowieniami zgromadzenia stanowego. Osman II przystąpił do mobilizacji 1 marca 1621 roku, rozkazując ściągać do Mołdawii zaopatrzenie Dunajem oraz obsadzić tamtejsze zamki janczarami. Wiosną pod Stambuł zaczęły przybywać pierwsze oddziały azjatyckie, które maszerowały m.in. z Syrii. Pod koniec kwietnia sułtan opuścił stolicę na czele janczarów i spahisów, a na początku czerwca dotarł pod Adrianopol. Napływające wojska tureckie kierowały się do Sylistrii, planując jeszcze pod koniec lipca przeprawić się przez Dunaj.

Osman II przeznaczył na wojnę 150 mln akçe, czyli ok. 1,3 mln dukatów, co nie wydaje się sumą imponującą, choć trzeba pamiętać, że przy uwzględnieniu ówczesnych różnic cen rynkowych sumy te byłe znacznie większe. Gros pieniędzy pochodził ze skarbca wewnętrznego, a także kilkuletnich dochodów z Egiptu.

W skład armii tureckiej wchodziły oddziały regularne, a ponadto pospolite ruszenie spahisów z ejaletów azjatyckich i europejskich, które należy szacować na ok. 55–60 tys. ludzi. Wartość bojowa tej formacji była mocno dyskusyjna, zwłaszcza po forsownym marszu i przy niesprzyjającej jesiennej pogodzie w Mołdawii, na którą większość Turków nie była przygotowana.

Zaciężne wojska sułtana składały się z 8 tys. spahisów i 12 tys. janczarów wspieranych przez 62 działa, w tym 15 ciężkich. Dodatkowo pod Chocim przybyły wojska lenników: 10 tys. ordy krymskiej pod hanem Dżanibekiem Gerejem, 5 tys. ordy budziackiej i dobrudzkiej, a także Mołdawianie w sile 5 tys. ludzi i Wołosi w sile 7 tys. Ogółem armia turecka liczyła więc ok. 105 tys. żołnierzy, spośród których mniej niż połowę można uznać za siły regularne. Towarzyszyła im liczna czeladź, szacowana na 50 tys. Wynika z tego, że po obydwu stronach pod Chocimiem starło się ok. 220 tys. ludzi, trudno więc się dziwić, że ówcześnie żyjący byli pod ogromnym wrażeniem tej batalii.

Założenia strategiczne i taktyczne

Osman II odbiera w towarzystwie wielkiego wezyra defiladę janczarów, akwarela z tureckiego rękopisu, 1620–1622 r. (ze zbiorów Los Angeles County Museum of Art, nr inw. M.85.237.42)

Zuchwałe zapowiedzi podboju Rzeczypospolitej szybko zostały poddane weryfikacji jeszcze w czasie marszu armii sułtana i na wieść o koncentracji jednostek polsko- litewskich. Idąc pod Chocim, Osman II zmniejszył swoje apetyty i liczył na to, że uda mu się opanować Podole, choć niektórzy doradcy sugerowali ominięcie polskiego obozu i ruszenie w głąb Korony w kierunku Bohu. Turecki władca słusznie nie zgodził się na ten wariant, gdyż groziło to odcięciem od podstawy operacyjnej przez wojska Chodkiewicza pozostawione na swoich tyłach. Sułtanowi zależało natomiast, aby nie doszło do połączenia armii koronnej z Kozakami i wysłał na Ukrainę ordę krymską, która miała temu zapobiec. Nękała ona Zaporożców, zadając im poważne straty, ale nie udało jej się ich rozbić ani powstrzymać ich marszu. Na tej podstawie można sądzić, że pierwotnie ich armia faktycznie była większa niż 20 tys. ludzi.

Z pewnością błędem dowództwa tureckiego było niewysłanie większych sił nad Dniestr w poprzednich miesiącach. Pasywność wojsk Sułtana umożliwiła Chodkiewiczowi zorganizowanie armii oraz wytyczenie pasa obrony kordonowej na Podolu, który miał nie dopuścić ordyńców w głąb ziem ruskich – o zaskoczeniu nie było mowy. Turcy zawiedli się również na księciu Siedmiogrodu Bethlenie Gáborze, który wcześniej zarzekał się, że przepuści ich przez swoje ziemie na Kraków, a teraz – bojąc się zemsty armii koronnej – nie chciał współpracować. Hetman litewski, słynący z ruchów ofensywnych, planował nawet wcześniejsze uderzenie na Wołoszczyznę w celu wydania wrogowi walnej bitwy w polu, lecz powolna koncentracja wojsk zmusiła go do wyboru wariantu obronnego.

Należy podkreślić, że miejsce bitwy zostało narzucone przez stronę polską, co już stanowiło pewien sukces. Oparcie obrony o Chocim było decyzją, za którą przemawiały liczne argumenty, od korzystnego ukształtowania terenu (osłona tyłów przez Dniestr i możliwość okopania się), poprzez bliskość Kamieńca Podolskiego i odsunięcie Turków od Lwowa, do postawienia wojsku ultimatum: „zwycięstwo albo śmierć”.

Bitwa pod Chocimiem

Za początek walk należy uznać 2 września – wówczas to czoło kolumny wojsk tureckich dotarło do polskich umocnień: „poczęli się i sami Turcy pokazywać po górach z dzidami i kopiami potężnym harcem […]. Bestie juczne, muły, wielbłądy i konie, na których namioty były, pył ten wzruszyły jako dym jaki w oczach”. W pierwszej kolejności piechota wroga uderzyła na umocnienia kozackie, znajdujące się po lewej stronie od głównego obozu polsko-litewskiego. Początkowo Zaporożcy byli dość słabo okopani, a ich jedyną osłoną były trzy rzędy wozów. Janczarzy, pomimo gęstego ognia samopałów, dotarli do linii obronnej wspierani przez silną artylerię, Chodkiewicz rzucił więc na pomoc Kozakom 4 tys. piechoty oraz chorągwie jazdy. Pierwszego dnia starcie trwało do wieczora.

Zamek w Chocimiu widziany z lotu ptaka, 2018 r. (ujęcie wykonane w ramach projektu „PL-UA. Historia z drona”, CC BY-SA 3.0)

W nocy wszyscy przystąpili do sypania dodatkowych umocnień i stanowisk dla artylerii. Chodkiewicz, wiedząc, że na raize ma do czynienia jedynie z przednią strażą wroga, chciał wyprowadzić wojsko w pole. Jego pomysł nie wszedł w życie, gdyż spotkał się ze zdecydowanym oporem sejmowych komisarzy wojennych. Brak rozstrzygnięcia w walnej bitwie oznaczał, że obydwie strony będą prowadzić walki na wyniszczenie, przy licznych szturmach tureckich. Do kolejnego silnego natarcia, ponownie na obóz kozacki, doszło 4 września, kiedy część piechoty tureckiej wdarła się do obozu hetmana Sahajdacznego, a później próbowała go podpalić wiązkami słomy. Nieprzyjaciel ponownie został jednak wielokrotnie odparty przy aktywnym udziale wojsk litewskich. Turcy stracili ok. 3 tys. zabitych i rannych, a obrońcy ok. 1 tys.

Atak husarii wg Aleksandra Orłowskiego, akwarela z drugiej dekady XIX w. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)

Następnych kilka uderzeń na obóz kozacki i polsko-litewski przeprowadzili Turcy 7 września. W południe zaatakowali styk skrzydła litewskiego i pułku królewicza Władysława. Choć początkowo odnieśli sukces, zdobywając szaniec, po chwili musieli się wycofać. Uderzyli ponownie w to samo miejsce wieczorem, spotkał ich jednak zawód, gdyż Chodkiewicz to przewidział i związał atakujących od czoła piechotą, a na flankę wyprowadził jazdę. Na wroga runęło tysiąc husarzy, którzy w gęstym ogniu („trzask potem i zgrzyt ostry, gdy po same pałki, kruszyły się kopie w trupach na kawałki”) spędzili z pola kilka tysięcy piechoty, raniąc bądź zabijając ok. 500 Turków (w tym dwóch paszów), a sami stracili 30–40 towarzyszy i wiele koni.

Hetman litewski prowokacyjnie wyprowadził armię przed obóz 8 i 9 września, Turcy nie dali się jednak wciągnąć w pułapkę. Przez następne dni trwała ciągła wymiana ognia i podejmowane były drobne wypady, które nie poczyniły jednak większych strat. 15 września duży szturm poprowadził Karakasz pasza na czele ok. 28 tys. żołnierzy. Sułtan wiązał z tym wielkie nadzieje, zawiódł się jednak i tym razem, gdyż Karakasz zginął postrzelony kulą z muszkietu, a jego wojska zostały zrzucone z szańców pod naporem piechoty koronnej i kozackiej. Wściekły Osman II zrzucił z urzędu wielkiego wezyra Husejna paszę i mianował w jego miejsce Dylewara paszę, Chorwata z pochodzenia. Stanowisko stracił także dowódca Janczarów Mehmed.

Po tej porażce Turcy w zasadzie zaprzestali na kilkanaście dni generalnych szturmów, licząc na efekty blokady chocimskiego obozu. Rzeczywiście sytuacja były trudna: padło tysiące koni, było wielu zabitych, zwłaszcza w piechocie: „Powietrze, głód, biegunki bardzo są pospolite. Dalej na miłosierdziu bożym stojemy”. Szerzyła się dezercja i wypadki kradzieży popełnianych przez czeladź. Dodatkowo Chodkiewicz mocno podupadł na zdrowiu i nie mógł osobiście dowodzić, podobnie zresztą jak królewicz Władysław.

15 i 16 września Kozacy dokonali kilku wypadów. 23 września przeniesiono się do mniejszych fortyfikacji. Pomimo fatalnej dyspozycji naczelnego wodza obrońcy postanowili bić się do końca, co potwierdzono podczas rady wojennej. Dowództwo nad całością sił przejął Stanisław Lubomirski, obozem litewskim dowodził zaś stolnik litewski Aleksander Sapieha. Zaczęto myśleć o rokowaniach. Zanim to jednak nastąpiło, miały miejsce dalsze walki. 28 września Turcy przeprowadzili szturm, w którym stracili tysiąc ludzi: „spadali gęsto z koni, padło siła i pieszego trupa”. Choć sułtan ponownie schodził z pola bitwy niezadowolony, obrońcy odparli tego dnia napastników resztkami amunicji.

Bitwa pod Chocimiem 1621 r. na obrazie Józefa Brandta z 1867 r. Na białym koniu z uniesioną buławą ukazany został hetman Jan Karol Chodkiewicz (il. ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. MP 5056)

Bitwa pod Chocimiem – epilog

Turcy chętnie przystąpili do rozmów o zawieszeniu broni, gdyż sytuacja w ich obozie była równie fatalna. Z polskiej strony negocjował m.in. Jakub Sobieski, ojciec przyszłego króla. Po licznych konsultacjach zdecydowano się na wzajemne powstrzymanie Kozaków i Tatarów od najazdów na ziemie obu stron oraz przekazanie podarków ordzie i dostojnikom tureckim. Wprawdzie wezyr naciskał na zapłatę haraczu, usztywniając swoje stanowisko, ale spotkał się ze zdecydowaną reakcją polskich delegatów.

Ostatecznie Turcy odeszli spod Chocimia 10 października, nie zrealizowawszy żadnego ze swoich celów strategicznych, co odbiło się w Europie szerokim echem. Wojska Rzeczypospolitej wyniosły z tego starcia wiele cennego doświadczenia; bardzo dobrze wykorzystały inżynierię fortyfikacyjną połączoną z ogniem muszkietów i artylerii, wspieranych przez jazdę. Turcy stracili ok. 40 tys. ludzi. Cena zwycięstwa była jednak wysoka: Ok. 15 tys. żołnierzy zostało zabitych lub rannych, a ziemie ruskie uległy spustoszeniu przez Tatarów, którzy wzięli liczny jasyr.

Bibliografia

Źródła drukowane

  • Komput chocimski 1621 z rękopisu Biblioteki Narodowej, oprac. Zbigniew Hundert, Karol Żojdź, [w:] Studia nad staropolską sztuką wojenną, t. 2, wyd. Napoleon V, Oświęcim 2013, s. 245–257.
  • Pamiętniki o wyprawie chocimskiej r. 1621 Jana hrabi[ego] z Ostroroga, Prokopa Zbigniewskiego, Stanisława Lubomirskiego, Jakóba Sobieskiego z rękopisów współczesnych u druków mniej znanych i druków mniej znanych zebrał, oprac. Żegota Pauli, Nakładem i drukiem Józefa Czecha, Kraków 1853.

Opracowania

  • Anna Filipczak-Kocur, Skarbowość Rzeczypospolitej 1587–1648, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2006.
  • Maciej Franz, Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny – sojusznik czy przeciwnik Armii Koronnej w pierwszej połowie XVII wieku, „Colloquium”, nr 1, 2009, s. 45–66.
  • Przemysław Gawron, Dyscyplina w szeregach armii polsko-litewskiej na terenie Małopolski i Rusi Czerwonej w czasie przygotowań do wyprawy chocimskiej w 1621 r., „Czasopismo Prawno–Historyczne”, t. 61 (2019), z. 2, s. 89–111.
  • Ryszard Majewski, Polski wysiłek obronny przed wojną chocimską 1621 r., „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. 7 (1961), cz. 1, Warszawa, s. 3–39.
  • Rhoads Murphey, Sztuka wojenna Turków Osmańskich 1500–1700, wyd. Napoleon V, Oświęcim 2018.
  • Mirosław Nagielski, Kozaczyzna zaporoska w dobie kampanii chocimskiej 1621 roku, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace historyczne”, nr 43 (2016), z. 2, s. 277–285.
  • Janusz Pajewski, Buńczuk i koncerz. Z dziejów wojen polsko-tureckich, Wiedza Powszechna, Warszawa 1963.
  • Jerzy Pietrzak, Po Cecorze i podczas wojny chocimskiej. Sejm z lat 1620 i 1621, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1983.
  • Leszek Podhorodecki, Kampania chocimska 1621 roku, cz. 1, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. 10 (1964), z. 2, s. 88–143; cz. 2, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. 11 (1965), z. 1, s. 37–68.
  • Leszek Podhorodecki, Chocim 1621, Wydawnictwo MON, Warszawa 1988.
  • Radosław Sikora, Niezwykłe bitwy i szarże husarii, Erica, Warszawa 2011.
Maciej A. Pieńkowski, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Autor monografii „Trudna droga do władzy w Rzeczypospolitej. Sejm koronacyjny Zygmunta III 1587/1588 i sejm pacyfikacyjny 1589 roku” (Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2021) oraz artykułów i recenzji naukowych publikowanych w monografiach zbiorowych, czasopismach (m.in.: „Almanach Warszawy”, „Czasopismo Prawno-Historyczne”, „Klio”, „Niepodległość i Pamięć”, „Przegląd Historyczno-Wojskowy”, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”) i seriach wydawniczych („Studia nad staropolską sztuką wojenną” i „Studia historyczno-wojskowe”). Popularyzator historii w czasopismach „Mówią Wieki” i „Polska Zbrojna. Historia”. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół dziejów Rzeczypospolitej XVI–XVII w., a także wojny polsko-sowieckiej. Naukowo związany z seminarium prowadzonym przez prof. dr hab. Mirosława Nagielskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Stały współpracownik Fundacji Zakłady Kórnickie oraz edukator w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Historyk Sekcji Badań nad Wojskiem do 1945 r. w Wojskowym Biurze Historycznym im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego w Warszawie.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!