Św. Edward od zakładów przemysłowych. Filmowy „Gierek” okiem historyka

Film Gierek może stać się nośnikiem narracji postkomunistycznej, którą można już było uznać za schyłkową. Sposób przedstawienia faktów historycznych dotyczących rządów czwartego I sekretarza KC PZPR każe traktować tę produkcję jako bajkę i manifest, nie zaś uczciwe przedstawienie wydarzeń z lat 70.

W 1990 roku ukazała się książka Janusza Rolickiego pt. Edward Gierek: przerwana dekada. Autor, ceniony reporter prasowy, a w latach 70. redaktor naczelny i dyrektor w Telewizji Polskiej, przeprowadził z byłym przywódcą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wywiad-rzekę, który okazał się hitem wydawniczym, sprzedanym w nakładzie ok. miliona egzemplarzy. Wywiad z Gierkiem był jedną z pierwszych relacji przywódcy partyjno-państwowego z okresu PRL, w której wprost mówiono o kulisach władzy, nie zaś jej propagandowym obrazie. Dodatkowo sam rozmówca był ciekawy, w latach 80. zniknął bowiem z obiegu publicznego i najpierw mierzył się z zarzutami o malwersacje finansowe, następnie zaś wiódł spokojne życie emeryta.

Edward Gierek 14 sierpnia 1980 r. (fot. ze zbiorów Nationaal Archief, CC BY-SA 3.0)

Rozmowa o życiu i karierze politycznej, przede wszystkim zaś okresie rządów w Komitecie Centralnym, stała się okazją do przedstawienia lat 70. XX wieku w jasnych barwach. Edward Gierek jawił się jako pragmatyk, zwolennik poprawy stopy życiowej społeczeństwa i politycznych metod rozwiązywania konfliktów, mąż stanu otwarty na Zachód i dążący do powiększenia swobody PRL względem ZSRR, w końcu zaś ofiara spisku pałacowego i nieprawdziwych oskarżeń rozliczeniowych. Publikacja ta przetarła szlak kolejnym książkom wspomnieniowym publikowanym przez ludzi rządzących Polską Ludową.

32 lata później do kin w całej Polsce wszedł film Michała Węgrzyna pt. Gierek – historia rządów czwartego I sekretarza KC PZPR od grudnia 1970 roku do września 1980 roku, uzupełniona o przedstawienie internowania byłego „pierwszego” w chwili wprowadzenia stanu wojennego. Produkcja z Michałem Koterskim w roli tytułowej łączy w sobie elementy filmu biograficznego i political fiction – obserwujemy rządzących PRL, ich rozgrywki personalne i kulisy wydarzeń, o których uczy się na lekcjach historii. Edward Gierek jest w tej opowieści bohaterem pozytywnym (do tego, jak bardzo, wrócę w dalszej części tekstu). Moim celem nie jest recenzowanie filmu Węgrzyna jako dzieła kinematograficznego. Będąc historykiem naukowo zajmującym się dziejami PRL, czuję jednak potrzebę przeanalizowania tej produkcji właśnie jako opowieści o przeszłości, z próbą komentarza „jak było w rzeczywistości?” i „jaką pamięć o PRL kreuje Gierek?”.

Fakty i fikcja

Specyfiką opisywanego filmu jest to, że pojawiają się w nim postacie historyczne, które nie zawsze występują jednak pod swoimi prawdziwymi imionami. O ile Edward i Stanisława Gierkowie, prymas Stefan Wyszyński czy Leonid Breżniew nie zostali ukryci pod zmienionymi nazwiskami, o tyle większość PRL-owskich dygnitarzy prezentowana jest w sposób aluzyjny, choć według czytelnego kodu. I tak Filip (Rafał Zawierucha) to Piotr Jaroszewicz, premier z lat 1970–1980 i jeden z głównych współpracowników I sekretarza KC PZPR. Generał Roztocki (Antoni Pawlicki) to oczywiście nie kto inny jak gen. armii Wojciech Jaruzelski, minister obrony narodowej, a od 1981 roku premier i I sekretarz KC PZPR (osoba średnio zainteresowana przeszłością na pewno rozpozna go po ciemnych okularach i fryzurze).

Ważną postacią jest Włodzimierz Maślak, czyli Stanisław Kania – w latach 70. sekretarz KC PZPR odpowiedzialny za nadzór nad resortami siłowymi oraz kontakty z Kościołem, od września 1980 roku do października 1981 roku następca Gierka na stanowisku przywódcy partii komunistycznej. Generał Kaliciak to gen. dyw. Sylwester Kaliski, wybitny naukowiec z Wojskowej Akademii Technicznej. W scenach ze stoczni gdańskiej można też łatwo zauważyć noszącą charakterystyczne duże okulary Annę Walentynowicz (co ciekawe, nie da się tam dostrzec Lecha Wałęsy), drugoplanowa postać Wasiuka jest zaś w pewnym stopniu inspirowana szefem kancelarii Sekretariatu KC Jerzego Waszczuka. Można domyślać się, że twórcy filmu chcieli poprzez te zabiegi uniknąć pozwów sądowych ze strony rodzin, które mogłyby oburzyć się (często słusznie) na sposób prezentacji ich krewnych.

Edward Gierek jako I sekretarz KW PZRP woj. Katowickiego na uroczystościach z okazji 50. rocznicy wybuchu I powstania śląskiego, 1969 r. (fot. Zbyszko Siemaszko, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/51/0/3/36/1)

Podkreślić trzeba, że film prezentuje wiele autentycznych wydarzeń i motywów, które znamy z relacji Gierka lub innych ich uczestników. W nocy z 18 na 19 grudnia 1970 roku Stanisław Kania rzeczywiście odwiedził ówczesnego I sekretarza wojewódzkiego z Katowic i rozmawiał z nim o zastąpieniu Władysława Gomułki (w spotkaniu uczestniczył też stronnik Gierka i wiceminister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic). Bezpośrednie spotkanie ze stoczniowcami z Gdańska odbyło się w styczniu 1971 roku i to wówczas padło słynne pytanie „To jak, pomożecie?” (choć nagrania z tego wydarzenia nie pokazują wcale takiego entuzjazmu publiczności, jak zwykło się mówić). Warto przy tym dodać, że dużo ważniejsze było o dzień wcześniejsze spotkanie w Szczecinie, w którym Gierek po raz pierwszy pokazał swoje oryginalne na tle innych dygnitarzy podejście do negocjacji z protestującymi. Prawdą jest, że nowy przywódca zrezygnował z portretomanii, tzn. wieszania wizerunku I sekretarza w każdym możliwym miejscu publicznym.

Wiadomo, że Gierek spotykał się z prymasem Wyszyńskim, w tym również w sierpniu 1980 roku, w czasie strajków sierpniowych (autentyczna miała być nawet historia z zamknięciem wstępu do pałacyku w Natolinie i przeniesieniem rozmowy do domu w Klarysewie). Gierek wspominał, że Breżniew w czasie spotkań z nim w późniejszym okresie odczytywał swoje stanowisko z kartki zapisanej przez niechętnych Polsce współpracowników. Prawdziwie oddano też plotki na temat Gierka, które wypłynęły na fali rozliczeń z jego ekipą po wrześniu 1980 roku, w tym tę najbardziej znaną – o wyjazdach żony I sekretarza do fryzjera w Paryżu.

Uroczystość otwarcia Trasy Łazienkowskiej w Warszawie. Pochód Pochód budowniczych Trasy i polityków z Edwardem Gierkiem na czele. Widoczni również: I sekretarz KW PZPR Józef Kępa, gen. Wojciech Jaruzelski, prezydent Warszawy Jerzy Majewski, sekretarz KC PZPR Edward Babiuch; 19 lipca 1974 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/51/0/6.13/86/7)

Problemem jest jednak chronologia wydarzeń. Po sekwencjach z samego początku rządów Gierka w KC bardzo szybko przeskakujemy do 1973 roku i inicjatywy zachodnich bankierów chcących „wcisnąć” krajom bloku wschodniego kredyty, by odbić sobie straty spowodowane kryzysem naftowym będącym skutkiem wojny Jom Kippur. Skupienie się na latach 1974–1975 sugeruje, jakoby to właśnie wtedy PRL zaczęła zadłużać się w świecie kapitalistycznym i intensywnie rozwijać. Pominięto w ten sposób lata 1971–1973, kiedy to strategia „przyśpieszonego rozwoju” była już zaprojektowana i wdrażana. Warto zresztą dodać, że wbrew pozorom w filmie nie ma tak wielu scen pokazujących „złote” lata rządów Edwarda Gierka – inwestycji, wizyt gospodarskich, poprawy zaopatrzenia i wzrostu konsumpcji, podwyżki płac, liberalizacji cenzury. Twórcy częściej wkładają w usta bohaterów stwierdzenia, że społeczeństwo akceptuje I sekretarza, niż rzeczywiście pokazują ten fakt.

Kto przeszkadzał Edwardowi Gierkowi?

Stanisław Kania (fot. „Trybuna Ludu” 8 września 1979)

Istotą filmu jest natomiast spisek pałacowy, który doprowadza do obalenia Gierka i jego pohańbienia. Główną rolę odgrywają tu Maślak i Generał (czytaj: Kania i Jaruzelski). Jest to zgodne z rzeczywistością, jeśli chodzi o sam sierpień-wrzesień 1980 roku – to właśnie Kania okazał się w czasie strajków na Wybrzeżu najbardziej operatywnym członkiem kierownictwa, on też został kolejnym I sekretarzem, wspierając się swoim długoletnim partnerem politycznym, gen. Jaruzelskim, jako premierem (od lutego 1981 roku).

Wizja filmowa wydaje się jednak totalna – dwaj proradzieccy dygnitarze od samego początku knują, podsłuchują, podstawiają agentów i dążą do przejęcia władzy po plecach „pierwszego”. Współpracują przy tym ze służbami radzieckimi, które okazują się rzeczywistym ośrodkiem kierowania supermocarstwem. Przykładów politycznego mącenia jest sporo – rywale Gierka doprowadzają do nagłych podwyżek z czerwca 1976 roku (w rzeczywistości była to inicjatywa Jaroszewicza) i rozsiewają plotki o „luksusach”, a KGB jeszcze przed strajkami 1980 roku rozpisuje scenariusz stanu wojennego. Dwa główne czarne charaktery – komunistyczni geniusze zbrodni – są jednocześnie straszni i śmieszni: pierwszy to prymitywny pijak, drugi zaś jest sztywnym trepem.

Gierek swój upadek tłumaczył w Przerwanej dekadzie właśnie zakulisowymi grami żądnych władzy rywali, wiedza historyczna o ekipie rządzącej Polską w latach 70. nie pozwala jednak poprzeć tej wizji. Stanisław Kania przez długie lata nie był czołową postacią kierownictwa (dopiero w połowie dekady zatriumfował nad Franciszkiem Szlachcicem, swoim rywalem w walce o kontrolę nad MSW), Jaruzelski zaś stale pozostawał w cieniu, wzmacniał swoje wpływy i starał się dobrze żyć z I sekretarzem i premierem, zapewniając sobie w ten sposób środki na rozwój armii. Filmowa dychotomia zaciera inne napięcia wewnątrz obozu władzy – choćby umacnianie się sekretarza organizacyjnego Edwarda Babiucha, który w 1980 roku na kilka miesięcy zastąpił Jaroszewicza na stanowisku premiera (filmowa scena z nominacją nic nieznaczącego Wasiuka jest absurdalna).

Trzecim – obok „siłowników” i Sowietów – czarnym charakterem opowieści jest zachodnia finansjera i ekonomiści. Wydaje się, że duży wkład w ten wątek miał współscenarzysta filmu, lewicowy publicysta gospodarczy Rafał Woś. Autor Dziecięcej choroby liberalizmu pojawia się zresztą na ekranie w roli ekonomisty zachęcającego Gierka do wyjścia z kryzysu w II poł. lat 70. poprzez… neoliberalną terapię szokową połączoną z prywatyzacją. Co więcej – grana przez niego postać to po prostu… Leszek Balcerowicz, o czym świadczy chociażby znany później cytat ministra finansów o stawianiu gospodarki „z głowy na nogi”. Czy w II poł. lat 70. opcja zastosowana dekadę później była realnym rozwiązaniem, jak zdają się sugerować twórcy filmu?

Przypomnijmy, że mówimy o momencie jeszcze przed realizacją projektów Margaret Thatcher, reaganomiką czy boliwijską terapią szokową Jeffreya Sachsa, głównego zagranicznego doradcy w Polsce w 1989 roku. Jedynym doświadczeniem neoliberalnym na świecie był realizowany w tym samym czasie przez „Chicago Boys” program transformacji w Chile, w sytuacji zgoła odmiennej niż pogrążony w apatii blok wschodni doby Breżniewa. Wydaje się więc, że wątek ten stanowi raczej symboliczne nawiązanie do dyskusji o transformacji gospodarki Polskiej i próbę „podparcia się” Gierkiem w krytyce Balcerowicza (nie rozstrzygam – słusznej czy nie).

Stanisława i Edward Gierkowie podczas Dnia Czynu Partyjnego w Warszawie w 1974 r. (fot. z książki: Leszek Wysznacki, „Warszawa od wyzwolenia do naszych dni”, Warszawa 1977)

Święci i łotry

Jak wspomniałem, nie jest moim zamiarem ocenianie artystycznych czy warsztatowych aspektów omawianego filmu. Trudno nie mieć jednak wrażenia, że niezależnie od dobrej lub złej gry Michała Koterskiego, kreowana przez niego postać nie mogła wypaść dobrze, była bowiem napisana w sposób bardzo jednowymiarowy. Edward Gierek w filmie Węgrzyna to niezaprzeczalny mąż stanu, polski patriota dążący do uniezależnienia się od Sowietów, komunista szanujący Kościół, otwarty liberał, pragmatyk racjonalnie oceniający obietnice ekonomistów, zwolennik pokojowych rozwiązań, kochający mąż, dobry syn, skromny gospodarz, wyrozumiały szef, ciepły rozmówca – jednym słowem wspaniały człowiek.

Jedyną próbą zarysowania napięć w jego osobowości jest krótki wybuch w czerwcu 1976 roku, nawiązujący do jego autentycznych słów o pokazaniu strajkującym robotnikom „jak bardzo ich nienawidzimy”. Ten gest jednak bierze się nie wiadomo skąd i nie niesie żadnych konsekwencji. Nadużyciem jest choćby kreowanie I sekretarza na polityka asertywnego wobec ZSRR i niechętnie przyjmowanego na Kremlu. Nawet jeśli za trafną uznać interpretację mówiącą o jego służalczości wobec Breżniewa jako strategii równoważącej kontakty z Zachodem, to sceny kłótni z ambasadorem czy próby wybicia się na suwerenność poprzez prace nad bombą neutronową wydają się mocno przesadzone. Zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym, dekada lat 70. to bowiem czas wielu działań silniej wiążących Polskę z ZSRR (zwłaszcza w porównaniu z czasami Gomułki).

Uroczystości z okazji 1 maja w 1973 r. Edward Gierek przemawia z trybuny honorowej. Po lewej prof. Henryk Jabłoński, a po prawej premier Piotr Jaroszewicz (fot. Grażyna Rutowska, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/40/0/1/232/9)

Nie da się też nie powiedzieć paru słów o postaci wykreowanej przez Antoniego Pawlickiego. Generał wydaje się wzięty wprost z pastiszu – jest żałosnym służbistą bez wyobraźni i większych talentów, który mimo wysadzenia z siodła Gierka i dojścia na sam szczyt pozostaje miernotą. Można zastanawiać się, czy szlachecki syn i uczeń przedwojennego gimnazjum księży marianów rzeczywiście reprezentował sobą tak niewiele, niewątpliwie jednak była to osobowość dużo bardziej złożona niż zaprezentowana w filmie karykatura. W jednej z rozmów Maślak mówi mu, że w przeciwieństwie do I sekretarza nie ma on charyzmy – o ile rzeczywiście Jaruzelski nie był politykiem wiecowym i otwartym na ludzi, o tyle jednak jego relacje ze współpracownikami (a po 1989 roku – opozycjonistami) pokazują, że potrafił on przyciągać ludzi. Warto przy tym podkreślić, że scenarzyści trafnie pokazali takie wątki biografii Generała, jak silne związki z Moskwą czy indolencja w sprawach gospodarczych.

Wojciech Jaruzelski jako młody oficer LWP, 1947–1950 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 3/39/0/-/506-6)

Język filmu zasadniczo różni się od języka monografii naukowej lub podręcznika akademickiego – jest to sprawa oczywista. Wiadomo, że scenariusz nie może pokazywać skomplikowanych procesów gospodarczo-społecznych czy dziesiątek osób, operuje raczej uproszczeniem czy wręcz sprowadzeniem dużego zagadnienia do jednego wątku czy postaci. W wypadku filmu Gierek mówimy jednak o bardzo wyraźnym zafałszowaniu obrazu historycznego. W swojej narracji pomija on wiele problemów kluczowych dla zrozumienia epoki.

Jak wspomniano, przyczyną buntu w Radomiu, Ursusie i Płocku nie jest w nim niezadowolenie robotników i błędna decyzja rządu, tylko spisek „złych sił”. Podobnie w wypadku strajków z lata 1980 roku niewiele dowiadujemy się o ich tle, widzimy zaś bardzo dużo manipulacji kreowanych przez polityków. Można zadać pytanie, że skoro było tak dobrze, to dlaczego ludzie mieli pod koniec dekady dość Gierka – czy była to tylko zasługa rozsiewanych plotek o luksusach władzy?

Stając w obronie „dobrego komunisty”, twórcy filmu nie myślą jednak wcale po marksistowsku – widzą gierki gabinetowe, a nie procesy prowadzące do rewolucji. Prawie zupełnie nie poruszono wątku niewydolności polskiej gospodarki: niskiej wydajności, niegospodarności, nieracjonalności inwestycyjnej itp. Samo osiągnięcie ogromnego wzrostu czy wybudowanie fabryk to nie wszystko – nawet jeśli słuszne jest pytanie, czy były one tak bezwartościowe, jak przedstawiano to w czasach transformacji. Prawdą jest, że rządy gen. Jaruzelskiego pogłębiły zapaść gospodarczą Polski, ale czy naprawdę trzeba wierzyć Gierkowi, który w Przerwanej dekadzie twierdził, że gdyby nie knucie Kani, to sytuacja byłaby całkiem dobra?

Powrót do lat dziewięćdziesiątych

Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy de facto do czynienia z ekranizacją tamtej książki sprzed ponad trzydziestu lat – brakuje tu już chyba tylko stwierdzenia Gierka, że on wie, co to znaczy migracja zarobkowa, a Jaruzelski zmusił setki tysięcy Polaków do wyjazdu z kraju za chlebem. Tak samo jak w książkowej Przerwanej dekadzie, tak w filmowym Gierku mamy do czynienia z idealizacją przywódcy z lat 1970–1980 i przekonywaniem, jak dobra była jego polityka gospodarcza. Trzy dekady badań historycznych zweryfikowały tamtą narrację, kreowaną przez byłego „pierwszego” przy wsparciu utalentowanego dziennikarza. Film Węgrzyna w imię kreacji nowego-starego bohatera cofa nas do starych sporów o kwestie wydawałoby się podstawowe. Epoka gierkowska ma prawo być poddana nowej, krytycznej refleksji i ocenie, również w duchu większej lub mniejszej rehabilitacji polityki „przyspieszonego rozwoju”. Kluczem jest jednak słowo „nowa”. Tu mamy do czynienia z odgrzewanym kotletem.

Ciekawe wydaje się też spojrzenie na analizowany film jako na dzieło odpowiadające jakiemuś zapotrzebowaniu w sferze pamięci i kreujące narracje polityki historycznej. Niewątpliwie jest to kolejna produkcja zrywająca z czarno-białym, martyrologicznym i bogoojczyźnianym wizerunkiem dziejów PRL, propagowanym przez prawicę, słusznie lub nie utożsamianym z działalnością Instytutu Pamięci Narodowej. Ważna jest też kwestia pokoleniowa (wspomnienie dzieciństwa i młodości dzisiejszych 70-, 60- i 50-latków) oraz zestawianie realiów społeczno-gospodarczych PRL z rzeczywistością potransformacyjną.

Węgrzyn, Woś i inni twórcy wchodzą w niszę w istocie niezajmowaną dotąd przez nikogo. Tego typu idealizacja rządów Gierka od dawna nie pojawiała się w głównym nurcie obiegu medialnego, zdominowanego przez różne antykomunizmy i co najwyżej kontrowanego przez środowiska związane z lewicą poprzez zwracanie uwagi na procesy społeczno-gospodarcze i niuansowanie obrazu PRL. Gierek to próba odświeżenia narracji postkomunistycznej, tak silnej z różnych powodów w latach 90.

Co ciekawe, jest to postkomunizm inny niż dotychczasowy, który traktował z szacunkiem gen. Jaruzelskiego jako tego, który „uratował Polskę” w 1981 roku i doprowadził do Okrągłego Stołu. W tamtej sytuacji miało to bardzo konkretne przyczyny personalne – liderzy SLD w większości robili kariery w „dekadzie Generała” i wybili się politycznie na przekształceniu PZPR w SDPR. Dziś tamto pokolenie schodzi ze sceny, a dyskurs zaczynają kształtować młodsi od nich, którzy PRL prawie nie pamiętają. Czy legenda Edwarda Gierka przeżyje więc drugą młodość? Trudno powiedzieć – skoro nawet Jarosław Kaczyński w 2010 roku powiedział w Zagłębiu Dąbrowskim, że I sekretarz był „komunistycznym, ale jednak patriotą”, to wszystko może się zdarzyć…

***

Przy pisaniu artykułu korzystałem z książki Janusza Rolickiego Edward Gierek: przerwana dekada (Wydawnictwo Fakt, Warszawa 1990) oraz następujących opracowań: Jerzy Eisler, Siedmiu wspaniałych. Poczet pierwszych sekretarzy KC PZPR, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2014; Andrzej Friszke, Polska Gierka, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1995; Janusz Kaliński, Gospodarka w PRL, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2012, Paweł Kowal, Mariusz Cieślik, Jaruzelski. Życie paradoksalne, Znak Litera Nova, Kraków 2015; Lech Kowalski, Generał ze skazą. Biografia wojskowa gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2001.

Historyk, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. W 2019 r. obronił w IH PAN pracę doktorską pt. „Ludowe Wojsko Polskie jako instytucja polityki pamięci historycznej (1956–1981)”. Naukowo zajmuje się dziejami Sił Zbrojnych PRL. Interesuje go społeczno-polityczna historia wojska, tematyka propagandy oraz pamięci zbiorowej i jej kształtowania. Popularyzator historii, od kilkunastu lat związany z portalem Histmag.org (2014–2017 redaktor naczelny). Autor artykułów w czołowych czasopismach popularyzujących historię.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!