Jest rok 1882 po narodzeniu Chrystusa. Cała Polska podbita przez zaborców. Cała? Nie! Jedna jedyna osada zamieszkała przez nieugiętą rodzinę Zamoyskich wciąż stawia opór najeźdźcom.
Drogi Czytelniku, jeśli pierwsza część artykułu o Szkole Domowej Pracy Kobiet Jadwigi Zamoyskiej była według Ciebie interesująca, ale też pozostawiła wiele pytań bez odpowiedzi, to siadaj wygodnie! W tej części zanurzymy się głębiej w pierwsze lata działania placówki i dyskretnie zajrzymy przez okna licznych pracowni, aby zaobserwować sukcesy i porażki, szczęśliwe chwile i momenty zwątpienia, a przede wszystkim codzienność kadry nauczycielskiej i uczennic w Kórniku.
Utworzenie Zakładu Kórnickiego

Niestety, źródła nie informują nas, czy sobota 24 czerwca 1882 roku, w kalendarzu chrześcijańskim dzień wspomnienia św. Jana Chrzciciela, była słoneczna, czy pochmurna. Pewne jest natomiast, że tego dnia do Kórnika przybyła kadra nowo ustanowionej Szkoły Domowej Pracy Kobiet: Jadwiga Zamoyska wraz z pięcioma młodymi współpracownicami, wspomnianymi w poprzednim tekście i widocznymi na zamieszczonej tam fotografii: Jeanne Houcke, Julią Zaleską, Ludwiką Chiżyńską, Zoelie de Goeles i oczywiście Marią Zamoyską. Panie miały za sobą trudne pożegnanie z bliskimi w Paryżu i całonocną podróż z Berlina do Poznania, ale były pełne zapału do pracy i szczerych intencji, które przyświecały utworzeniu dzieła. „Jeśli coś pójdzie nie tak, będę musiała obwiniać siebie”, pisała Generałowa z podróży do oratorianina ojca Mariote, pełna obaw, ale także nadziei. 24 czerwca uznano za oficjalną datę utworzenia Zakładu Kórnickiego.
Pierwsze kandydatki do nauki rekrutowały się ze służących zamkowych i ich rodzin, które podczas ostatniego pobytu Zamoyskich w Kórniku zostały poinformowane o planach edukacyjnych nowych właścicieli. Taką uczennicą była przyjęta już w czerwcu Józefa Kopankiewicz, siostrzenica jednej z pracownic majątku. Nauczycielki włożyły w jej wychowanie cały swój zapał edukacyjny, jednak pierwsze lekcje można porównać bardziej do poligonu doświadczalnego niż przemyślanego działania zgodnie z założonym planem. Problemem była na przykład bariera językowa. Jeanne Houcke, która uczyła się języka polskiego przed przyjazdem, przekonała się o tym na własnej skórze. Podczas jednej z lekcji malunku z Józefą zapytała ją po francusku, wskazując na farbę: „Jak [to] się nazywa?”. Uczennica odparła: „Kopankiewicz”. Houcke, nie zdając sobie sprawy z pomyłki, przez całą lekcję wskazywała na farby, wydając polecenia: „Teraz Kopankiewicz żółta”, „Teraz Kopankiewicz czerwona”. Uprzejme dziecko nie zwróciło nauczycielce uwagi, chociaż uśmiechało się pod nosem przez resztę lekcji. Dopiero przy śniadaniu następnego dnia Houcke została przez koleżanki poinformowana, że zaszła pomyłka językowa. Co ciekawe, Józefa spotkała się ze swoją nauczycielką jeszcze raz – czterdzieści lat później podczas jej pobytu w Kórniku. Obie panie były już wtedy starszymi kobietami, miło wspominającymi chwilę, gdy się poznały.
W swoich pamiętnikach Maria Zamoyska opisywała, że pierwsze uczennice spoza majątku traktowano z niespotykaną już później, wręcz nadmierną troską. Jedną z nich pracownice szkoły odprowadzały przez pierwsze tygodnie do domu rodzinnego.

Wyobraźcie sobie codziennie, około 4 godziny, jak dwie panie wsiadają do małego powozu z tym dzieckiem, a trzecia jedzie przed nimi na białym koniu, by eskortować młodą osobę! Najlepsze jest to, że w tym momencie nie odczuwaliśmy śmieszności naszego postępowania! Nie było takich smakołyków, których nie bylibyśmy w stanie zdobyć dla tego pierwszego ucznia!
Takie grupowe wyprawy musiały zakończyć się dość szybko wraz ze zwiększaniem się liczby uczennic i ilości pracy.
Aby rozpowszechnić informację o dziele wśród okolicznej ludności i zebrać kolejne kandydatki, zaplanowano coś, co ze współczesnego punktu widzenia wydaje się rzeczą oczywistą – zaprezentowano Szkołę Domowej Pracy Kobiet na pikniku zorganizowanym dla okolicznych szkół. Pośrednikiem w tej sprawie był Zygmunt Celichowski, zarządca dóbr kórnickich jeszcze od czasów Jana Kantego Działyńskiego, który przedstawił Zamoyskiej córki z „najciekawszych” okolicznych rodzin. Inicjatywa zakończyła się dużym sukcesem, bo praktycznie od razu zaczęły do Szkoły napływać nowe uczennice. W swoich wspomnieniach Maria Zamoyska wynotowała nazwiska pierwszych osób wraz z kilkoma zdaniami na ich temat, możemy więc założyć, że było to dla Hrabianki duże, godne zapamiętania przeżycie – powitanie w Zakładzie Kórnickim pierwszych dziewcząt chętnych do nauki. Można było wziąć się do pracy.
Pierwsze kroki
W pierwszych tygodniach działalności Szkoła wydawała się nie mieć żadnego stałego planu dnia, a założone cele były dalekie od realizacji. Początkowo nauczycielki musiały metodą obserwacji, prób i błędów szacować, ile czasu zajmą uczennicom poszczególne czynności. W październiku 1882 roku Jadwiga Zamoyska pisała do swojej francuskiej przyjaciółki, Claire Wallon:
Nie jest nam łatwo ustalić, ile czasu jedno dziecko powinno poświęcić na karmienie zwierząt, drugie na obieranie warzyw, a trzecie na szorowanie garnków i tym podobnych. Skoordynowanie ich pracy tak, aby nie wszyscy w tym samym czasie prosili o te same przybory, zaśmiecali ten sam pokój, rozpraszali się lub przeszkadzali sobie nawzajem, to prawdziwy problem. Aby go rozwiązać, konieczna jest nie tylko dobra znajomość każdego rodzaju pracy, ale także znajomość uzdolnień każdego dziecka.
Tuż po oficjalnym uruchomieniu placówki okazało się także, że zaplanowany układ budynków nie jest zadowalający. Mimo że większość pracowni znajdowała się obok siebie, Generałowa narzekała na nieustanne bieganie między budynkami i wynikające z tego trudności w organizacji pracy. Problemem były karaluchy, których miejscowa gospodyni wzbraniała się tępić, obawiając się zemsty ze strony stworzeń. Większość pomieszczeń była nieumeblowana, a sprzęty (np. łóżka, komody) pochodziły z drugiej ręki. W 1883 roku Zamoyska podawała w liście do ojca Mariote, że szacują koszty dostosowania folwarku do założonych celów na około 500 tysięcy franków. Pralnia, kuchnia, spiżarnia i obory wymagały gruntownych remontów. Koszty generowały także plany związane ze sprowadzeniem specjalistycznych maszyn, podpatrzonych przez nauczycielki podczas podróży po europejskich szkołach gospodarstwa domowego.

Problem stanowiły też stosunki z mieszkańcami majątku. Po śmierci Jana Działyńskiego i przyjeździe Zamoyskich samodzielni pracownicy (w szczególności na wysokich stanowiskach: kasjer, architekt, leśniczy, zarządca zamku, tzw. panowie) ponownie musieli zacząć podporządkowywać się woli właścicieli. Niezadowoleni z takiego stanu rzeczy, pozwalali sobie na wygłaszanie krytycznych komentarzy o Zakładzie. O temat nie było trudno – pierwsze miesiące upłynęły bowiem pod znakiem niejadalnych zup, zniechęconych nauczycielek, przerażonych uczennic i chaosu organizacyjnego. Sprawę próbowano łagodzić za pośrednictwem Władysława Zamoyskiego. Ostatecznie zdecydowano się prowadzić oddzielne jadalnie dla obsługi i uczennic. Problemem okazała się także normalizacja kradzieży wśród lokalnej ludności i pracowników majątku, opisywana przez Generałową podczas jej pierwszego pobytu.

W maju 1883 roku przyjęto pierwsze dziewczęta średniego stanu. Zgodnie z zamierzeniami Zamoyskiej odnośnie do utworzenia oddziałów dla uczennic stosownie do ich zamożności zdecydowano o wprowadzeniu pewnych rozgraniczeń. Uczennice średniego stanu spożywały nieco bogatsze posiłki w jadalni nauczycielek, lecz nie z nimi. Sypialnia dla nich znajdowała się obok pokojów zakonnic francuskich, wspomnianych poprzednio Lucie de Beaupré i matki Lalou. Dormitorium dla „dzieci”, czyli biedniejszych dziewcząt, zostało zaaranżowane na piętrze oficyny wschodniej. Oprócz wspólnej sypialni miało miejsce dla dwóch opiekunek, które przez całą noc sprawowały pieczę nad wychowankami. W pomieszczeniu znajdowały się również umywalki, miejsce na rzeczy osobiste i kącik na miotły.

Regulamin zakazywał przywożenia do Zakładu określonych przedmiotów: mebli, książek, gazet, dzienników, sprzętów, rzeczy osobistych. Ograniczona przestrzeń nie pozwalała na posiadanie wielu sukien i drogocennych drobiazgów. Ponadto wszystkie uczennice zobowiązane były do noszenia jednakowych białych czepków. Zakładane z powodów praktycznych (aby włosy nie dostawały się do potraw i do mleka przy dojeniu krów), a być może także po to, by w widoczny sposób odróżnić uczennice od pozostałych pracownic folwarku i stworzyć poczucie wspólnoty, stały się znakiem rozpoznawczym dziewcząt ze Szkoły.
Codzienne życie zakładu
System pracy pozostawał taki sam bez względu na pochodzenie uczennic. W 1883 roku w Zakładzie nauczano (już według opracowanego harmonogramu) pracy w kuchni, oborze, kurnikach i mleczarni oraz porządków domowych, śpiewu, prania, matematyki, języka polskiego i historii. W taki sposób o zajęciach w kuchni pisała Generałowa do ojca Perraud w 1883 roku:
To gospodarstwo jest bardzo stare i bardzo zniszczone, co nie zawsze jest przyjemne, ale czasami chciałoby się mieć pędzel jakiegoś holenderskiego lub flamandzkiego malarza, aby oddać malowniczy widok, jaki przedstawia ta wiejska kuchnia, trzeba przyznać, że trochę zadymiona, gdzie wczoraj znalazłam na przykład dziewczynę wkładającą chleb do pieca; inną wyjmującą ziemniaki z dużego garnka […] dwie obierające kapustę. Te małe dziewczynki, w swoich chłopskich strojach, takie sztywne, z małymi czapeczkami okalającymi całą twarz, to wszystko jest takie oryginalne!
Prowadzono także rozmowy o Piśmie Świętym (najczęściej przy nauce szycia), uczęszczano wspólnie na msze i rekolekcje. Centrum pracy ręcznej stanowiła Klaudynówka. W liście z marca 1884 roku Generałowa przedstawiała córce rozkład pracowni wraz z informacją o prowadzących zajęcia: „Zosia i gorsety, suknie i Ludwika, Pani Gombard i kołdry, P. Leokadya i bielizna, tkaczka, tkanie i przędzenie, lampy i trzewiki, umywalnia, Pani Chatel i haft”. Przestrzeń pracy każdej z nauczycielek była oznaczona jej nazwiskiem.
Dla dziewcząt z miasta praca była dużo trudniejsza, ponieważ nie miały obeznania w zajęciach folwarcznych. Rodzice żywili pretensje o „pospolitowanie się” ich córek ze służbą. Do tego, zdaniem Zamoyskiej, wszystkie uczennice wykazywały niezdrowe zainteresowanie zbytkami i chęć awansu społecznego. Cierpiał na tym przede wszystkim porządek zakładowy. Zdarzało się, że uczennice nie wypełniały obowiązków, bo były na przykład zajęte szyciem bielizny dla siebie.
Okazją do przekonania rodziców do pozytywnego wpływu Zakładu na ich córki były coroczne wystawy wyrobów przygotowanych przez uczennice. Maria Zamoyska wspominała, że zwyczaj wystaw narodził się przy okazji imienin Generałowej, jako prezent od córki dla matki. Pierwsza wystawa w Kórniku odbyła się w październiku 1884 roku. Oprócz solenizantki do świętowania zaproszono także Władysława Zamoyskiego i pracowników majątku oraz rodziców uczennic. Wydarzenie zdecydowano się powtarzać co roku. We wrześniu 1885 roku Generałowa podawała, że Zakład odwiedziło około 1500 osób.

Nieoczekiwane problemy
Wydawać by się mogło, że cała ta historia zmierza do pozytywnego, acz nieco nudnawego zakończenia. Oto Szkoła Domowej Pracy Kobiet osiadła bezpiecznie w Kórniku, z chaosu narodził się porządek, a miejscowi zaakceptowali odziane w czepki dziewczęta uczące się zarządzania domem. Drogi Czytelniku, niestety muszę cię zmartwić. Nie wziąłeś pod uwagę rzeczywistości geopolitycznej regionu, a mówiąc prościej – Niemców.
Dalszy rozwój placówki przerwał dekret o cudzoziemcach. W pierwszej połowie 1885 roku władze niemieckie opublikowały szereg rozporządzeń nakazujących opuszczenie kraju przez osoby posiadające obce obywatelstwo. Szacuje się, że w latach wzmożonej polityki germanizacyjnej, pomiędzy 1885 a 1890 rokiem, w ramach tzw. rugów pruskich, czyli procesu masowych wysiedleń, liczba wydalonych osób przekroczyła trzydzieści tysięcy. Jadwiga, Maria i Władysław Zamoyscy mieli obywatelstwo francuskie, a wnioski o naturalizację zostały przez Naczelnego Prezesa Prowincji Poznańskiej rozpatrzone negatywnie. W sierpniu 1885 roku Zamoyscy zostali zmuszeni do opuszczenia granic zaboru. Podobne wezwania otrzymała część nauczycielek i uczennic.

Władze zainteresowały się także samą Szkołą, przede wszystkim na podstawie donosów, które słali niezadowoleni z jej obecności w Kórniku obywatele niemieccy. Szybko dostrzeżono w placówce niebezpieczny potencjał odradzającej się polskości. 19 czerwca 1886 roku Landrat powiatu śremskiego skierował do pani de Peronet (Lucie de Beaupré), zarządzającej wtedy placówką, pismo nakazujące natychmiastowe rozwiązanie Zakładu. Sytuacja była niejasna – Generałowa pisała o planach pozostawienia dzieła bez opieki swojej i dotychczasowych współpracownic, z nadzieją, że wyuczone do tej pory dziewczęta będą je kontynuować. Nie podejmowała jednak w korespondencji kwestii dalszego finansowania placówki. „Eksperyment został przeprowadzony i jest on satysfakcjonujący ponad wszelkie oczekiwania”, pisała w sierpniu 1885 roku.
To nie koniec historii Szkoły Domowej Pracy Kobiet. Już wkrótce zapraszamy do lektury części trzeciej, w której udamy się razem z nauczycielkami i uczennicami w podróż na daleki Spisz, do Kalwarii, a w końcu do malowniczego Zakopanego.
Tekst powstał na podstawie pracy doktorskiej autorki i książki na temat Szkoły Domowej Pracy Kobiet, która będzie mieć premierę w pierwszej połowie grudnia 2023 r.
Bibliografia
Źródła
- Biblioteka Kórnicka PAN (dalej BK PAN), Majątek Kórnicki. Listy Jadwigi Zamoyskiej do Claire Wallon, 1876–1910, rkps, sygn. BK 7610/1-2.
- BK PAN, Majątek Kórnicki. Listy Jadwigi Zamoyskiej do córki Marii Zamoyskiej, 1872–1921, rkps, sygn. BK 7595/1-3.
- BK PAN, Majątek Kórnicki. Listy Jadwigi Zamoyskiej do Ludwiki Chiżyńskiej, 1881–1910, rkps, sygn. BK 7606.
- BK PAN, Majątek Kórnicki. Listy Jadwigi Zamoyskiej do O. Mariote oratorianina z lat 1870–1902 (oryg. i kop.), 1870-1902, rkps, sygn. BK 7608/1-5.
- Jadwiga Zamoyska, Une grande Ame. Une grande Œuvre. La comtesse Hedwidge Zamoyska. L’Œuvre d’éducation fèminine de Kornik – Zakopane d’aprés les lettres de la comtesse Hedwidge Zamoyska, Paryż 1930.
- Maria Zamoyska, Wspomnienia, red. Magdalena Biniaś-Szkopek, Igor Kraszewski, Krzysztof Rataj, Kórnik 2017.
Opracowania
- Katarzyna Czachowska, Generałowa Jadwiga Zamoyska (1831–1923). Życie i dzieło, Poznań 2011.
- Róża Kąsinowska, Zamek w Kórniku, Fundacja Zakłady Kórnickie, Kórnik 2019.
- Stefan Kieniewicz, Historia Polski 1795-1918, PWN, Warszawa 1983.
- Zofia Nowak, Historia Zakładu Kórnickiego. Cz. 1. Kórnik – Lubowla – Kalwaria Zebrzydowska 1882–1889, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej”, z. 25 (2001), s. 197–226.
- Mikołaj Potocki, Maria Zamoyska. Wspomnienia o Zamku i tradycjach rodowych hrabiów Działyńskich i Zamoyskich, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej”, z. 33 (2016), s. 209–234.



![Symbolika roślinna w kulturze ludowej. Sara Orzechowska, „Kobiety i rośliny w folklorze polskim” [recenzja]](https://hrabiatytus.pl/wp-content/uploads/2025/12/kobiety-i-rosliny-w-folklorze-polskim-mini-218x150.jpg)











