Jedną z kwestii łączących dziewiętnaste i dwudzieste pierwsze stulecie jest dyskusja o charakterze izby wyższej parlamentu. Ponad 150 lat temu nieszablonowe stanowisko w tej sprawie zajął filozof z Wierzenicy – August Cieszkowski. Sedno jego myśli wciąż zachowuje aktualność.

„Senat należy zlikwidować”. Do tego przynajmniej co chwila przekonują politycy najróżniejszych opcji ideowych. Jednym z głośniejszych orędowników tego rozwiązania był niegdyś Janusz Palikot, a jeszcze wcześniej w programie z roku 2007 deklarowała je Platforma Obywatelska. Obecnie, postulat zniesienia Senatu wybrzmiewa m.in. w deklaracjach przedstawicieli Partii Razem.

Politycy różnych opcji wskazują na wysoki koszt utrzymywania dwuizbowego parlamentu oraz na niewielką rolę Senatu w procesie legislacyjnym. Mniej jednoznaczni w tej kwestii publicyści zwykli nawoływać do zasadniczej reformy tego ciała. Proponuje się na przykład przekształcenie Senatu w przestrzeń dyskusji między przedstawicielami pracowników, przedsiębiorców, uniwersytetów i innych podobnych kręgów. Miałaby to być izba ekspercka – przestrzeń ucierania kompromisu, wolna od bieżącej walki politycznej. Na razie jednak w żadnym momencie tego rodzaju zamysły nie były nawet bliskie realizacji.

Sala posiedzeń Senatu RP (fot. Katarzyna Czerwińska, Kancelaria Senatu RP, CC BY-SA 3.0 PL)

Senat między rewolucją a reakcją

Tego rodzaju dylematy nie są polską specyfiką. Tym bardziej nie stanowią chwilowego trendu ostatnich kilku czy kilkunastu lat. Istnienie izby wyższej parlamentu bywało wielokrotnie kwestionowane. Znosiły ją – lub przynajmniej wygaszały jej działanie – rewolucje. Dobrym przykładem może być powstanie listopadowe (zrywy narodowowyzwoleńcze w XIX-wiecznej polszczyźnie określano właśnie rewolucjami). W czasie jego trwania Senat formalnie funkcjonował, ale stał się instytucją zmarginalizowaną, jakby niebędącą w stanie nadążyć za biegiem wydarzeń. Po stłumieniu rewolucji społecznych rządy mogły albo senat wymazać z krajobrazu instytucjonalnego (jeśli wcześniej był głosem elit określonej mniejszości narodowej), albo zdefiniować go na nowo, o ile stawką było utrzymanie arystokratycznego rysu modelu politycznego.

W szerszej perspektywie, w różnych krajach i epokach, sama izba wyższa funkcjonowała często znacząco odmiennie od izby niższej. Ta ostatnia miała wszak za zadanie reprezentować – a zatem czynić, w sensie symbolicznym, obecnymi tych, którzy nie mogą być obecni (bo żadna agora nie pomieści setek tysięcy obywateli). Senat mógł działać całkowicie poza tą logiką. Dość wspomnieć, że instytucja ta funkcjonowała w Imperium Rosyjskim na niemal dwa stulecia przed reformami parlamentarnymi wynikającymi z żądań rewolucjonistów z roku 1905. W różnych kontekstach narodowych członkowie senatu nie wywodzili się z wyborów. Przeciwnie – bywali dożywotnio nominowani przez monarchę, a tytuł do zasiadania w izbie wyższej (przynależność do warstwy arystokratycznej) dziedziczono.

Ilustratywnym przykładem może być Francja, w której historia izby wyższej pełna jest nieciągłości. Po upadku Napoleona przywrócono dziedziczny tytuł para (arystokraty), a Senat zastąpiono Izbą Parów. Jednym z następstw rewolucji lipcowej roku 1830 było zniesienie dziedziczenia tej godności. Rewolucja lutowa roku 1848 zniosła samą Izbę Parów, jak i ostatecznie położyła kres istnieniu samego parostwa. Cztery lata później, po zamachu stanu Napoleona III i utworzeniu Drugiego Cesarstwa, izba wyższa powróciła z niebytu – ale już jako Senat. Gwałtowne przemiany, zachodzące na przestrzeni raptem kilku dekad, wyznaczały ramy trwających dyskusji.

Sala posiedzeń Senatu Republiki Francuskiej w Pałacu Luksemburskim (fot. Romain Vincens, CC BY-SA 3.0)

W poszukiwaniu modelu politycznego

Kwestia utworzenia senatu była także każdorazowo debatowana w nowo powstających państwach. Dylemat ten musiała rozstrzygnąć np. Belgia, której zręby instytucjonalne powstawały równolegle z trwającym na ziemiach polskich powstaniem listopadowym. Wśród członków Kongresu Narodowego (belgijskiego sejmu, który podejmował decyzje odnośnie do kluczowych spraw ustrojowych) znaleźli się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy utworzenia senatu.

Jean-Baptiste Nothomb, jeden z czołowych polityków liberalnych i premier niepodległej Belgii, argumentował na rzecz konieczności utworzenia systemu dwuizbowego, w ramach którego izba wyższa miałaby stać na straży ładu konstytucyjnego. Inni – w tym politycy katoliccy, jak pochodzący z Ypres ksiądz Désiré de Haerne – wskazywali, że senat, jako ciało arystokratyczne, wprowadza różnicę stanową w obręb instytucji reprezentacyjnych. Tym samym uniemożliwiłby on równe uczestnictwo w procesie legislacyjnym obywatelom wszystkich kategorii. Przeważyły argumenty zwolenników dwuizbowości: w Belgii od 1831 roku obraduje senat.

Praktyczne rozstrzygnięcia nie zamykały jednak dyskusji. Wątpliwości wciąż istniały, a niespokojne, targane rewolucjami i pomniejszymi wystąpieniami społecznymi dekady po Kongresie Wiedeńskim (1815 rok) tworzyły przestrzeń na krytykę ładu instytucjonalnego. Pytanie o senat dotykało kwestii wrażliwych – dotyczyło bowiem nie tylko roli tej instytucji, ale także arystokracji jako warstwy. Spór w swej istocie dotyczył modelu społecznego i władzy politycznej.

Sala obrad izby wyższej belgijskiego parlamentu (fot. M0tty, CC BY-SA 3.0)

Polski filozof i francuska debata

W obrębie tej debaty oryginalne argumenty sformułował filozof August Cieszkowski. Jego rozprawa na ten temat została pierwotnie opublikowana po francusku pt. „De la pairie et de l’aristocratie moderne” (O izbie wyższej i arystokracji w naszych czasach) i ukazała się w 1844 roku; w czasie, gdy jej autor zamieszkiwał w Wierzenicy pod Poznaniem. Polskie tłumaczenie, przygotowane przez Augusta Adolfa Cieszkowskiego (syna autora), zostało wydane dopiero w roku 1908. Niedawno, bo w roku 2019, wznowiła je oficyna nazwana imieniem filozofa – Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego.

Warto wspomnieć, że pierwotnie rozprawa ukazała się drukiem paryskiego wydawnictwa Librairie d’Amyot. Wybór nie był przypadkowy. Wydawało ono w połowie dziewiętnastego wieku światowe bestsellery, jak opis podróży do Rosji markiza de Custine’a czy też prace barona de Bazancourta o wyprawach wojennych Napoleona III. Słowem, Cieszkowski liczył na rezonans przedstawionych koncepcji. Miał zresztą ku temu powody. Jego wydana pięć lat wcześniej, również napisana po francusku i opublikowana w Paryżu – praca pt. „Du crédit et de la circulation” (O kredycie i obiegu) przyniosła mu rozgłos jako filozofowi i ekonomiście.

Cieszkowski zabrał głos w ramach trwającej debaty na temat roli i pożądanego kształtu izby wyższej francuskiego parlamentu, która w poprzedzających dekadach, jak wskazałem, przeszła serię istotnych przemian. Czynił to z bardzo praktycznego powodu, który w pierwszym polskim wydaniu „O izbie wyższej…” ujawnił August Cieszkowski syn. Jego ojciec pod koniec lat trzydziestych chciał ubiegać się o mandat poselski we Francji. Przygotowana przezeń rozprawa była pierwotnie pomyślana jako wykład jego oryginalnej idei dotyczącej zbalansowania relacji między obiema izbami francuskiego parlamentu.

August Cieszkowski, ok. 1865 r. (fot. L. Haase, ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. F.6717/AFF.I-2)

Izba wyższa? Tak, przeciwko duchowi wyłączności

Punktem wyjścia jego rozumowania jest ponura diagnoza rzeczywistości. Cieszkowski – w epoce rewolucji! – diagnozował zastój i stagnację. Co miał na myśli? Chciał egzorcyzmować „ducha wyłączności”, który zahamował rozwój „życia organicznego”. Metafora organizmu i zarazem organizacji była u tego myśliciela bardzo nośna. Był wszak jednym z kluczowych twórców koncepcji pracy organicznej, promującym świadomą, ukierunkowaną pracę oddolną nad poprawą kondycji gospodarczej czy naukowej Polaków żyjących w rozbiorowej rzeczywistości.

Zasada ta zachowywała swą istotność także w odniesieniu do Francji. Istniały tu, wedle Cieszkowskiego, jedynie rozproszone myśli, niechwytające istoty rzeczywistości. Reforma instytucji była pierwszym krokiem, by ten opłakany stan rzeczy zmienić. Stąd waga refleksji o senacie.

Refleksja ta, o czym już w początkach swego wykładu poinformował autor, nie miała prowadzić do zakwestionowania zasady dwuizbowości. Polski myśliciel już we wstępnych akapitach odrzucił sensowność tego rodzaju rozważań. Cóż za niecierpliwość! Lecz uzasadnia ją dalszy tok rozumowania. Cieszkowski wyszedł z założenia, że sam dwuizbowy model parlamentu wyrósł ze „stanu obecnego społeczeństwa francuskiego”. Celem jego rozważań nie było więc kwestionowanie szerokiej ramy instytucjonalnej wyrosłej z woli społeczeństwa, tylko znalezienie takiej formy izby wyższej, która byłaby najlepiej dostosowana do bieżących wyzwań.

Stan trzeci? To (już) nie wszystko

Formułując swe argumenty, filozof z Wierzenicy porywał się na największe tuzy francuskiej myśli politycznej. Rozprawa zawiera mniej lub bardziej wprost wyrażone argumenty, których ostrze polemiczne zwrócone jest przeciwko reprezentantom w zasadzie wszystkich obozów francuskiej polityki. Na jej stronach natknąć można się na krytyczne odniesienia do doktrynerów – francuskich umiarkowanych liberałów, w których skład wchodził m.in. autor wpływowych pism o rewolucji i demokracji, Alexis de Tocqueville. Cieszkowski polemizował także z ważnymi myślicielami z wcześniejszego okresu, których koncepcje stworzyły podwaliny pod rewolucję francuską i zrodzony w jej wyniku ład. Jednym z nich był Emmanuel-Joseph Sieyès – autor, który na postawione w tytule słynnej broszury pytanie „Czym jest stan trzeci?” odpowiedział: „Wszystkim”. Wreszcie, ostrze krytyki filozofa dosięgało także legitymistów – zwolenników dawnego porządku. Tym samym, polski myśliciel ustosunkował się krytycznie do całego spektrum opinii wybrzmiewających w ówczesnym życiu politycznym. Jakimi argumentami posłużył się Cieszkowski w swej polemicznej pasji?

Przede wszystkim chciał, by obie izby znacząco różniły się od siebie: zakresem kompetencji, sposobem wyboru członków, umiejscowieniem w ładzie instytucjonalnym. Różnicy tej nie chciał szkicować na podstawie mrzonki dotyczące przywrócenia prominentnej roli dziedzicznego parostwa (arystokracji) w polityce. Jak pisał, „historia postąpiła, a nigdy wstecz się nie cofa”. Ten aspekt sprawy poróżnił go z legitymistami. A zarazem – skierował jego refleksję w stronę rozważań dotyczących struktury społecznej.

Faktem niepodważalnym był dlań zanik arystokracji w jej dawnej formie. Ale, z drugiej strony, również stan trzeci w jego ujęciu przestał być „wszystkim” – to znaczy, przeobraziwszy się w warstwę kramarzy i przemysłowców, przestał reprezentować interes ogółu. Tego rodzaju konstatacje filozof potraktował jako fakty empiryczne. Potrzebna była nowa formuła. Tę Cieszkowski określił „zasadą kooptacji”. To właśnie ona miała stać się fundamentem nowej izby wyższej.

Pałac Luksemburski, siedziba francuskiego senatu (fot. Benh LIEU SONG, CC BY-SA 3.0)

Konieczność arystokracji w demokracji

Jaka powinna być rola „senatu kooptatywnego”? Miała to być izba niezależna politycznie, stała, złożona z najlepszych, których sama winna dobierać – podobnie, jak akademia, która rekrutuje najlepszych naukowców z ogółu wykształconych. Rozwiązanie takie znosić miało w istocie zarówno dziedziczność, jak i wybieralność. Autor obie zasady uznał za nieprzystające do potrzeb wieku. W przekonaniu Cieszkowskiego, nikt, kto rzeczywiście zasługiwałby na wejście w skład tak pomyślanej izby wyższej, nie musiałby czekać długo na tę możliwość. Zasada arystokratyczności stosowana jest tu synonimicznie z „najlepszością” – w odniesieniu do zasług i zdolności. Nie ma to nic wspólnego z pozycją społeczną ani tym bardziej majątkową. Nowi parowie powinni więc otrzymywać wynagrodzenie, tak aby żaden z „najlepszych” nie został wykluczony z powodów czysto finansowych.

Jednocześnie, wejście w skład tego rodzaju izby miałoby również otwierać drzwi do kariery w pozostałych segmentach administracji, acz bez możliwości pobierania uposażenia za inną pełnioną funkcję publiczną. Senat kooptatywny miał więc działać jak systemowy bezpiecznik, skupiający najlepszych ze wszystkich warstw społecznych i kohort wiekowych. Uchroniłoby to tę instytucję przed skostnieniem, ale także, co bardziej groźne, przed działaniem wyłącznie we własnym interesie. Jej interes bowiem byłby równoznaczny z dobrem ogółu.

August Cieszkowski z żoną, ok. 1860 r. (fot. L. Haase, ze zbiorów Biblioteki Narodowej, sygn. F.68956/W)

Filozof z Wierzenicy łączył sprzeczności, ukazując, że demokracja i arystokracja nie są sobie przeciwstawne. Był to pogląd tym bardziej obrazoburczy, że właśnie tego rodzaju podział definiował wówczas scenę polityczną (później wyparła go dychotomia lewica – prawica). Jak wskazywał Cieszkowski, arystokracja nowoczesna może powstać tylko w demokracji. Obie bowiem – i to chyba najistotniejsza myśl w całej pracy – powinny się wzajemnie uzupełniać w ramach nowej organizacji społecznej. Demokracja bez arystokracji popadnie w anarchię, arystokracja bez demokracji nie jest już możliwa. Nowa, czy też nowoczesna arystokracja, o którą szło Cieszkowskiemu, miała być parostwem organicznym, patrycjatem ludowym, łączącym przeszłość z przyszłością. Izba wyższa miała być jej organem.

Uporczywa aktualność refleksji Cieszkowskiego

Czy refleksja Cieszkowskiego zachowuje aktualność? Z jednej strony, jak w przypadku każdej wypowiedzi politycznej, jej przydatność do spożycia pozostaje czasowo ograniczona. Z drugiej jednak, rozprawa „O izbie wyższej i arystokracji w naszych czasach” zawiera wysublimowane refleksje natury filozoficznej. Autor wchodził przecież w spór z postaciami kluczowymi także dla współczesnych wyobrażeń o władzy czy reprezentacji politycznej. I nawet jeśli kategoria „arystokracji” nie ma już żadnego odniesienia w prawie, ani nawet intuicyjnie uchwytnego znaczenia społecznego, to z refleksji myśliciela z Wierzenicy daje się wydestylować komunikat ważny także dla współczesnego czytelnika. Na ten komunikat zwrócił uwagę już w swej przedmowie – napisanej w innych czasach, bo u progu dwudziestego stulecia – August syn. Jest nim tendencja do pojednania przeciwieństw.

Pisząc o „nowoczesnej arystokracji” czy „ludowym patrycjacie”, Cieszkowski łączył ogień z wodą. W jego rozprawie połączenia te nie miały jednak podnosić temperatury, lecz schładzać logikę wykładu. Dopiero bowiem uznanie prawomocności obu pozornie sprzecznych elementów, ale także znalezienie ich syntezy, domknąć mogło niespokojny czas rewolucji i utorować drogę mądrzejszym i trwalszym (w języku autora – „organicznym”) rozwiązaniom. Filozof zdaje się więc zachęcać nie do utwardzania polaryzujących stanowisk, nie do obojętności wobec nich – ale do poszukiwania nowych jakości. Senat, wydźwignięty z logiki bieżącej walki politycznej, mógłby stać się areną takiej właśnie refleksji. Jako taki, jawi się on jako potrzebny bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Wybrana bibliografia

  • August Cieszkowski, De la pairie et de l’aristocratie moderne, Amyot, Paris 1844 [polskie wydanie: O izbie wyższej i arystokracji w naszych czasach, [w:] Tegoż, Pisma rozproszone, red. Andrzej Wawrzynowicz, Fundacja Augusta hrabiego Cieszkowskiego, Warszawa 2019, s. 159–224].
  • Christophe Le Digol, Les assemblées impériales, hétéronomie et logiques parlementaires, „La Pensée”, 411 (3), 2022, s. 23–34.
  • Franck Duchesne, Le Sénat, 1799–1805 : une assemblée de « censeurs », „La Pensée”, 411 (3), 2022, ss. 35–45.
  • Pasi Ihalainen, Cornelia Ilie i Kari Palonen, Parliament as a Conceptual Nexus, [w:] Parliaments and parliamentarism: a comparative history of a European concept, pod red. tychże, Berghahn Books, New York 2016, s. 1–16.
  • Małgorzata Karpińska, „Nie ma Mikołaja!”. Starania o kształt sejmu w powstaniu listopadowym 1830–1831, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2007.
  • Jacques Logie, 1830: de la régionalisation à l’indépendance, Duculot, Paris 1980.
  • Paul W. Schroeder, The transformation of European politics, 1763–1848, Clarendon Press, Oxford 1994.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj