Do książki Joanny Kuciel-Frydryszak mam podejście ambiwalentne. Po długiej lekturze wynotowałam listę zastrzeżeń, z których najważniejsze brzmi: to nie jest książka historyczna. Jej popularność jest jednak nieprzypadkowa, a czytelniczka czy czytelnik spoza środowiska akademickiego chętniej sięgnie dzięki niej po opowieści i pamiątki po swoich własnych przodkiniach niż po lekturze tekstów specjalistycznych.

Tak zwany „zwrot ludowy” w naukach humanistycznych, czyli zainteresowanie badaczek i badaczy dziejami chłopów, ich obyczajowością, obrzędowością, kulturą i życiem codziennym stał się faktem. W przypadku historii zgłębianie tej problematyki nie opiera się, klasycznie, na chronologicznym przedstawianiu najważniejszych wydarzeń i opisywaniu ich konsekwencji, ale na przyglądaniu się poszczególnym elementom konstruującym świat wsi i jej mieszkańców. Metodykę badań możemy z powodzeniem odnieść do praktyk wypracowanych przez mikrohistorię, historię społeczną, czy historię pamięci.

Osobną kwestią do rozważenia jest podobieństwo badań nad wsią do historii kobiet i „zwrot ludowy”, który odbył się także w tej dziedzinie. Dobrochna Kałwa – historyczka i teoretyczka – jako jedna z pierwszych podjęła rozważania, w jaki sposób pisać w Polsce o ludowej historii kobiet respektując zasady warsztatu historycznego. Problem stanowią przede wszystkim źródła, ich dostępność i wiarygodność, a także to, co mogą nam one powiedzieć o dziejach jednej z najmniej reprezentowanych w dokumentach i przekazach historycznych grupy osób. Rozważania dotyczą także tego, w jaki sposób powinno się budować tę opowieść, nawiązując do dotychczasowych badań i dyskursów międzynarodowych.

Dociekania naukowe to jedno, ale „zwrot ludowy” dotyczy także rynku popularnonaukowego i książek sprzedawanych w tysiącach egzemplarzy. Grono osób tworzących w tym nurcie stopniowo się powiększa, a wśród nich można wymienić chociażby Adama Leszczyńskiego („Ludowa historia polski”), Mateusza Wyżgę („Chłopstwo. Historia bez krawata”), Kacpra Pobłockiego („Chamstwo”), Kamila Janickiego („Pańszczyzna”) i wielu innych. Do tego towarzystwa dołączyła ostatnio Joanna Kuciel-Frydryszak ze swoją książką „Chłopki. Opowieści o naszych babkach”.

Tytuł: Chłopki. Opowieści o naszych babkach
Autorka: Joanna Kuciel-Frydryszak
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 496

Czytelniczkom i czytelnikom popularnonaukowych książek historycznych nie trzeba autorki przedstawiać. Dla niezorientowanych przypomnijmy: jej poprzednia książka, „Służące do wszystkiego”, przebojem wdarła się na salony, zarówno dosłownie, jak i symbolicznie. „Chłopki” mają szansę powtórzyć ten sukces, przede wszystkim dlatego, że kontynuują motyw opowieści o kobietach wykluczonych – również z dotychczasowego pisarstwa historycznego. Pytanie, przez kogo i dla kogo się tę opowieść snuje.

Moim zdaniem relacja władzy w dyskursie proponowanym przez autorkę nie zmieniła się. Pomimo upływu czasu o pewnych grupach społecznych nadal „z automatu” mówi się ustami grup nad nimi dominujących, które w dodatku kierują swe wypowiedzi w swoją własną stronę, aby z ulgą można było powiedzieć, że pewne czasy i barbarzyńskie praktyki już za nami, a potem odłożyć książkę na półkę. To każe mi się zastanowić, czy po zakończonej lekturze nasze babki stają nam się bliższe, czy może bardziej obce?

Zacznę od okładki. Przed czytelnikiem pokaźnych rozmiarów (prawie pięćsetstronicowa), przepięknie wydana książka, w kolorze słonecznożółtym. Na froncie znajduje się zdjęcie kobiety niosącej wiadra z wodą przy pomocy koromysła. Nie widzimy jej twarzy, ponieważ idzie pochylona. Nie poznamy także jej imienia i nazwiska, nawet po dłuższej kwerendzie w zasobach Narodowego Archiwum Cyfrowego, z którego pochodzi fotografia. Dodam, że autorka nie podaje sygnatur zdjęć wykorzystanych w publikacji – stąd wydłużony czas poszukiwań, które bez tej ważnej informacji często mogą zakończyć się fiaskiem.

Na tylnej części okładki rekomendacje: „Joanna Kuciel-Frydryszak daje wiejskim kobietom głos”, „Joanna Kuciel-Frydryszak mówi prawdę”. Pozwolę sobie dla równowagi tych zdań zacytować wypowiedź Dobrochny Kałwy z rozmowy w kwartalniku „Więź” z 2021 roku: „Nie mam problemu z książkami poświęconymi przeszłości pisanymi w duchu kulturoznawczym czy socjologicznym, pod warunkiem że nie twierdzą, iż opisują, jak było naprawdę”. Nie ma słów, które lepiej oddawałyby moje stanowisko po przeczytaniu takich poleceń.

Wnętrze książki jest zbudowane bardzo ciekawie. Autorka zrezygnowała z klasycznego wstępu i podsumowania. Daje to wrażenie zanurzenia się w opowieść od pierwszych stron, nieustającej narracji bez początku i końca, przypominającej to, jak zwykły opowiadać nasze babcie w zimowe wieczory przy kominku albo podczas awarii prądu, kiedy nie było niczego innego do pracy. Pozwala to także wrócić do fragmentów książki w dowolnym momencie i czytać ulubione miejsca na wyrywki. W mojej opinii świadczy to także o tym, że sama autorka bardziej skłaniała się ku stworzeniu dzieła z gatunku literatury pięknej niż pracy historycznej.

Taki sposób prowadzenia narracji zachęca także do zastanowienia się nad swoimi historiami rodzinnymi. Potok opowieści pobudza wspomnienia, pozwala wrócić do osobistych losów krewnych, zachęca do spisania genealogii, przejrzenia pamiątek zakurzonych na strychu. Sposób pisania Joanny Kuciel-Frydryszak ma moc ożywiania pamięci, czego może pozazdrościć jej niejedna twórczyni i twórca.

Tekst prezentuje ogromny wachlarz źródeł do dziejów kobiet z klas ludowych: pisanych, mówionych, wizualnych, oficjalnych i prywatnych, publikowanych już wcześniej lub kompletnie nieznanych. W tej materii nie można zarzucić autorce braku rzetelności i skrupulatności. Nie ma jednak, a jest to moim zdaniem niezbędne w tego typu publikacjach, nawet podstawowej krytyki źródłowej. Ujmując to obrazowo, wydaje się, jakbym wraz z narratorką siedziała z nosem w źródłach, nie odrywając od nich wzroku i nie widząc niczego innego. Tymczasem przyjętą przez historyczki i historyków metodą jest raz na jakiś czas odwrócić wzrok od interesującej treści, zrobić dwa kroki w tył i zadać pytanie: na co patrzę? Jakie są okoliczności i czas powstania tych źródeł? Kim jest autor? Czy mogę uznać jego wytwór za wiarygodny? Rozmowa z prawnuczką przeprowadzona współcześnie i zeznania spisane przez policję prawie wiek temu to dwie zupełnie odmienne kategorie źródeł, których specyfika powinna być w minimalnym chociaż stopniu przybliżona.

Brak tej refleksji powoduje ogromny chaos w zebranym materiale. Autorka swobodnie przeskakuje w czasie i przestrzeni – między regionami, wsiami, miastami, zagranicznymi gospodarstwami. Chociaż niejednokrotnie sama przyznaje, że sytuacja kobiet w Wielkopolsce znacznie różniła się od tej na przykład na Podkarpaciu, to nie kontynuuje tego tematu, pozostawiając czytelniczkę i czytelnika bez wyjaśnień, na czym te różnice właściwie polegały.

Brakuje także tła dla przedstawionych opowieści. Książka obejmuje m.in. okres międzywojenny, jednak nie ma w niej informacji o ogólnej sytuacji społecznej, demograficznej czy politycznej w omawianym okresie ani przed nim. Osoba obeznana w realiach epoki będzie wiedziała, z czym wiązał się kryzys ekonomiczny w latach trzydziestych lub jakie napięcia rodziło połączenie ziem trzech zaborów w jedno państwo. Pozostaje jednak pytanie, czy docelowy czytelnik lub czytelniczka książki Joanny Kuciel-Frydryszak ma tę wiedzę, czy raczej powinna zostać mu ona przybliżona przez pisarkę?

W książce razi momentami także język narratorki – ironizujący, opiniujący, niekiedy wręcz umniejszający bohaterkom historii. Dla przykładu, na s. 395, wspominając polskie kobiety pracujące we francuskich gospodarstwach wiejskich, które pisały listy do tzw. opiekunki społecznej (osoby odpowiedzialnej za przestrzeganie kontraktów pomiędzy francuskimi gospodarzami a polskimi pracownicami), autorka podsumowuje: „Nie pozostają bierne, choć czasem przypominają dzieci, które wierzą, że jeśli w kółko będą powtarzać mamusi swoje prośby, zostaną one spełnione”. Wobec obietnicy „oddania głosu kobietom” wydaje się to nieco protekcjonalną i nietrafioną konkluzją, szczególnie zaraz po tym, jak na poprzednich stronach mowa jest o bardzo trudnej pracy i wyzysku Polek, co jest także świadectwem ich ogromnej determinacji.

Co ciekawe, w książce nie ma mowy o menstruacji, czyli o temacie nieodzownie towarzyszącym kobietom, także wiejskim. Przy tak wielu opowieściach o intymnej sferze życia klas chłopskich – stosunkach płciowych, ciąży, poronieniach i nadużyciach wobec kobiet – ta luka jest bardzo widoczna. Domyślam się, że źródła mówią na ten temat niewiele, jednak należałoby to zaznaczyć. Codzienność moich przodkiń w kwestii miesiączkowania pozostała dla mnie tajemnicą.

Na plus trzeba zaliczyć to, że książka podejmuje się opowieści o bardzo ciekawych elementach życia wiejskiego, jak wspomniana emigracja zarobkowa, ale również kultura jedzenia, czy kwestia powstawania uniwersytetów ludowych. Takie wielowymiarowe spojrzenie ponownie pozwala na odnalezienie okruchów tych historii w doświadczeniach własnych rodzin. Zachęca także do dalszego zgłębiania opisanych tematów.

W ostatnim rozdziale (s. 459) autorka pisze: „Zainteresowanie ludową historią przeprojektowało kierunek dyskusji z pytania o to, co jest naszym prawdziwym dziedzictwem […] na inne – co właściwie oznacza dla nas nasza chłopska lub ludowa tożsamość?”. Muszę przyznać, że po lekturze nadal nie byłabym w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Chociaż przedstawione historie po części odkrywają przed czytelniczkami i czytelnikami świat klas chłopskich, to poczucie wrzucenia wszystkich źródeł do jednego worka bez nadania im kontekstu powoduje, że nadal możemy porozmawiać tylko o „człowieku skądś”, bez imienia, nazwiska i tożsamości, a nie o konkretnych osobach i ich codzienności. Dla tych, którzy nie odnajdą w tych historiach doświadczeń swoich krewnych (na przykład ze względu na swoje pochodzenie), książka może okazać się wyłącznie egzotycznym opisem minionych czasów. Po ekscytującej lekturze znów przyjdzie nam odetchnąć z ulgą, że te czasy już za nami, i odłożyć książkę na półkę.

Nie mam w zwyczaju odradzać nikomu czytania książek. Tym bardziej, jeśli mowa o jedynej na rynku popularnonaukowym publikacji, która traktuje o dziejach zmarginalizowanej, a jednocześnie tak interesującej grupy społecznej, jaką były mieszkanki polskiej wsi. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ta nisza zostanie wkrótce wypełniona przez teksty, które w sposób bardziej metodyczny i zgodny ze sztuką pisania opowieści historycznej – może mniej sensacyjnie, ale bardziej rzetelnie – odkryją i opowiedzą tajemnice ukryte w źródłach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

13 + dwa =